Piszczek nieskończony, czyli jeszcze go zobaczymy

KOMENTARZ „SPORTU” - Piotr Tubacki

Wielka kompromitacja? Tak. Klub ułożony pod trenera? Tak. Skandaliczne potraktowanie GKS-u? Można tak to ująć. Ucieczka? Owszem. Łukasz Piszczek wziął w rękę gwóźdź i przejechał po całej długości karoserii swojego drogiego samochodu i rysa ta zostanie z nim już na zawsze. Szpanował gazem, stojąc na czerwonym, a gdy mignęło zielone, silnik mu zgasł, mimo że sprzęgło było w automacie. Konar nie zapłonął.

Wyszło źle pod wieloma względami i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jednakże nie mówilibyśmy o tym z taką pompą i takim przejęciem, nie komentowałyby tego wszystkie „mądre” głowy ekspertów, gdyby chodziło o jakiegoś szeregowego trenera X, a nie Łukasza Piszczka. Nie ma co ukrywać, że wszyscy z dużym podnieceniem śledziliśmy każdy ruch byłego reprezentanta i z dużym podnieceniem zareagowaliśmy na jego falstart. A jest to falstart gigantyczny. Podobno największy w historii polskiego futbolu, jeśli chodzi o szkoleniowca rozpoczynającego swoją karierę. No bo – sorry – nie ma co tutaj jako poważnej funkcji traktować jego trenerskich działań w rodzinnych Goczałkowicach.

Z tego powodu nie brak głosów, że już po Piszczku, że złote dziecko okazało się karłem i cały misterny plan... Ja się z tym jednak nie zgadzam. Właśnie dlatego, że po imieniu „Łukasz” występuje jeszcze nazwisko „Piszczek”. We wcale nie tak dalekiej przyszłości Piszczek obejmie kolejny klub i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Gdyby był trenerem X, miałby trudniej, ale to nie jest byle kto. Nie zabraknie klubów, które będą chciały mieć u siebie „Piszcza”, które dadzą mu jeszcze jedną szansę w zespole, który nie jest zaangażowany w ciężką walkę o utrzymanie. O GKS-ie Tychy nigdy nie pisało się tyle, co w ostatnich tygodniach (abstrahując od tego, ile faktycznie było tam o samym GKS-ie) i każdy kolejny klub także pogrzeje się na ciepełku Piszczka. Poza tym jedna jaskółka wiosny nie czyni i chociaż na pewno jej pojawienie się powinno zapalić pewną lampkę, to według mnie jedną z głównych reperkusji, z jakimi zetknie się 40-latek, będzie... trochę mniejsza kwota na kontrakcie. „No, panie Łukaszu, ale tyle to nie. Wie pan, bo z tymi Tychami...”.

Gdzie trafi „Piszczu”? Nie wiem. Nie wykluczam ekstraklasy, nie wykluczam I ligi. Wszystko zależy od tego, gdzie będą szukać trenera. A Piszczek teoretycznie mówić o piłce potrafi, dokładając do tego nazwisko – dobrze się sprzeda. Skoro nerwus Goncalo Feio ciągle znajduje solidne fuchy i po rzucaniu w ludzi sprzętem biurowym trafił do najbogatszego klubu w Polsce, to naprawdę po jednych Tychach środowisko miałoby skasować Piszczka? Na pewno nie.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się