Piekło Monterrey i wysoka trawa

Po raz drugi piłkarskie mistrzostwa świata rozegrano w Meksyku, po raz drugi za oceanem gościł reporter „Sportu”. Dla redaktora Grzegorza Stańskiego także były to MŚ numer dwa.

Grzegorz Stański miał o czym pisać podczas wyjazdu na XIII MŚ do Meksyku!

  Z LAMUSA  

Turniej o piłkarski czempionat w 1986 roku wcale nie miał być rozgrywany w kraju Azteków. Tuż przed rozpoczęciem X MŚ w Niemczech Zachodnich w czerwcu 1974, FIFA zdecydowała, że mistrzostwa za dwanaście lat mają być rozegrane w Kolumbii.

Henry Kissinger postraszył

Kraj Kawy zaproponował stadiony w Bogocie, Medellin, Cali, Pereirze, Bucaramandze i potencjalnie w Barranquilli. Mimo że już na hiszpańskim mundialu w 1982 grały 24 reprezentacje, to Joao Havelange – ówczesny sternik piłkarskich władz – obiecywał Kolumbii, że będzie powrót do 16 drużyn, jak było do 1978 roku. Obiecanki jednak swoje, a proza życia - swoje.

W listopadzie 1982 prezydent Kolumbii Belisario Betancur zdecydował, że jego kraj mistrzostw w takiej rozbudowanej formule nie zorganizuje. Na szybko trzeba było szukać zastępcy. Zgłosili się trzej przedstawiciele z Ameryki Północnej: Meksyk, USA i Kanada, a więc kraje, które za niespełna dwa miesiące zorganizują futbolowy mundial wspólnie (ale na 104 mecze tylko po 13 rozegranych zostanie w Meksyku i Kanadzie).

Meksyk wygrał z północnymi sąsiadami, ale wiele było zastrzeżeń co do decyzji podjętej przez specjalny komitet FIFA wiosną 1983. Po wszystkim legendarny amerykański polityk, dyplomata, a także fan piłki, który stał na czele amerykańskich starań o turniej w 1986, Henry Kissinger powiedział: „Polityka soccera sprawia, że tęsknię za polityką Bliskiego Wschodu”. No cóż, nie wszystko dało się rozwiązać siłą i to Meksyk jako pierwszy kraj po raz drugi gościł najlepszych graczy świata.

Wynik najważniejszy

Przygotowywali się piłkarze, reprezentacje i… dziennikarze. Nie było to łatwy czas w historii Polski. Po okresie stanu wojennego nasz kraj biedował. Półki w sklepach były puste, panowało poczucie smutku, beznadziei i mordów politycznych. Kto mógł, ten PRL opuszczał - z piłkarzami włącznie, żeby przypomnieć takich graczy, jak reprezentanci Andrzej Rudy, Marek Leśniak czy ligowcy: Cezary Tobolik, Jarosław Biernat, Janusz Turowski.

Awans na czwarty kolejny mundial Biało-czerwoni wywalczyli sobie w grupie 1, przed Belgią, Albanią i Grecją. W grze o awans 11 września 1985 zremisowaliśmy na Stadionie Śląskim z Czerwonymi Diabłami 0:0. – To była gra na wynik. Przed meczem trener Piechniczek kazał mi pilnować i biegać za ich czołowym graczem Janem Ceulemansem. Nie chodziło o to, żeby ładnie grać, ale skutecznie. Liczył się wynik i cel: awans na mistrzostwa świata. Szkoda, że teraz naszej reprezentacji zabrakło takiego odpowiedniego podejścia w nieszczęsnym meczu ze Szwecją  – podkreśla Ryszard Komornicki, uczestnik meczu z Belgią, wtedy pomocnik Górnika. W środku pola grali jeszcze inni zawodnicy z mistrzowskiego wtedy zespołu z Zabrza: Jan Urban i Waldemar Matysik.

Sombrera z głów przed… Marokiem

W meksykańskim turnieju trafiliśmy do grupy F, z dwiema innymi europejskimi reprezentacjami: Anglią i Portugalią oraz Marokiem, które sensacyjnie rozgrywki skończyło na pierwszym miejscu, z 4 punktami. „Sombrera z głów przed piłką!” – pisał „Sport” w dniu rozpoczęcia XIII MŚ w Meksyku. „Zagrajcie na medal” – dodawała nasza gazeta, przedstawiając 22 wybrańców selekcjonera Antoniego Piechniczka.

Na miejscu wszystko relacjonował Grzegorz Stański, warszawski korespondent „Sportu”, który był cztery lata wcześniej na jakże dla nas udanych mistrzostwach w Hiszpanii. Wcześniej za oceanem, tyle że w Argentynie, był Janusz Jeleń.

- Stański? Nazwisko kojarzę, ale nie przypominam sobie, żebyśmy tam na miejscu w Meksyku rozmawiali z polskimi dziennikarzami w naszym hotelu, który był zresztą usytuowany na zupełnym odludziu. Jak się okazało, nie była to dobra rzecz – wspomina dzisiaj Ryszard Komornicki.

- Nie czuło się tam atmosfery mistrzostw. Zresztą nawet nasze mecze z Marokiem czy Portugalią obserwowało po kilkanaście tysięcy kibiców. Dopiero po wyjściu z grupy, jak graliśmy w Guadalajarze z Brazylią, było inaczej, ale wiadomo, tam atmosferę robili już głośni brazylijscy kibice – mówi Jan Urban.

Piłka wisiała               

Na początku grupowych gier niespodziewanie zremisowaliśmy z Marokiem 0:0. Potem Lwy Atlasu okazały się jedną z rewelacji turnieju, bo ponownie bezbramkowo zremisowały z Anglią, żeby na koniec ograć Portugalię 3:1. Niewiele zabrakło im do awansu do ćwierćfinału. W 1/8 finału pechowo, po golu niezawodnego Lothara Matthaeusa w 88 minucie, przegrali z późniejszym wicemistrzem świata RFN 0:1. Ich brazylijski selekcjoner Jose Faria miał powody do zadowolenia.

- W Monterrey było gorąco, ale nie to było głównym problemem, lecz wysoka wilgotność. Po pięciu minutach człowiek był mokry. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale po treningach, nie mówiąc o meczach, to się traciło na wadze, a co za tym idzie - i sił ubywało. Ja ważyłem wtedy 68 kilogramów. Nie bardzo co miałem zrzucać. W tamtym klimacie Marokańczycy spośród tych europejskich reprezentacji w naszej grupie prezentowali się najlepiej. Nie był to przypadek – opowiada dzisiaj Komornicki i dodaje: - Jak wychodziliśmy z hotelu i szliśmy do stołówki, to mijaliśmy ochroniarzy z karabinami. Stali tak na tym słońcu i w tej wilgoci przez ileś godzin. Człowiek sobie wtedy myślał, że i tak nie ma najgorzej w porównaniu z nimi – dodaje „Koko”, który na MŚ w 1986 roku zagrał w trzech grupowych spotkaniach.

Był jeszcze inny, niecodzienny problem… - Nie chcę, żeby brzmiało to jak usprawiedliwienie, ale taka rzecz. Trawa na stadionie w Monterrey była tak wysoka, że piłka jakby na niej wisiała. Jak się dotknęło trawy, to niby była gęsta, ale pod spodem - beton. To był inny rodzaj niż ta w Europie. To przeszkadzało, przynajmniej mnie, tym bardziej, że boisko treningowe było w porządku – mówi.

1 bramka – 1 zwycięstwo

Remis z Marokiem przyjęto jako falstart. Taki był zresztą tytuł z relacji prasowej z tamtego spotkania. Potem była wygrana z Portugalią 1:0 po złotej bramce Włodzimierza Smolarka, która dała nam awans z trzeciego miejsca, po porażce na koniec grupowych gier z Anglią 0:3 (hat trick późniejszego króla strzelców imprezy Gary'ego Linekera). Mecz z Brazylią o ćwierćfinał to już klęska 0:4, choć z gry nie wyglądało to tak tragicznie, jakby wskazywał wynik. „1 bramka – 1 zwycięstwo. Wracamy” – pisał „Sport” we wtorek 17 czerwca 1986, przypominając kontrowersyjnego karnego dla Canarinhos podyktowanego przez Niemca Volkera Rotha w pierwszej połowie oraz obity słupek i poprzeczkę przez Ryszarda Tarasiewicz i Jana Karasia.

Piękny mundial

W meczu o złoto, w spotkaniu nr 52 (teraz będzie ich dwa razy więcej!) Argentyna z Diego Maradoną, po porywającym finale, jednym z najlepszych w historii już prawie stulecia futbolowych MŚ, pokonała RFN 3:2. Redaktor Grzegorz Stański tak wszystko podsumował w „Sporcie” z datą 30 czerwca 1986 (gazeta kosztowała wtedy 12 zł).

„Na taki koniec piłkarskiego święta czekał świat. Wygrała Argentyna, zwyciężył Diego Maradona, najlepszy piłkarz meksykańskich mistrzostw świata. Triumfowała piłka radosna, pozbawiona schematyzmu, pełna improwizacji, techniki, błyskotliwości. Zwyciężył lepszy. To pozwala wierzyć w wartość sportu prawdziwego, autentycznego. Ostatni, 52. mecz XIII mistrzostw świata w piłce nożnej odbywał się pod hasłem „Viva la Paz” – Niech żyje pokój. Wydaje się jednak, iż cały długi serial piłkarski, który wyłonił mistrza na najbliższe cztery lata, upłynął w atmosferze przyjaźni, fair play. Był to mundial czystej, sportowej walki, pięknych gestów” –podsumował wszystko redaktor Stański, dla którego meksykański mundial nie był ostatnim. Ale o tym za tydzień, w kolejnym odcinku opowieści o mistrzostwach świata.

Michał Zichlarz

KORESPONDENCI „SPORTU” NA MŚ

1950, Brazylia : -
1954, Szwajcaria : Tadeusz Bagier
1958, Szwecja : Tadeusz Maliszewski vel Narcyz Suessermann
1962, Chile : -   
1966, Anglia : dr Jerzy Roha
1970, Meksyk : -  
1974, RFN: Janusz Jeleń, Zbigniew Łagódka, Jerzy Roha, Józef Bula, Andrzej Konieczny  
1978, Argentyna : Janusz Jeleń      
1982, Hiszpania : Grzegorz Stański

1986, Meksyk: Grzegorz Stański

Do Meksyku jechaliśmy jako trzecia drużyna świata. 

Po wysokiej porażce z Brazylią wróciliśmy do domu. 

Maskotka XIII MŚ Pique. 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się