Płotkarski show w Łodzi

Jakub Szymański czasem 7,39 w imponującym stylu po raz kolejny poprawił własny rekord Polski na 60 m ppł.

Tak szybko na płotkach pod dachem jak Jakub Szymański nie biegano w XXI wieku w Europie. Fot. PAP/Marian Zubrzycki

Wypełniona łódzka Atlas Arena była w sobotni wieczór świadkiem najszybszego biegu w historii polskiej lekkiej atletyki. Podczas mityngu Orlen Cup (z cyklu World Athletics Indoor Tour Silver) o znakomity wynik postarał się trenujący na co dzień w Mieście Włókniarzy Jakub Szymański. 22-letni polski płotkarz, prezentujący w tym sezonie wyborną formę, już w eliminacjach uzyskał świetnie 7,43. W finale pomknął jeszcze szybciej i zwyciężył z rekordem Polski 7,39! Tym samym poprawił własny rekord Polski - 7,41 - sprzed trzech tygodni (19 stycznia w Luksemburgu) i umocnił się na prowadzeniu w światowych tabelach; stracił fotel lidera kilka godzin później, gdy w Nowym Jorku o... setną sekundy szybciej pobiegł Amerykanin Dylan Bears.

– Robię to, co kocham i to mnie napędza. Dzięki temu osiągam takie wyniki. Nie znam swojego limitu. Celuję w czas 7,35 i chciałbym być pierwszym, który zwycięży z niepokonanym na 60 m przez płotki rekordzistą świata na tym dystansie Grantem Hollowayem – zapowiedział Szymański. Do Amerykanina należy zresztą najszybszy wynik uzyskany na polskiej ziemi - w 2021 w Toruniu 7,38.

Zostać kozakiem i latem

Polski płotkarz od sobotniego wieczoru jest również wiceliderem europejskich tabel historycznych - szybciej od niego na tym dystansie ponad 30 lat temu biegał jedynie legendarny Brytyjczyk Collin Jackson - 7,30 w 1994 roku. – Z biegu na bieg technika mi się poprawia, umacniam się psychicznie. Teraz czas, żebym takim kozakiem był też latem, na 110 metrów przez płotki – mówił Szymański, który niespełna dobę później pobiegł w mityngu ISTAF w Duesseldorfie, gdzie wygrał w czasie 7,51.

Za jego plecami w Atlas Arenie z dobrymi wynikami finiszowali inni polscy płotkarze. Drugi na mecie Damian Czykier uzyskał 7,50 i wypełnił minimum na halowe mistrzostwa świata w Nankinie (21-23 marca), a trzeci, Krzysztof Kiljan, rekordem życiowym 7,57 zapewnił sobie przepustkę na halowe mistrzostwach Europy w Apeldoorn (6-9 marca) i czempionat w Chinach.

W biegu kobiet najlepsza polska płotkarka Pia Skrzyszowska była dopiero trzecia z czasem 8,02; triumfowała wyraźnie Szwajcarka Ditaji Kambundji – 7,83. – Nie czułam się dziś najlepiej, muszę też trochę popracować nad pewnymi elementami. Czekam na lepszy start – powiedziała Skrzyszowska.

Swoboda kręci nosem

W finale na 60 m – po pierwszym falstarcie - Ewa Swoboda z czasem 7,13 sek. finiszowała m.in. przed brązową medalistką HMŚ Włoszką Zaynab Dosso oraz mistrzynią Europy na 200 m oraz 60 m z hali Mujingą Kambundji, siostrą Ditaji.

- Nie ma się z czego cieszyć. Skupiłam się na Kambundji, a ona potknęła się zaraz po starcie. Nie były to idealne biegi, ale mam nadzieję, że forma przyjdzie. Trenerka wie, co mówi. A co mówi? Powtarza, że będzie dobrze - podkreśliła 27-letnia sprinterka rodem z Żor, która w rozmowie z TVP zapowiedziała... koniec kariery.

Cenne zwycięstwo w dobrej obsadzie odniósł w Łodzi Konrad Bukowiecki, który w piątej próbie posłał ponad 7-kilogramową kulę na odległość 20,95 m (najdalej od dwóch lat, 6. wynik w tym roku na świecie) i wyprzedził szóstego zawodnika igrzysk w Paryżu, Nigeryjczyka Chukwuebukę Enekwechiego (20,88). Polak zapewnił sobie wygraną oraz cenne punkty do rankingu o kwalifikację do imprez mistrzowskich. Bukowiecki pokonał m.in. mistrza Europy i wicemistrza świata na stadionie Włocha Leonardo Fabbriego, który był czwarty – 20,71.

W rytmie Zorby

W skoku o tyczce znakomicie zaprezentował się Emmanouil Karalis, brązowy medalista olimpijski z Paryża. Trenujący na co dzień z polskim asem Piotrem Liskiem, skacząc w Atlas Arenie przy dźwiękach Zorby, zaliczył 5,92 m i poprawił rekord Grecji, a potem atakował jeszcze – choć bez powodzenia - poprzeczkę zawieszoną na 6,02. – Po igrzyskach jestem bardziej rozpoznawalny w kraju, ale też nie stałem się wielką gwiazdą. Dziś ponownie poprawiłem rekord Grecji, ale pozostaje pewien niedosyt, bo bardzo liczyłem na udany skok na 6 metrów – powiedział Karalis.

Piotr Lisek zajął 3. miejsce, zaliczając 5,52, a Robert Sobera był 5. – tylko 5,32.

Konkurs skoczkiń wzwyż wygrała liderka światowych tabel (1,98 m) Maria Żodzik, ale tyle samo w Atlas Arenie - 1,90 – skoczyła druga z Polek, Paulina Borys, która wyjechała z Łodzi z rekordem życiowym.

(t)

Tako rzecze gwiazda…

Mam już prawie 28 lat, jestem stara. Już nie mam siły, brakuje mi motywacji i za duże boom było po igrzyskach. Mam nadzieję, że niebawem już skończę karierę albo przejdę na inną profesję. Jeszcze ten rok pobiegam, zobaczymy co będzie w następnym.

Ewa Swoboda, która na igrzyskach w Paryżu nie weszła do finału na 100 metrów…


Minimum Ostrowskiego i Płocińskiej

Podczas mityngu we Wrocławiu Filip Ostrowski wygrał bieg na 800 m z rekordem życiowym 1:46,33 i został trzecim Polakiem, który wypełnił minimum na HME na tym dystansie, po Macieju Wyderce i Bartoszu Kitlińskim.

W piątkowy wieczór w Walencji Mateusz Borkowski w czasie 1:47,12 finiszował na 800 m drugi, a Maciej Wyderka – 1:47,18 - trzeci, przegrywając z Hiszpanem Mariano Garcíą - 1:46,64. W Hiszpanii Aleksandra Płocińska wypełniła minimum na HME na 1500 m. Polka dotarła na metę jako druga i czasem 4:06,82 o blisko 3 sekundy poprawiła rekord życiowy. W rywalizacji na 3000 m piąta także z „życiówką” 8:57,91 była Olimpia Breza i została jedenastą Polką, która w hali zeszła poniżej 9 minut na tym dystansie.