Piękne wspomnienia

Adam Małysz w 2003 roku w Predazzo został podwójnym mistrzem świata i rekordzistą skoczni. Jego sukcesy kontynuowali kolejni następcy - od Kamila Stocha do Kacpra Tomasiaka.

Kacper Tomasiak i Kamil Stoch liczą na dobry wynik w sobotnim konkursie. Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus.pl

SKOKI NARCIARSKIE

Predazzo było i wciąż jest szczęśliwym miejscem dla polskich skoków. W 2003 roku w mistrzostwach świata złoty dublet na skoczni normalnej i dużej wywalczył tam Adam Małysz. Ustanowił też rekord tej drugiej skoczni, uzyskując 136 m. Wyrównał go dopiero 16 lat później Japończyk Ryoyu Kobayashi. Przed trwającą obecnie olimpiadą kompleks obiektów Trampolino Dal Ben został przebudowany i prawie na pewno rekord - tak stało się już w poniedziałek na skoczni normalnej - zostanie poprawiony. I najbliżej tego będzie zapewne Domen Prevc, który w czwartek podczas ostatniej serii treningowej skoczył aż 143,5 m.

Wróćmy jednak do naszych dobrych wspomnień z Predazzo. W 2013 roku mistrzem świata na dużej skoczni został Kamil Stoch. Który potem wraz z kolegami sięgnął po brązowy medal w konkursie drużynowym. Z kolei w 2019 roku Dawid Kubacki odniósł tam swoje pierwsze indywidualne zwycięstwo w Pucharze Świata.
Najświeższym, jakże pięknym wspomnieniem jest oczywiście srebrny medal naszego rewelacyjnego 19-latka, Kacpra Tomasiaka. Skoczek Klimczoka Bystra rozbudził nasze apetyty na więcej i dlatego z wielkimi nadziejami czekamy na sobotni konkurs indywidualny panów na dużej skoczni oraz poniedziałkowy duetów. Czwartkowe i piątkowe treningi pokazały, że nie są bezpodstawne.

Przebudzenie mistrza

Ich przebieg był dla nas nieco zaskakujący, bo – jak się do tego przyzwyczailiśmy – to nie Tomasiak był w nich najlepszy z Polaków, a mający ostatnio słabsze dni Stoch, dla którego to ostatni, szósty z rzędu występ w igrzyskach. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski w czwartek był 9., 4. i 15. I co najważniejsze - jego skoki były dalekie, jak zwykle piękne stylowo i stabilne.

Po wielkim rozczarowaniu, jakim było odpadnięcie po pierwszej serii na skoczni normalnej, skoczek z Zębu ma więc nadzieję na o wiele lepsze pożegnalne olimpijskie występy. Przed olimpiadą Kamil Stoch jasno powiedział z jakim nastawieniem na nią jedzie. „Nie twierdzę, że jadę po złoty medal, bądź w ogóle zdobyć medal. Tego nie robi się w sporcie. W sporcie trzeba walczyć do samego końca i wierzyć w to, że jesteśmy w stanie osiągnąć naprawdę wiele. Inaczej nie ma sensu nigdzie jechać, lepiej zostać w domu”.

W poniedziałek, po konkursie na małej skoczni nie ukrywał jednak, że nie tak miało być... Teraz, przed konkursem na dużym obiekcie, jest w zupełnie innym nastroju. - Dobrze jest odpuścić trochę mentalnie. Odciąć się od tego, gdzie jesteśmy. Od presji, którą czasem sami na siebie nakładamy. A szczególnie ja. To był pozytywny dzień. Dobre skakanie na dobrym poziomie. W końcu czuję to, co robię i czuję powietrze pod nartami. A tego mi bardzo brakowało. Dawno już tak nie było, że zaraz po wyjściu z progu czułem te narty i wiedziałem od razu, że można coś z tego zrobić - powiedział po czwartkowych treningach. I dodał: - Duża skocznia wzbudza we mnie więcej dobrych emocji i skojarzeń. Po tym, co się wydarzyło na normalnej skoczni, byłem bardzo zawiedziony, ale wiedziałem, że nic się jeszcze nie skończyło. Wiedziałem, że na dużej będę się czuł zdecydowanie lepiej i będę mógł zrobić coś więcej.

Martwić się o Kacpra?

W czwartek z ulgą pewnie odetchnął Paweł Wąsek, który na małej skoczni też nie wszedł do drugiej serii. Na treningach na dużej spisał się przyzwoicie, zajmując miejsca 17., 22. i wysokie siódme. Po jego skokach widać było, że na tym obiekcie czuje się pewniej, skacząc dwukrotnie po 132,5 m oraz 127,5 m. Nie można tego było powiedzieć o naszym świeżo upieczonym wicemistrzu olimpijskim, który tego dnia był 37. (114 m), 16. (128 m) i 17. (127,5 m).

Tak jego skoki ocenił trener Maciej Maciusiak, w rozmowie z portalem skijumping.pl. „Zrobiliśmy mały test i fizycznie w przypadku Kacpra wszystko jest na odpowiednim poziomie. Same skoki? W pierwszym chciał zachować czucie z normalnego obiektu, a profil dużego jest inny. Powiem szczerze, tak spóźnionego skoku Kacpra jeszcze nie widziałem. Potem wszystko wróciło do normy i te próby były podobne do pierwszych z normalnej skoczni. Miejsca są gorsze, co jest zrozumiałe. Znów były problemy z trafianiem w próg. Jeżeli próg nie odda, wówczas brakuje prędkości w powietrzu. Trzeba to poprawić, ale na mniejszym obiekcie pokazał, że można to zrobić z dnia na dzień”.

Podczas piątkowych treningów znów wysoko plasował się Stoch, który zajął 11. (126,5 m), 5. (126 m) i 25. (120,5 m) miejsce. Tomasiak był 28. (120 m), 10. (126 m) i 16. (128,5 m), a Wąsek 28. (123,5 m), 11. (127,5 m) oraz 8. (124 m).

Teraz czekamy, co nasi skoczkowie pokażą w sobotnim konkursie. Może po nim również będziemy mieli dobre wspomnienia?

(awa)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się