Pierwszy zimowy transfer
Krzysztofowi Wołkowiczowi oglądanie sukcesów Polonii przychodzi z trudem - nie zagra też w sobotę przeciwko swojemu byłemu klubowi.
Nie jestem może fanem Stali, ale mielecki klub nie jest mi też obojętny - mówi pomocnik Polonii Bytom. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
POLONIA BYTOM
To największy nieobecny w ekipie rewelacyjnego beniaminka w rundzie jesiennej. Ściągnięty latem do Bytomia Krzysztof Wołkowicz był pierwszym wyborem Łukasza Tomczyka na prawej pomocy w pierwszych pięciu meczach sezonu, potem wrócił jeszcze na kilkadziesiąt minut w 9. kolejce w Tychach, ale od połowy września zniknął z kadry meczowej. 7 października 31-letni były ekstraklasowicz w Stali Mielec poddał się artroskopii prawego stawu kolanowego.
- Na jednym z treningów źle stanąłem i mocno podkręciłem staw. Próbowaliśmy leczyć to zachowawczo, ale konieczna okazała się operacja. No nie ma reguły, czasem schodząc ze schodów czy potykając się o krawężnik też można sobie zrobić krzywdę - popularny „Wołek” stara się sytuację obrócić w żart.
Dobre relacje z profesorem
Zabieg przeprowadził w Bieruniu profesor Krzysztof Ficek. - Składał mi też lewe kolano na początku mojej gry w GKS-ie Tychy, pięć lat temu, tak więc mamy dobre relacje, choć śmieję się, że wolałbym takich nie mieć. Wtedy zabieg był bardziej skomplikowany, pauzowałem 7 miesięcy, teraz ingerencja nie była aż tak poważna - pociesza się Wołkowicz.
Od dwóch tygodni piłkarz porusza się już bez kul i przechodzi kolejne etapy rehabilitacji - choć jeszcze bez biegania. - Staram się wykorzystać czas jak najbardziej intensywnie, ćwiczę w siłowni, wzmacniam te partie mięśni, które mogę. Gdy tylko nie jestem w Gliwicach w X-rehabie, przyjeżdżam do klubu, uczestniczę w odprawach, trener Tomczyk nalegał, żebym był cały czas „pod prądem”, a nasze drogi rozchodzą się dopiero, gdy reszta zespołu idzie na trening, a ja na rowerek czy do siłowni. Wydaje się, że zawodnik po kontuzji ma dużo wolnego, ale to pozory, bo to żmudna, codzienna droga, której nie widać. No a później trzeba będzie jeszcze resztę chłopaków dogonić na boisku - wzdycha „Wołek”.
Głowa spuszczona na krótko
Wychowanek Sprintu Katowice przekonuje, że mimo tego że nie gra, mentalnie czuje się bardzo dobrze, choć na początku lekko nie było. - Gdy okazało się, że zabieg jest konieczny, było fatalnie. Głowa spuszczona, perspektywa, że wypadnę z drużyny, że trzeba iść na ten stół. Najgorsze było czekanie na sam zabieg, bo niczego nie mogłem przyspieszyć, a zegar tykał. Ale to trwało tylko chwilę, momentalnie obróciłem to w przekonanie, że to element uprawiania sportu i że wrócę silniejszy. Od stycznia będę zasuwał już na pełnych obrotach, jak reszta - zapowiada zawodnik.
Wołkowicz śmieje się, że jest pierwszym zimowym wzmocnieniem Polonii. - Ja byłem tylko na chwilę w tej rundzie, ale jestem już transferem wiosennym, na kluczowy moment sezonu - puszcza oko.
Apetyt, nienasycenie, głód
Cieszą go zwycięstwa drużyny i 4. miejsce w tabeli, choć przyznaje, że oglądanie kolegów w akcji przychodzi mu z bólem. - Żałuję, że nie ma mnie z chłopakami. Ale też budują mnie ich wyniki, i cały czas motywują, że mam do czego wracać i być ważnym ogniwem w drużynie - podkreśla.
Dla pomocnika wysoka pozycja Polonii nie jest żadnym zaskoczeniem. - Jak tylko zdążyłem wgryźć się w bytomską specyfikę i porządek, od razu wiedziałem, że jesteśmy inni od pozostałych drużyn. Inaczej pracujemy, inne są bodźce; wiedziałem, że drużyna jest dobrana charakterologicznie, że nikt tu nie zadowala się tym, co już jest, tylko chce zrobić kolejny krok w przód. Sam jestem nauczony, że nie położę się przed nikim i nie podaruję rywalowi na tacy - no to macie, wygrajcie. Ja też chcę jeszcze wrócić do ekstraklasy, dlaczego nie z Polonią? Jest w ekipie pokora, ale też duży apetyt, nienasycenie, głód sukcesu - zauważa.
„Wołka” cieszy też powstająca właśnie druga trybuna na obiekcie przy Piłkarskiej 8. - Myślę, że kibice ją wypełnią wiosną i zrobimy tu w Bytomiu wszystkim takie piekiełko, że nikt stąd punktów łatwo nie wywiezie - dodaje.
Stal nie całkiem obojętna
Na drugim biegunie tabeli - jako czwarty zespół od końca - sytuuje się Stal, która przecież jeszcze kilka miesięcy temu rywalizowała w ekstraklasie. W Mielcu niedawno znowu doszło do zmiany trenera - po serii porażek posadę stracił Ivan Djurdjević, którego zastąpił Ireneusz Mamrot. Pytany o mieleckie sentymenty, Wołkowicz nie owija w bawełnę.
- Teraz moim pracodawcą jest Polonia. Trudno nazwać mnie kibicem Stali, ale też nie jest mi ten klub obojętny - podkreśla pomocnik bytomian. - Przed sezonem jak zwykle był spory przemiał w szatni, ale znajomości wciąż tam mam i źle mi z tym, że aż tak dołuje. To nie jest odpowiednie miejsce dla tego klubu, ja przez dwa lata nie mogę powiedzieć żadnego złego słowa na Stal - dodaje „Wołek”. Ale zaraz zauważa: - Nie wiem, czy w sobotę Stal ma zamiar się bronić, czy z punktu mielczanie będą zadowoleni, czy zagrają otwartą piłkę o pełną pulę. Ja wiem, że Polonia na pewno będzie gotowa, cały sztab przygotuje wszystkie warianty, chłopaki będą wiedziały, jak zagrać, żeby wygrać. Wierzę, że sięgniemy po kolejne trzy punkty.
Tomasz Mucha
