Piłkarski szok i… proza życia

ZAPISKI AMERYKAŃSKIE (13)

Do piłkarskich mistrzostw świata za oceanem najlepiej przygotował się… Uber. Fot. Michał Zichlarz

To, co wydarzyło się w poniedziałek amerykańskiego czasu, u nas było już po północy – wtorek, przejedzie do historii gier o czempionat globu. W ciągu paru godzin z turniejem pożegnały się dwa europejskie teamy wagi ciężkiej i oba odpadły w serii karnych. Najpierw Niemcy nie dali rady Paragwajowi, a potem Holandia czwartej drużynie poprzedniego mundialu Maroku. To szok dla fanów Die Mannschaft i Oranje, ale nie tylko. Obie reprezentacje miały odegrać na amerykańskim mundialu niepoślednią rolę, tymczasem pożegnały się z turniejem już w 1/16 finału! To szok dla futbolowego świata – tutaj oczywiście soccera.

Byłem na meczu Niemców z Paragwajem i widziałem, jak zespół Juliana Nagelsmanna się męczył. Przewaga to jedna rzecz, ale sytuacje i skuteczność to druga. Tutaj nasi zachodni sąsiedzi byli mało konkretni. Kai Havertz w końcówce miał znakomitą okazję na gola na 2:1, ale po dośrodkowaniu Floriana Wirtza uderzył głową tak, że Orlando Gill zdołał zapobiec stracie bramki. Utyskiwania na marokańskiego arbitra, że nie uznał gola Jonathana Taha? Dajmy spokój. Niemcy powinni zamknąć mecz szybciej.

Mój były trener z juniorów Odry Wodzisław, mieszkający od lat w Niemczech Tadeusz Brodacz, pisał mi po meczu, że Nagelsmann zostanie zmieciony przez tamtejsze media i chociaż chce zostać na stanowisku, to raczej nic go po takiej klęsce nie uratuje. A w blokach już nogami przebiera kto? Juergen Klopp! To ta znakomita persona będzie miała za zadanie odbudowanie ducha i siły niemieckiego futbolu, który od swojego ostatniego mistrzostwa świata w 2014 w Brazylii dołuje.

Są wspaniałe mecze, niespodzianki, sensacje, ale jest też i… proza życia. Ze stadionu Foxborough, który od centrum Bostonu oddalony jest o 30 mil, czyli ponad 40 kilometrów, trzeba sporo jechać (często zajmuje to i 1,5 godziny). Wszystko miałem poukładane, a tu cholerna dogrywka i karne, na których nie mogłem zostać, bo trzeba było zdążyć na nocny autobus do Nowego Jorku o 21.30. Autokar dla mediów miał odjechać dwie godziny wcześniej. – Z powodu dogrywki wszystko zostało przesunięte o pół godziny, czyli na 8 pm (godzina 20.00 – przyp. aut.) – tłumaczy pani odpowiedzialna za transport dla żurnalistów.

- Oh, man, są karne. Wszystko jeszcze się opóźni. Wyjazd o 8.20 – dodaje zaraz kierowca.

Ku… wściekam się! – Przecież słyniecie z perfekcji, świetnej organizacji, a zmieniacie wszystko z minuty na minutę – denerwuję się, a pani i kierowca w przepraszającym geście rozkładają tylko ręce. To oczywiście nie ich wina.

Co robić, mając dwie godziny do odjazdu autobusu linii Greyhound do New York? Uber. To jedyna opcja. Są Ubery autobusy przy stadionie w Foxborough, a podwózka za 25 dolarów. Wchodzę na pokład pierwszy, chwila czekania i odjeżdżamy. Na South Boston jestem niespełna piętnaście minut przed punktualnym odjazdem. Udało się! Ot proza mundialowego życia.

Michał Zichlarz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się