Pia kończy karierę

Zwycięstwa na bieżni Pii Skrzyszowskiej, Oliwiera Wdowika i Jakuba Szymańskiego w łódzkim Orlen Cup to obiecujący prognostyk rozkręcającego się wyjątkowego sezonu.

Pia Skrzyszowska zaostrzyła apetyt na szybkie bieganie w tym sezonie pod dachem. Fot. PAP/Marian Zubrzycki

Niedzielne zawody w łódzkiej Atlas Arenie otworzyły lekkoatletyczny sezon halowy w Polsce, którego kulminacyjnym punktem będą mistrzostwa świata w Toruniu (20-22 marca).

Znakomitym finiszem w finałowym sprincie na 60 metrów popisała się Pia Skrzyszowska. Nasza płotkarka rywalizowała w Łodzi na płaskim dystansie i pod nieobecność Ewy Swobody (ma zacząć starty w lutym) wygrała z czasem 7,18 - lepszym od wskaźnika na halowe mistrzostwa świata w Toruniu; na ostatnich metrach zdystansowała faworyzowaną liderkę europejskich tabel (7,05) Czeszkę Karolinę Manasovą. Trzecia finiszowała Magdalena Stefanowicz - 7,27.

- To chyba najlepszy początek, jaki mogłam mieć w sezonie, w którym czeka nas tak ważna impreza w Polsce. Pokazałam, że mogę być również dobrą sprinterką, ale to już koniec, zakończyłam karierę w tym sezonie na płaskie 60 i w kolejnych startach będę już biegać przez płotki. Jestem gotowa na ten rok – zapowiedziała 24-letnia Skrzyszowska. Były to jej pierwsze biegi na 60 m bez płotków od 4 lat - w polskich tabelach historycznych z rekordem życiowym 7,12 ustępuje jedynie Swobodzie (6,98).

Spokojna głowa

Świetnie pobiegł w Atlas Arenie Oliwer Wdowik. Już w serii eliminacyjnej Polak uzyskał wartościowe 6,60 i na 0,01 sek. zbliżył się do minimum na HMŚ. W finale 24-letni sprinter rozprawił się ze wskaźnikiem – wygrał, poprawił rekord życiowy na 6,59, przesunął się na 8. miejsce (ex-aequo z dwójką innych zawodników) w polskich tabelach historycznych; rekordzistą kraju jest Marian Woronin, który w 1987 roku uzyskał 6,51.

- Dzięki minimum mam teraz dwa miesiące spokojnej głowy. Mam nadzieję, że ten wynik otworzy mi drogę do startów w różnych mityngach – zaznaczył Wdowik, który wyprzedził Jamajczyka Odaine'a McPhersona - 6,61 i Litwina Adasa Dambrauskasa - 6,64.

Coś do udowodnienia

Dominację w biegu płotkarskim potwierdził w Atlas Arenie Jakub Szymański. Przed rokiem Polak ustanowił w Łodzi rekord kraju (7,39). W tym roku przyjechał na mityng jako lider światowych tabel (7,48). Niedzielny wieczór zakończył wygraną z czasem 7,51, przed Kubańczykiem Kendrym Menendezem - 7,56 i Damianem Czykierem - 7,57.

– Jest co poprawić. Nie do końca mogę odnaleźć siebie na początku dystansu. Cieszy wygrana, a pobicie rekordu Polski w tym sezonie jest możliwe. Najważniejszą imprezą będą dla mnie mistrzostwa świata, tam mam coś do udowodnienia – powiedział 23-letni halowy mistrz Europy z ub. roku, który rok temu w HMŚ w Nankinie odpadł już w eliminacjach.

Bieg na 60 m przez płotki kobiet wygrała Słowenka Nika Glojnarić, która uzyskała 8,03 i minimalnie pokonała Alicję Sielską. – Mam troszeczkę zapasu, brakuje jednak wiary w siebie. Przez uraz musiałam zmienić plany treningowe – przyznała Sielska.

Jest źle, a nawet gorzej

Rekordem Serbii i drugim najlepszym wynikiem w tym roku na świecie zakończył się konkurs skoku wzwyż kobiet. Angelina Topić wygrała z wynikiem 1,98; wyżej w tym roku skoczyła tylko rekordzistka świata, Ukrainka Jarosława Mahuczich - 2,03. Na trzecim miejscu zawody zakończyła Maria Żodzik. Polska medalistka mistrzostw świata w Atlas Arenie zaliczyła 1,87 i bez powodzenia atakowała poprzeczkę zawieszoną na wysokości 1,90.

- Nie jest dobrze, ale mogłam się tego spodziewać, bo na treningach jest... jeszcze gorzej. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale to dopiero początek sezonu i mam jeszcze dużo czasu, żeby się rozskakać – pocieszała urodzona w Baranowiczach na Białorusi reprezentantka Polski.

Sporo emocji przyniósł konkurs tyczkarzy. Grek Emmanouil Karalis w trzeciej próbie pokonał poprzeczkę zawieszoną na 5,93 i tym samym został liderem światowych tabel. Brązowy medalista igrzysk w Paryżu oraz wicemistrz świata z Tokio bez sukcesu atakował wysokość 6,07, co byłoby rekordem jego kraju. Piotr Lisek trzykrotnie strącił tyczkę zawieszoną na 5,55 i zakończył zmagania ze słabym wynikiem 5,40. – Początek sezonu zawsze jest trudny. Pierwszy skok się udał, ale później pojawiło się dużo zmiennych na rozbiegu. Wiem, że mogę skakać wyżej. To wymaga poukładania techniki i cierpliwości – przyznał po konkursie Lisek.

(t)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się