Piłkarska wylęgarnia

Będąc zimą na Riwierze Tureckiej, trudno nie zobaczyć choćby jednego piłkarza.

Herby polskich drużyn w Antalyi można spotkać na każdym kroku. Fot. Kacper Janoszka

Kacper Janoszka z Riwiery Tureckiej

Turcja to zimowy raj dla piłkarzy. Mogą tu przyjechać i w spokoju trenować na naturalnej nawierzchni. Chyba że pada, wtedy trenuje się już mniej spokojnie. Antalya przywitała mnie deszczem, a nawet burzą. Wysiadając wczoraj z samolotu, pomyślałem, że zawodnicy ekstraklasowych zespołów – a ich na Riwierze Tureckiej aktualnie znajduje się 12 – musieli przeżyć doskonały trening, jeśli akurat wtedy byli na boisku. Jak się okazało, jednymi z pechowców byli reprezentanci GKS-u Katowice. Na swoje jednostki treningowe zawodnicy Rafała Góraka muszą dojeżdżać autokarem mniej więcej kilkanaście minut drogi z hotelu Miracle w Larze. Wczoraj, gdy tylko wysiedli, zaczęło lać. Nie był to oczywiście powód do odwołania zajęć, ale dodatkowa przeszkoda w przygotowaniach. Zresztą do takich warunków GieKSa jest przygotowana. W zeszłym roku w Opalenicy piłkarze z Katowic walczyli z mrozem i potwornym wiatrem.

Krótki urlop z meczem

Riwiera Turecka, a w przypadku polskich zespołów chodzi głównie o miejscowości Antalya (wraz z dzielnicą Lara) oraz Belek (tylko Puszcza Niepołomice udała się do Side), żyje futbolem. Turystów jest znacznie mniej. Powodem są przede wszystkim zimne noce i nie najcieplejsze dni. Nie trzeba więc użerać się z turystami, którzy latem masowo korzystają z dobroci all inclusive w przystępnej cenie. Już będąc na pokładzie samolotu z Krakowa do Antalyi, wiedziałem, że na Riwierze Tureckiej panuje turystyczna pustka. Podróżowali ze mną głównie ludzie, którzy w Antalyi mieli międzylądowanie i chcieli przedostać się do innego miejsca. Pustych miejsc było mnóstwo, dzięki czemu można było wygodnie się rozsiąść w samolotowym fotelu.

Pośród pustek i ludzi tylko na chwilę odwiedzających Turcję dojrzałem… herb Widzewa Łódź. W duszy wiedziałem, po co mężczyzna ubrany w bluzę z klubowym herbem pojawił się o tej porze w Antalyi. Wiedziałem, że to pasjonat futbolu, który postanowił wsiąść w samolot i udać się za swoim ulubionym klubem na – jak by nie patrzeć – inny kontynent. Mimo wszystko zapytałem, dlaczego przyleciał do Turcji. – Krótki wypad. W piątek będzie sparing Widzewa z Zagłębiem Lubin, a w sobotę wracamy. Przyjechaliśmy w czterech. Zobaczymy mecz, a przy okazji odpoczniemy podczas krótkiego urlopu – powiedział mężczyzna, fan Widzewa. To był pierwszy sygnał, który zwiastował, że w styczniu Antalya i okoliczne miasta oddychają futbolem.

Są nawet "Królewscy"

Bezpośrednio po wylądowaniu udałem się w okolice hotelu Miracle, w którym nocuje GKS Katowice. Wokół pięknego obiektu rozsiane są piłkarskie boiska. Co więcej, stworzony jest cały kompleks sportowy („Cosmos Sports Center”), gdzie można grać w padla, tenisa, tenisa stołowego czy po prostu skorzystać z siłowni (choć aktywności z pewnością jest wiele więcej). Okazało się, że w tym miejscu jest wylęgarnia futbolowych postaci. W ciągu kilku minut widziałem piłkarzy Lecha Poznań (choć z oddali), Dinama Bukareszt i przedstawicieli… akademii Realu Madryt.

Co więcej, po opuszczeniu obiektu, w jego okolicy zaczęli pojawiać się kolejni przedstawiciele piłkarskiej Europy. Moim oczom ukazał się nawet autokar, na którym naklejony został herb Korony Kielce - zespół Jacka Zielińskiego także przygotowuje się w Larze. Wszystko podporządkowane jest futbolowi, który widoczny jest z ulic. Gdy jedzie się autem z Antalyi do Beleku, co chwilę widać nowoczesne obiekty sportowe z kilkoma boiskami obok siebie.

Oddaj paszport!

Nawet hotele podporządkowują się piłkarzom. W Miracle nocuje nie tylko GKS Katowice, ale także znajdują się w nim inne kluby. Przed szlabanem, który wyznacza granicę hotelu, prowadzona jest poważna kontrola, zanim znajdzie się na terenie obiektu. Żeby móc dostać się do hotelu jako gość, chcąc przeprowadzić rozmowę z jednym z piłkarzy GieKSy, musiałem zostawić u pani z ochrony paszport, a przy okazji załatwić sobie oficjalne zaproszenie od jednego z hotelowych gości. Cały proces trwał kilkadziesiąt minut, bo pani z recepcji musiała kilkukrotnie łączyć się telefonicznie z panią, która pilnowała wjazdu na teren hotelu. Trudno wyobrazić mi sobie inny powód tak skrajnego podejścia ochrony, niż chęć zaprezentowania się z dobrej strony, demonstrując przed klubami piłkarskimi nienaganne podejście do spraw bezpieczeństwa. Nawet gdy już wszedłem do hotelowego lobby, zostałem przepytany przez recepcjonistkę o to, kim jestem i czego w ogóle chcę.

W ten sposób, tracąc czas na użeranie się z ochroną, nie dotarłem na pierwszy zimowy sparing Jagiellonii. Białostoczanie zremisowali 1:1 z Dinamem Zagrzeb.

◼  Jagiellonia Białystok – Dinamo Zagrzeb 1:1 (1:0)

1:0 – Silva, 54 min, 1:1 – Stojković, 60 min

JAGIELLONIA: Abramowicz – Saczek, Skrzypczak, Stojinović (31. Retsos), Moutinho – Kubicki, Silva (31. Listkowski), Imaz, Czurlinov, Hansen – Pululu; II połowa: Stryjek – Kovaczik, Skrzypczak (61. Stojinović), Retsos, Polak – Kubicki (61. Pietuszewski), Silva (75. Rybak), Listkowski, Villar, Hansen (61. Stypułkowski) – Diaby-Fadiga. Trener Adrian SIEMIENIEC.