Po co ci ta Legia?

Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski

Tytułowe pytanie raz po raz w czwartkowy wieczór zawisało w powietrzu w naszej „Sport”-owej przestrzeni w prestiżowej miejscówce Katowic, posyłane w przestrzeń przez Jacka. Jacek zawsze miał wyjątkową umiejętność syntetycznego ujmowania ważnych spraw, zamykając je w dwóch-trzech słowach. Spora część naszych gazetowych „jedynek”, wspominanych przez lata przez nas, ale i czytelników, a nawet konkurentów z innych tytułów (ot, pamiętne „Fręch Open”), urodziła się właśnie w jego głowie. A kiedy niedawno Jacek odnotowany został – i to niejednokrotnie! - w najnowszym reporterskim bestellerze Zbigniewa Rokity, tym uważniej wsłuchujemy się w jego myśli nieuczesane, acz w przeważającej części mające w sobie atut „intelektualnego zapładniania”.

No więc w ów czwartkowy wieczór „Po co ci ta Legia?” Jacek powtarzał parokrotnie. Ot, choćby wtedy, gdy w „multiligowej” transmisji telewizyjnej przy każdym łączeniu z Łazienkowską komentatorzy powtarzali, że kolejne bramki strzelane przez wojskowych półamatorom z Gibraltaru nie przywrócą gospodarzom szans na awans do fazy play off Ligi Konferencji. I także wtedy, gdy kamera w Nikozji pokazywała Marka Papszuna, cieszącego się z gola – a na koniec ze zwycięstwa – Rakowa z Omonią. I jeszcze wtedy, gdy przez kilkanaście minut częstochowianie liderowali 36-drużynowej stawce Conference League...

Znakomitą wykładnię zagadkowości decyzji Papszuna o przeprowadzce z Limanowskiego na Łazienkowską dał w piątek na łamach „Sportu” - w tej samej komentarzowej rubryce – Andrzej Grygierczyk. Grunt wielce niepewny; bezradność (a może raczej bezhołowie...?) w działaczowskich gabinetach i szatni jawnie kontrastująca z rozdętym do granic przyzwoitości ego każdego człowieka z „eLką” na piersi, o bieżącej degradacji sportowej (przedostatnie miejsce w ekstraklasie po jesieni, wiosna bez pucharów) nie wpominając.

Logiki w ruchu Marka Papszuna – jak by się mogło wydawać – nie ma więc za wiele. Są za to, jak się zdaje, emocje. „Jestem wzruszony, że zostałem trenerem Legii. W Warszawie się urodziłem. Tu się wychowałem i jestem bardzo związany z tym miastem. (…) To mnie motywowało do tego, żeby przyjść do Legii. To najbardziej utytułowany klub w Polsce” - mówił na konferencji prasowej, na której oficjalnie zaprezentowano go jako nowego szkoleniowca stołecznej drużyny.

Patrząc jednak na jego zawodową historię, trudno posądzać go o to, że emocje przyćmiły zdrowy rozsądek. Legia – nawet siedemnasta w tabeli – to wciąż (i jeszcze pewnie długo) klub z największym potencjałem: finansowym, marketingowym... No i – a to być może argument co prawda głęboko przez Marka Papszuna schowany z tyłu głowy, ale pewnie istotny – z trenerskiej ławki Legii zawsze bliżej będzie na selekcjonerską ławkę Biało-czerwonych, niż z Częstochowy (i każdego innego miejsca w Polsce). Oczywiście nie w przypadku, gdy na tej pierwszej zasiadają „wynalazki” w osobach Klafuricia, Jozaka czy Hasiego. Ale już dla Czesława Michniewicza okazała się ona przepustką do kadry.

W tym kontekście, Jacku, odpowiedź na twoje pytanie powtarzane po wielokroć, jest dość oczywista. A gdy już ten scenariusz wejdzie w życie, na pewno znajdziesz właściwe słowo, by go dobrze na „Sport”-owej jedynce skwitować!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się