Piąty raz w tej samej rzece
Rozmowa z Piotrem Plewnią, nowym trenerem Odry Opole
Piotr Plewnia już w czwartek, podczas meczu pucharowego ze Śląskiem Wrocław, będzie mógł dobrze się przyglądnąć swojej nowej drużynie. Fot. Mateusz Sobczak/Press Focus
Na początek kilka dat: 5 maja 2018 roku na dwa mecze i 25 sierpnia 2019 na 16 spotkań został pan w Odrze trenerem tymczasowym. Z kolei 16 marca 2021 na 65 gier i 2 marca tego roku na 11 potyczek - otrzymał pan nominację na pierwszego trenera drużyny z Opola. Jak się pan dowiedział o tym, że piąty raz... wejdzie do tej samej rzeki?
- Standardowo. W poniedziałek odbyła się rozmowa z zarządem i na pytanie: "czy podpiszę się pod pomysłem, jaki ma klub na prowadzenie pierwszej drużyny" - odpowiedziałem: tak. Każdy kto zna moje piłkarskie i trenerskie CV wie doskonale, że jestem wychowankiem tego klubu i Opolaninem. Mam Odrę w sercu i z tego powodu o wątpliwościach czy rozważaniu propozycji – w moim odczuciu – nie mogło być mowy. Tym bardziej, że – jak każdemu, kto dobrze życzy Odrze – styl, sposób gry i miejsce w tabeli mnie nie odpowiadały. Oczywiście, jak na początku każdej nowej drogi, pojawiają się pytania, bo praca na tym poziomie rozgrywkowym jest wyzwaniem i niesie niepewność. Teraz jednak nie ma sensu się nad tym rozwodzić tylko... trzeba brać byka za rogi. Byłem, jestem i będę - choć nie wiem jak długo tym razem - w Odrze. Dlatego chcę swoją pracą pomóc mojemu klubowi, który jawi mi się trochę jako moje przeznaczenie.
Do tej pory przejmował pan pierwszy zespół Odry, przechodząc na ławkę trenerską ze stołka asystenta, czyli dobrze znał pan drużynę, bo był w jej środku. Czy teraz także „siedział pan w temacie”?
- Nie. Po zakończeniu poprzedniego sezonu, czyli po przejęciu drużyny w rundzie wiosennej i utrzymaniu w 1. lidze, otrzymałem propozycję poprowadzenia rezerw. Byłem więc w klubie, ale pracując w drugim zespole koncentrowałem się na tym projekcie i nie uczestniczyłem w budowaniu czy prowadzeniu pierwszej drużyny. Będę więc musiał na początku dotknąć tej nowej dla mnie materii i zobaczyć, z kim oraz z czym przyszło mi się mierzyć. Oczywiście, chodziłem na mecze Odry, ale nie mam gotowej recepty na to, co trzeba uleczyć. Każdy jednak widzi doskonale, że naszą największą bolączką jest ofensywa. Pod względem liczby bramek odstajemy od reszty stawki, a to się łączy z miejscem w tabeli.
Co jest tego przyczyną?
- Jeszcze nie odpowiem na to pytanie, bo najpierw muszę wejść do szatni, popatrzeć zawodnikom w oczy, porozmawiać i próbować szukać diagnozy, a także przestawić klocki. W tej chwili jednak nie ma czasu na jakieś dogłębne analizy, bo jesteśmy w trakcie gorącego tygodnia. We wtorek miałem pierwsze spotkanie z zawodnikami, dwa dni później gramy mecz Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław, w poniedziałek mamy wyjazdowe spotkanie z Polonią Bytom, a kończymy ten „sprint”, podejmując w następny piątek Unię Skierniewice. Wszystko kręci się więc w niesamowitym tempie. Dopiero od 7 listopada będzie trochę czasu na spokojną pracę, bo kolejny mecz z Lechią w Gdańsku mamy 22 listopada. Nie jest to jednak z mojej strony żadne szukanie alibi, bo tak się to wszystko ułożyło. Tak jest w piłce, tak jest w życiu, że nagle coś się zmienia i nie pozostaje mi nic innego, jak pracować. Jestem już na tyle długo w piłce – i jako zawodnik, i jako trener – że mogę powiedzieć z doświadczenia, że za każdym razem z trudnych momentów wychodziło się tylko pracą. Nie zamierzam zmieniać tej recepty.
Czy na dzisiejszy pucharowy mecz ze Śląskiem Wrocław dokona pan rewolucji w składzie?
- To będzie spotkanie na innych warunkach. Wiadomo jaki to jest rywal zarówno dla naszych kibiców, jak i dla zawodników. Nie było więc sensu przed tym spotkaniem robić analizy poprzedniego meczu, czy wcześniejszych potyczek. Będziemy się chcieli raczej przestawiać na to, co będziemy chcieli robić w przyszłości i ze Śląskiem wykonamy przymiarkę. Wiadomo, że każdy trener pracuje inaczej, inaczej ustawia też akcenty gry czy podchodzi do zawodników. I kiedy te metody nie przynoszą oczekiwanych wyników, czasem wystarczy lekkie przesunięcie w lewo lub w prawo, drobna korekta, coś, co widać z trybuny, choć umyka z perspektywy ławki trenerskiej... I może się okazać, że zespół „zatrybi”. Dlatego nie mam zamiaru „zaorać” tego, co zostało zrobione do tej pory czy postawić wszystko na głowie, tylko chcę szukać tych małych ruchów, które poprowadzą do poprawy. Jednak z drugiej strony chciałbym też podkreślić, że Odra – owszem, przegrywała i grała źle – nie jest w jakiejś tragicznej sytuacji. Z sześciu porażek 4 były minimalne, czyli 0:1. To nie są jakieś „lania” kilkoma golami, więc tak naprawdę niewiele trzeba, żeby to poprawić. Brakuje tylko albo aż kreatywności oraz skuteczności w finalizacji. Jeżeli w pięciu ostatnich spotkaniach strzela się jednego gola, i to z karnego, to nie ma o czym dyskutować. Takie są fakty, a z nimi nie da się polemizować. Tabela też mówi prawdę.
Da pan szansę pokazania się w pierwszym zespole komuś z drugiej drużyny, która pod pana wodzą wygrała wszystkie 12 spotkań w IV lidze opolskiej i ma bilans bramkowy 45:10?
- Odpowiem dyplomatycznie. W życiu wszystko jest możliwe, ale szczerze powiedziawszy zdaję sobie sprawę, że różnica między piątym poziomem rozgrywkowym, a zapleczem ekstraklasy jest spora. Obiektywnie patrząc na potencjał piłkarski zawodników z kadry pierwszej drużyny, nie mam wątpliwości, że jest on wyższy i trzeba go uwolnić. W pierwszym zespole też są przecież zawodnicy, którzy do tej pory grali mniej i czekali na szansę. Może to właśnie jest ten czas dla nich. Dlatego przyprowadzanie „na pokaz” kogoś z rezerw i stawianie go w roli zbawcy nie jest potrzebne. Moim zadaniem w tej chwili jest raczej wybadanie w szatni pierwszej drużyny, który przełącznik mentalny czy taktyczny trzeba przełączyć, żeby prąd zaczął płynąć... Przecież nie po to do klubu zostali ściągnięci zawodnicy z naprawdę dobrym piłkarskim CV, piłkarze mający za sobą grę w ekstraklasie oraz na międzynarodowych arenach, żebyśmy teraz mieli na ich miejsce do gry w 1. lidze wpuszczać samych młodzieżowców. To wszystko trzeba wyważyć i przede wszystkim sprawdzić, czego potrzeba zawodnikom, żeby zaczęli grać lepiej, bo to nie jest tak, że trener przychodzący do drużyny ściąga do szatni cały swój zespół. Nowy trener wchodzi do szatni i ma za zdanie z tych piłkarzy, którzy są w kadrze, zrobić drużynę.
Panu chyba nie muszę przypominać, że w zespole rezerw są 19-latkowie Piotr von Oppeln Bronikowski, który w 11 meczach strzelił 12 goli czy Kacper Drąg, mający na koncie 5 trafień w 8 występach...
- Znam te statystyki doskonale i oczywiście przed młodymi chłopakami, którzy wyróżniają się w drugim zespole absolutnie nie zamykam drzwi. Myślę jednak, że dzisiaj to nie jest jeszcze czas, w którym ich wejście do pierwszego zespołu dałoby dobry efekt zarówno drużynie, jak i im samym. Co innego grać przed 36 widzami, a co innego, gdy na trybunach siedzi kilka tysięcy kibiców. Podaję to tylko jako przykład różnicy między klasami rozgrywkowymi, żeby uświadomić, że nie jest tak łatwo się zaaklimatyzować i przestawić do pierwszoligowych wyzwań. Rzucanie na głęboką wodę tylko na pokaz nie jest potrzebne drużynie i klubowi. Nie chciałbym też zaszkodzić ani im, ani tym bardziej sobie, czyli zespołowi, który jest wizytówką klubu. Druga drużyna ma jeszcze przed sobą ostatni mecz rundy jesiennej w sobotę i nerwowe ruchy albo eksperymentalne działania „pod publiczkę” nikomu w Opolu nie są potrzebne. Ja chcę spokojną pracą „zawrócić bieg Odry”. Za nami dopiero 12 kolejek więc jeszcze sporo przed nami, ale o zadowolenie kibiców, punkty i poprawę miejsca w tabeli trzeba grać od razu, w każdym spotkaniu. Do generalnej poprawy potrzeba jednak czasu i cierpliwości.
Razem z Łukaszem Tomczykiem z Odry odszedł asystent Bartłomiej Babiarz. Czy pan już sobie wybrał swój sztab szkoleniowy?
- Jeszcze nie. W tej chwili mecz goni mecz, bo w sobotę będzie ostatnia kolejka rundy jesiennej drugiej drużyny w IV lidze i chciałbym zakończyć ten proces wspólnie z zawodnikami, żeby nie czuli się odrzuceni czy pozostawieni. Utożsamiam się z tym zespołem i zżyłem się z tymi chłopakami. W pracy z nimi pomagał mi Tomek Copik, który był moim asystentem w rezerwach. Chcę to jednak wszystko poukładać na spokojnie i działać roztropnie, a nie pędzić ze zmianami dla samych tylko zmian. Myślę, że do dwóch tygodni wszystko zostanie poukładane.
Rozmawiał Jerzy Dusik
