Po drugi skalp
Mistrzostwo już mają, teraz przed Monachijczykami jeszcze dwa półfinały. Na pierwszy rzut – Puchar Niemiec z Bayerem Leverkusen. Potrójna korona jest w zasięgu!
Trener Vincent Kompany cieszy się z mistrzostwa Niemiec. Czy będzie miał okazję, by w Berlinie świętować zdobycie Pucharu? Fot. PAP / EPA
NIEMCY
Zdobycie trypletu to nie lada sprawa. Chodzi rzecz jasna o wygranie w jednym sezonie mistrzostwa, krajowego pucharu i Ligi Mistrzów. W Europie dokonało tego w sumie dziewięć klubów, z czego dwa dwukrotnie – Barcelona i właśnie Bayern. Bawarczycy potrójną koronę zakładali w 2013 i 2020 roku, a teraz mogą skompletować swoistego hat tricka. Niewykluczone, że oglądamy najlepszy Bayern w całej jego historii! W końcu nikt podczas 63 lata zmagań w Bundeslidze nie strzelił w niej tylu goli, co obecna ekipa trenera Vincenta Kompany'ego, która jeszcze przecież śrubuje ten rezultat.
Taka seria nie przystoi
Dzisiaj Bawarczycy powalczą o awans do finału DFB-Pokal, co będzie ważne o tyle, że... nie było ich tam w pięciu poprzednich edycjach. Jak na niemieckie realia – to sensacyjna wręcz statystyka. Ostatni raz gigant zdobył Puchar Niemiec właśnie w 2020 roku. Potem eliminowały go: drugoligowy Holstein Kiel (w 2. rundzie, czyli 1/16 finału), średnio-mocne Borussia Moenchengladbach (2. runda) i Freiburg (ćwierćfinał), trzecioligowe (!) Saarbruecken (znowu 2. runda!) i w zeszłym roku Leverkusen w 1/8 finału.
Głód finału jest więc w Monachium ogromny, bo wszyscy w Bawarii czują, że taka seria po prostu im nie przystoi. Tym bardziej że dwa lata temu finał potrafiło osiągnąć... drugoligowe Kaiserslautern (z Tymoteuszem Puchaczem na lewej flance), a rok temu zagrała tam nawet trzecioligowa Arminia Bielefeld! – Nie czuję dodatkowej presji. Dowiemy się, kto pojedzie do Berlina, więc to wyjątkowe spotkanie. Nie powinniśmy go bagatelizować, ale proces przygotowania pozostanie dokładnie taki sam, jak do każdego meczu. Czekamy z niecierpliwością – powiedział jak zawsze chłodny i merytoryczny Kompany.
Tu nie chodzi o rewanż
Rywal będzie dla Bayernu wymagający. Choć Bayer wyraźnie stoczył się po odejściu trenera Xabiego Alonso i obecnie nie jest nawet pewny kwalifikacji do Ligi Mistrzów, to wciąż posiada dużo jakości. Najbliższe starcie odbędzie się zresztą na jego terenie, gdzie gospodarze w zeszłym miesiącu zremisowali z Bayernem w Bundeslidze 1:1. Rok temu to właśnie Die Werkself wyrzucili Bawarczyków z Pokalu. – Tu nie chodzi o chęć rewanżu – odrzucił tę myśl Kompany. – Skupiamy się tylko na tym, co przed nami, a nie co za nami, nawet jeśli prócz tego odnieśliśmy kilka sukcesów z tym rywalem, także w Lidze Mistrzów. Teraz jednak piszemy nową historię. Nie sądzę, aby ktokolwiek zlekceważył to spotkanie. Jesteśmy pewni siebie i wiemy, czego się spodziewać – podkreślił belgijski trener.
Nowy (anty)rekord
Jego vis-a-vis Kasper Hjulmand twierdzi, że wie, czego spodziewać się po Bayernie. – W marcu poradziliśmy sobie z nim nieźle, ale musimy być bardziej precyzyjni, ostrzejsi i wykorzystywać swoje szanse – przyznał Duńczyk, a słowa kończące to zdanie mogły zostać wypowiedziane nie bez powodu. W poprzedniej kolejce Leverkusen przegrał bowiem 1:2 z Augsburgiem (żaden wstyd, w końcu to pierwsza drużyna, która ograła w Bundeslidze Bayern), mimo że oddał aż 35 uderzeń, z czego dziewięć celnych. Ustanowił tym samym nowy ligowy rekord liczby strzałów, które nie pozwoliły zdobyć trzech punktów (choć trzeba dodać, że dane są liczone od tylko 13 lat). Wyraźnie zirytowany takim obrotem spraw był dyrektor sportowy Simon Rolfes. Die Werkself zarzucano po tamtym meczu bierność, wycofanie, zluzowanie – a więc częste zjawiska widziane w tym sezonie pod wodzą Hjulmanda. Jeśli wystąpią też w dzisiejszym półfinale, happy endu dla Leverkusen nie będzie.
Piotr Tubacki
PÓŁFINAŁ PUCHARU NIEMIEC
◼ Leverkusen – Bayernśroda, 20.45 - Eleven Sports 1
◼ Stuttgart – Freiburg
czwartek, 20.45 - Eleven Sports 1
