Piłkarze są spostrzegawczy

Rozmowa z Pauliną Grzybowską, kit managerem Cracovii

Paulina Grzybowska jeździ z Cracovią po całej Polsce - nawet nad morze. Fot. archiwum prywatne Pauliny Grzybowskiej

Warto zaglądać na stronę Cracovii z kadrą drużyny i sztabem, bo można tam znaleźć nowe nazwisko, choć transferów przychodzących zawodników dotąd nie było. Nie jesteś nowa w klubie, choć jako oficjalny członek sztabu funkcjonujesz dopiero od ubiegłego roku...

- W Cracovii jestem od 11 lat. Pracę zaczynałam jako fizjoterapeuta w rezerwach. Byłam przy piłkarzach przez rundę wiosenną, gdy drużyna awansowała do 3. ligi. Po zakończeniu sezonu zakończyłam współpracę z drugim zespołem, ale zahaczyłam się do magazynu sportowego przy Wielickiej. Pracowały tam dwie bardzo miłe panie. Wzięły mnie pod swoje skrzydła i dostałam propozycję, by im pomagać. W 2021 piłkarze przenieśli się do ośrodka Rącznej, panie odeszły na emeryturę, a ja przyjęłam ofertę przejęcia opieki nad sprzętem pierwszej drużyny, czyli zostania kit managerem.

Dbasz o to, by piłkarze mieli wszystko - od skarpetek po kurtki zimowe. Dbasz o pranie, porządek, żeby zawodnicy odkładali rzeczy, a następne dnia na półkach czekała na nich świeża odzież.

- Od dziecka wiedziałam, że chcę pracować przy piłce. Myślałam o dziennikarstwie, nawet pisałam do lokalnych mediów, ale to właśnie fizjoterapia na AWF-ie w Krakowie wydawała mi się kierunkiem, który da przepustkę do tej dyscypliny. Myślałam, by spróbować sił na boisku, ale tak jak szybko wpadło do głowy, tak szybko z niej wyleciało. Zostawiłam dla siebie inną stronę futbolu.

Nie będziemy owijać w bawełnę: to „wina” twojego taty!

- Pochodzę z Olkusza i tam, na meczach niższych lig, rozpoczęło się kibicowskie życie. Pierwszym idolem był mój ojciec, który grał głównie jako napastnik w lokalnych zespołach. Jestem jedynaczką, więc z całą mocą zaszczepił pasję u córki. Mama to zaakceptowała, nie za bardzo miała inne wyjście (śmiech). Cieszyła się, że mam swoją pasję. Teraz wspiera mnie w tym, co robię, przychodzi na mecze. Tata po raz pierwszy zabrał mnie na mecz w Norwegii, gdzie pracuje. Byłam u niego na wakacjach i poszliśmy na stadion Valerengi Oslo. Spodobało mi się, była dobra atmosfera. Jakiś czas później pojechaliśmy na stary obiekt Cracovii, gdy grała z Widzewem. Mój tata od dziecka jest kibicem łódzkiego klubu. Mimo to, nie udało mu się zaszczepić we mnie sympatii do Widzewa, bo moje serce mocniej zabiło dla Cracovii. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Byłam pod wrażeniem atmosfery, dla nastolatki to było coś nowego. Jak Cracovia gra z Widzewem, to wbijamy sobie szpileczki. Od tego czasu zaczęłam śledzić informacje, sprawdzać wyniki na telegazecie, potem w internecie. Miałam wtedy 15 lat i nieczęsto przyjeżdżałam do Krakowa, ale byłam na bieżąco z kadrą i wynikami.

Cracovia w sobotę wraca ze zgrupowania w Beleku, ale ciebie tam nie było.

- Na miejscu jest pralnia, o sprzęt dbali najmłodsi zawodnicy, którzy pełnili dyżury. Nigdy nie jeździłam na obozy, chociaż trener Dawid Kroczek jest pierwszym szkoleniowcem, który włączył mnie oficjalnie do sztabu. Pracuję samodzielnie z pierwszym zespołem już cztery lata. Jestem trenerowi niezmiernie wdzięczna, bo pewnie nieświadomie spełnił moje marzenie bycia częścią drużyny, której od lat kibicuję. To dla mnie nobilitacja i ogromny zaszczyt. Chociaż pracuję na stanowisku, które nie jest eksponowane, to jest to bardzo miłe. Trener docenił, że dobrze wykonuję swoje obowiązki, jestem osobą godną zaufania. Nie przeszkadzało mu to, że jestem kobietą, a wiem, że są również tacy trenerzy, którzy mają swoje zasady i niechętnie widzą kobiety w szatni, albo ich tam nie wpuszczają.

Jak odnalazłaś się w męskim świecie? W ubiegłym roku współprace z drużyną zakończyła lekarz Sylwia Krzykawska-Figura, więc jesteś rodzynkiem.

- W słowniku piłkarzy nie ma słowa „wstyd”. Na początku przygody z pierwszą drużyną, a wcześniej z rezerwami, byłam przez chwilę skrępowana, zestresowana. Zastanawiałam się, jak mnie przyjmą, czy zaakceptują. Wyjścia są dwa: albo tak się stanie, albo nie. Nie ma nic pomiędzy. Zostałam bardzo dobrze przyjęta i po latach pracy wykonuję to, co mam zaplanowane, i nawet nie myślę o tym, gdzie jestem. W czasie przedsezonowej prezentacji drużyny jeden z byłych zawodników nazwał mnie „stylistką Cracovii”. Z jednej strony to zabawne, a z drugiej bardzo miłe, że jestem dostrzegana. Myślę, że kobieta łagodzi obyczaje. Pojawiają się też miłe komentarze ze strony kibiców i bardzo mnie to cieszy.

Twoja praca to nie jest osiem godzin w biurze od 8.00 do 16.00.

- Gdy piłkarze mają zajęcia przed południem, zaczynam o godzinie 6.00, by zdążyć przygotować sprzęt. Muszę być przed nimi, a po treningu zostać, by sprawdzić, czy wszystko wróciło, oraz zapanować nad tym, by kolejnego dnia też wszystko mieli. Spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, zdecydowanie więcej niż z własnymi rodzinami. Tak naprawdę tworzymy inną rodzinę. Jestem w tygodniu, jestem na spotkaniach domowych i wyjazdowych. Kadrę meczową znam jako jedna z pierwszych - nawet przed zawodnikami, bo trener często nie chce zbyt szybko zdradzać drużynie niektórych spraw w zespole. Na wyjazdy jadę samochodem w dniu meczu, a sprzęt jedzie z zawodnikami autokarem. Drogę powrotną spędzam już z piłkarzami w autokarze. Przed spotkaniem przygotowuję szatnię na przyjazd piłkarzy. Każdy ma strój na swoim miejscu. W czasie meczu siedzę na trybunach, ale w każdej chwili mogę być potrzebna. W przerwie schodzę do drużyny, bo zawodnicy wymieniają różne części stroju, a nie mają czasu, by ich szukać. Mają się skupić na tym, co mówi trener, a nie bieganiu po szatni, więc trzeba im to wszystko przygotować. Często zdarzają się sytuacje awaryjne, aczkolwiek jestem już na tyle doświadczona w tym, co robię, że jestem w stanie ugasić pożar w zarodku. Wiem, z czym to się wiąże. Myślę kilka kroków do przodu i nie tylko za siebie. Jesteśmy przecież pod ostrzałem kamer i wszystko widać.

Pewnie dostajesz sporo pytań, jak to jest być tak blisko ekstraklasowych piłkarzy i jacy są, gdy nie ma kamer.

- Znajomi bardzo często pytają: czy zawodnik X faktycznie jest „gwiazdeczką”, jak odbiera go część kibiców? W szatni piłkarze są inni. To normalnie ludzie, jak każdy z nas. Nie postrzegam ich przez pryzmat osób publicznych, tylko kolegów z pracy. Na co dzień są naprawdę bardzo w porządku - życzliwi, pomocni. Nigdy żaden trener i zawodnik nie dali mi odczuć, że oni są lepsi czy ważniejsi. Z Michałem Probierzem i Jackiem Zielińskim też dobrze mi się współpracowało. Probierz był bardzo ekspresywny, wszędzie go było pełno, ale nigdy nie poczułam się, że ja jestem gorsza, a on to pan trener.

Mimo to wciąż mało kobiet pracuje w piłce. Nikogo nie dziwi już kobieta prezes czy rzeczniczka prasowa, ale tak blisko, dzień w dzień, w szatni jest mało przedstawicielek płci pięknej.

- Ktoś mądry powiedział, że jak praca jest pasją, to nie przepracujesz ani jednego dnia. I to idealnie obrazuje moją sytuację. W Śląsku Wrocław kobieta jest kierownikiem magazynu sportowego, zdarzają się, że z zawodnikami pracują fizjoterapeutki. Fajnie, że dziewczyny coraz śmielej zaglądają w ten typowo męski świat. Szatnia piłkarska jest bardzo specyficznym miejscem. Trzeba mieć do siebie niesamowity dystans, bo mężczyźni nie gryzą się w język. To ma swoje plusy, bo zawsze mówią prawdę. Ale jak się nie ma dystansu, to się zginie. Ja czasem to, co słyszę, jednym uchem wpuszczam, a drugim wypuszczam. Natomiast jest granica dobrego smaku, której nie wolno przekroczyć. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. Piłkarze są też bardzo spostrzegawczy. Kiedyś zdziwiłam się, jak Takuto Oshima zwrócił uwagę na moje nowe buty.

Piłka jest całym twoim życiem. Pracujesz w Cracovii i jesteś też prezesem Przemszy Klucze, która gra w klasie okręgowej.

- Gdy mam wolny dzień w Cracovii, to jadę do drugiego klubu. Ogólnie to jestem tam gościem, ale mam zaufanych ludzi i wiele spraw mogę im powierzyć. Gdy już odpoczywam, a czas na odetchnięcie jest po zakończeniu sezonu i w przerwie między rundami, nic nie robię. Nie odpoczywam aktywnie, by naładować baterie. Nie sprawdzam telefonu, nie czytam wiadomości. Kibicuję też Realowi Madryt i marzę, by pojechać do Hiszpanii na mecz rozgrywany na Santiago Bernabeu. W Polsce jest świetna atmosfera na stadionach z 20, 30 czy 40 tysiącami widzów, a tam przychodzi 80 tysięcy. To dopiero musi być niesamowite doświadczenie!

Rozmawiał Michał Knura

Ściśle tajne

Wczoraj przed południem „Pasy” miały Turcji próbę generalną przed zaplanowanym na kolejną sobotę ligowym meczem z Rakowem. Rywalizacja z Sanfrecce Hiroszima, wicemistrzem Japonii, była do tego stopnia utajniona, że klub nie transmitował spotkania, nie informował o składzie,zmianach, a nawet strzelcu gola dla Cracovii, która przegrała 1:2. Trener Dawid Kroczek poszedł jeszcze dalej w utrudnianiu dostępu do informacji o swoim zespole, do którego jak na razie nie dołączył nowy zawodnik. Wcześniejszy mecz kontrolny z FK Napredak Kruszevac też nie był transmitowany, ale przekazywano informacje o tym, co działo się na boisku w Beleku.