Pięćdziesiąt zlikwidowanych boisk
Rozmowa z Jozefem Barmoszem, 52-krotnym reprezentantem Czechosłowacji, medalistą mistrzostw Europy 1976 i 1980, legendą Interu Bratysława
Juraj Kucka podczas meczu z Anglią na Euro. Zawodnik wypatrzony przez Jozefa Barmosza. Fot. ANP/SIPA/PressFocus
- Najtrudniej grało się przeciwko Lacie. Mierzyliśmy się w europejskich rozgrywkach Pucharu UEFA [było to późną jesienią 1975 roku w 1/8 finału - przyp. red.]. Był w świetnej formie, rok wcześniej został przecież królem strzelców mistrzostw świata w Niemczech Zachodnich. Był szybki, ruchliwy. Boniek? Równie dobry. Poszedł grać na Zachód, do Juventusu i przebił się. My nie mieliśmy takich możliwości, żeby wyjechać wtedy zagranicę. Oficjalnie można to było zrobić, kiedy miało się 32 lata. Nieoficjalnie władze przymykały czasami oko i wyjeżdżało się rok wcześniej. Takie były wtedy czasy.
Przez lata występował pan w liczącym się w czechosłowackiej piłce Interze Bratysława, potem był pan nawet prezesem tego klubu. Teraz gracie ledwie na trzecim poziomie rozgrywkowym na Słowacji. Co się stało?
- Inter to jest w tej chwili... katastrofa. Boisko mamy nieopodal Stadionu Narodowego w Bratysławie. Tam jest nasza siedziba. Na tym boisku trenują i grają pierwsza drużyna oraz juniorzy do lat 19 i 17. Młodsze dzieci trenują w innych częściach miasta. Wie pan ile boisk w Bratysławie w ostatnim czasie zlikwidowano? Pięćdziesiąt! Zlikwidowano pięćdziesiąt boisk, na których deweloperzy postawili domy. Czy powstają nowe miejsca do grania? Nie! To jest katastrofa, co się u nas dzieje... Nie ma możliwości normalnego trenowania. Przed laty Inter organizował Puchar Dunaju dla młodych zawodników. Przyjeżdżały czeskie drużyny, byliśmy my, Słowacy, pojawiali się Węgrzy, Jugosłowianie. Było to w maju, graliśmy przez dwa dni. Mieliśmy do dyspozycji jako Inter główne boisko, dwa treningowe, był obiekt dla młodszych, a także boisko ze sztuczną trawą. Teraz nie mamy... nic. Mamy ledwie jedno główne boisko, a i to nie jest nasze, gdyż to miasto jest jego właścicielem. Miasto odebrało nam tereny, które Inter przed laty miał i pewnie za chwilę zobaczymy tam nowe bloki… Nowych boisk się nie buduje i to jest fatalne... W Bratysławie nie mają stadionu Inter, Petrżalka, Karlova Ves. Ma swój obiekt Slovan, ale tylko dla pierwszego zespołu, nie dla dzieci. Slovan akademię ma na Rapidzie. Jeśli chodzi o futbol, to w Bratysławie wszystko zostało zniszczone. Miasto sprzedało tereny, które przejęli deweloperzy, chytrzy biznesmeni.
W katowickim „Sporcie” piszemy o kłopotach polskiej piłki. W ekstraklasie w wielu klubach gra więcej obcokrajowców niż Polaków. Jak to wygląda na Słowacji?
- U nas też jest to problemem. Młodzi chłopcy kończą wiek juniora i nie dostają szansy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Są jednak kluby, które mają składy złożone w większości z naszych zawodników, jak przykładowo Żylina. Wielu z tych młodych utalentowanych chłopaków jak najszybciej chce jednak wyjechać, grać w zagranicznych klubach. Są niecierpliwi. Obserwuję mecze w waszej ekstraklasie, mam porównanie i widzę, że u was poziom jest lepszy.
Polska to jednak zdecydowanie większy kraj niż Słowacja, są nowe stadiony…
- Wiem, wiem… Jest duża różnica w potencjale i nie ma nawet o czym mówić. U nas w czerwcu odbędą się Młodzieżowe Mistrzostw Europy do 21 lat. Mam wielką nadzieję, że to będzie taki impuls, żeby na Słowacji zaczęli wreszcie budować nowe stadiony, żeby było więcej boisk do grania. Na Węgrzech ten proces miał miejsce 10 lat temu. Przyszedł Orban i powiedział: "jak chcesz nowy piłkarski obiekt, to zbuduj go, my pomożemy". U nas w Interze było wiele dobrych chłopaków. Przyszedł Slovan i wziął 50 najlepszych do swojej akademii, przyszła Petrżalka i wzięła kolejnych. Mieliśmy zniknąć całkowicie, a nasze tereny mieli przejąć deweloperzy.
Ale działa pan dalej w swoim Interze?
- Gdy zmieniły się władze, powiedziałem, że mogę być prezesem honorowym, firmować własnym nazwiskiem, ale tak naprawdę pracę na siebie muszą wziąć inni. W Interze Bratysława mamy teraz aż 380 trenujących dzieci, ale jak mówiłem wcześniej, nie mamy właściwie gdzie trenować. Jeździmy i trenujemy po całym mieście, płacąc za wynajem. Za okres od listopada do marca wychodzi około 50 tys. euro! To olbrzymie pieniądze. Rodzice dzieci muszą płacić, najmłodsi po 25 euro miesięcznie, a starsi po 35, 40, do 50 euro. Tak to u nas w tej chwili wygląda… W 2009 jako prezydent byłem w bratysławskim magistracie, od tego czasu otrzymaliśmy może 10 tys. euro. Sami remontowaliśmy nasz obiekt, szatnie, boisko, trybuny, a nie jest to przecież nawet... nasze.
Są miejsca i kluby na Słowacji, które dobrze funkcjonują?
- Są. Przykładem mogą być Michalovce na wschodzie kraju, koło Koszyc. To 25-tysięczne miasteczko, a mają tam futbolową ekstraklasę, hokej i piłkę ręczną kobiet. Bratysława to już dramat. Sprzedaliśmy swój największy koncern paliwowy Slovnaft węgierskiemu MOL, a ten wspiera teraz klub z Dunajskiej Stredy, gdzie jak wiemy jest duża populacja Węgrów. My straciliśmy.
Ma pan na koncie ponad pół setki meczów w reprezentacji Czechosłowacji, a potem był trenerem w kadrze U-21 i U-20. Talentów piłkarskich u was nigdy nie brakowało.
- Byłem też asystentem w pierwszej reprezentacji Słowacji. Przed marcowym meczem ze Słowenią w barażu o Dywizję B Ligi Narodów pożegnał się z kadrą oficjalnie Juraj Kucka (111-krotny reprezentant Słowacji, piłkarz takich klubów, jak Milan, Genoa, Trabzonspor, Sparta Praga, Slovan Bratysława – przyp. red.). Nikt o nim nie słyszał, sam go wypatrzyłem. W tamtym czasie przekonywałem władze, że ważne jest nie tylko to, żeby nasi młodzi zawodnicy trenowali z pierwszą drużyną, ale żeby grało w ligowym zespole co najmniej dwóch młodzieżowców. Mój pomysł nie przeszedł. Argument miałem taki: „Jak mamy wygrać z takim rywalem jak Belgia, skoro nasi młodzi piłkarze grają tylko w III-ligowych rezerwach? Tak się nie da”. Kiedy prowadziłem drużynę do lat 20, to było jeszcze gorzej, bo niewielu z tych chłopaków występowało, a u wspomnianych Belgów wszyscy grali już w ligowych drużynach. Do dziś mamy problem z tymi młodymi graczami... Zdarza się, że wielu z nich wyjeżdża, próbuje za granicą, po czym wraca do domu.
A jak było w pana wypadku?
- W lidze zacząłem grać gdy nie miałem jeszcze 19 lat. Tylko gdy grasz, to ktoś cię może zauważyć. W tamtych czasach było oczywiście inaczej: Czesi i Słowacy grali w jednym kraju, Polacy u siebie. A teraz? Teraz przyjdzie menedżer, zamąci młodemu w głowie i ten już idzie grać gdzie indziej. Widzę, że w Polsce też jest kłopot, bo macie w lidze bardzo dużą ilość piłkarzy zagranicznych.
Organizacja Euro do lat 21 może pomóc słowackiej piłce?
- Może, bo przecież każde mistrzostwa mogą być takim pozytywnym impulsem. Mamy na Słowacji kluby, w których młodzież dostaje szansę. Niektórzy z nich potem występują w zagranicznych klubach, grają, a nie siedzą na ławce, bo to ważne. Nie wystarczy gdzieś być, ale trzeba jeszcze grać! Jestem optymistycznie nastawiony przed tym turniejem na naszych stadionach w czerwcu.
Rozmawiał w Bratysławie Michał Zichlarz
* Druga część rozmowy z Jozefem Barmoszem wkrótce
Jozef Barmosz w swoim domu w miejscowości Malinovo pod Bratysławą. Fot. Michał Zichlarz
JOZEF BARMOSZ
Data urodzenia : 28 sierpnia 1954 r.Miejsce urodzenia : Surany (Czechosłowacja)
Pozycja na boisku : prawy obrońca
Kariera : Drużstevnik Besenov, Inter Bratysława, Dukla Praga, Inter Bratysława, Racing Jet Bruksela, SV Sieghartskirchen
Sukcesy : mistrzostwo Europy 1976, brązowy medal ME 1980, uczestnik MŚ 1982, mistrzostwo Czechosłowacji z Duklą Praga 1979
Reprezentacja Czechosłowacji : 52 mecze
