Paszport do sukcesu
Polska koszykówka znalazła się w specyficznym momencie - wyniki wyprzedziły realne możliwości systemu szkolenia.
Bez Jordana Loyda znakomita ostatnio passa polskiej kadry byłaby praktycznie niemożliwa. Fot. Facebook/Kosz Kadra
Polska koszykówka zrobiła krok naprzód. I nie jest to mały krok. Na ostatnim EuroBaskecie nasi panowie zajęli niezwykle cenne 6. miejsce, a podczas trwających obecnie kwalifikacji do przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze dwukrotnie pokonali silnych zwykle Łotyszy. Bez porażki zameldowali się w kolejnym etapie i awans mają na wyciągnięcie ręki.
Niewiele gorzej wiedzie się naszym paniom. Zespół pod wodzą trenera Karola Kowalewskiego wygrał sześć kolejnych meczów i jest w elitarnym gronie zaledwie trzech drużyn (obok Serbii i Izraela), które bez porażki przebrnęły pierwszą fazę eliminacji EuroBasketu 2027. Co ważne, Polki dwa razy pokonały wyżej notowane Słowaczki, z którymi zwykle miały pod górkę. Od 11 lat nasze zawodniczki nie grały w finałowym turnieju mistrzostw kontynentu, ale teraz klątwa jest bliska przełamania.
Co spowodowało tak solidny postęp? Czy nagle zmienił się system szkolenia? Czy objawił się nowy model selekcji? Niestety, wszystko wskazuje na to, że ten wielki krok został wykonany nie na parkiecie, a zza biurka. Konkretnie: zza biurka Prezydenta RP. W rolę nieformalnego selekcjonera wcielił się Andrzej Duda, który najpierw nadał polskie obywatelstwo Stephanie Mavundze, a pod koniec swojej kadencji wręczył paszporty Jordanowi Loydowi i Jerrickowi Hardingowi.
Spójrzmy prawdzie w oczy - bez tych graczy wymienionych sukcesów po prostu by nie było. Bez Mavungi nie byłoby megasensacji w Antwerpii i zwycięstwa nad mistrzyniami Europy, Belgijkami. Bez niej sukcesy ze Słowaczkami byłyby czystą teorią, bo to Amerykanka była naszym numerem 1 w każdym kluczowym elemencie. W męskiej kadrze sytuacja wygląda identycznie. Bez Jordana Loyda Mateusz Ponitka nie dociągnąłby nas tak wysoko na EuroBaskecie. To fenomenalna „trójka” Loyda w ostatniej sekundzie dała nam triumf w Rydze. Bez Hardinga prawdopodobnie poleglibyśmy w Holandii, a debiut Jerricka uratował nas przed kompromitacją z Austrią.
Łotysze, których dwukrotnie odprawiliśmy z kwitkiem, mają na ten temat zupełnie inne zdanie. Tam naturalizacja jest tematem tabu, traktowanym niemal jak zdrada sportowych ideałów. Roberts Stelmahers, asystent trenera reprezentacji Łotwy, po porażce z naszym zespołem postawił gorzką diagnozę: „reprezentacja to duma narodu i efekt pracy całego systemu, a nie klub, w którym dokupuje się brakujące ogniwo”. Według niego o wyniku w Rydze nie rozstrzygnęła „polska szkoła koszykówki”, a indywidualny popis gracza, który z Polską nie ma nic wspólnego.
W podobnym tonie wypowiada się była gwiazda NBA, Davis Bertans. Jego argument jest prosty i bolesny: „każdy paszport dla „najemnika” to zabrane miejsce dla młodego Łotysza (czy w naszym przypadku Polaka), który całe życie haruje, by założyć narodową koszulkę”. Bertans wskazuje na Artursa Zagarsa – gdyby Łotwa „załatała” dziurę w składzie Amerykaninem, Zagars nigdy nie dostałby szansy, by stać się liderem kadry.
Swego czasu łotewski parlament potrafił nawet odrzucić prośbę trenera kadry o obywatelstwo dla świetnej Shey Peddy, argumentując, że zniszczyłoby to motywację krajowych zawodniczek. U nas droga jest inna - szybki podpis, wspólne zdjęcie z prezydentem i mamy wynik.
Polska koszykówka znalazła się w specyficznym momencie - wyniki sportowe wyprzedziły realne możliwości systemu szkolenia. Choć „prezydenckie paszporty” stały się skutecznym katalizatorem ostatnich zwycięstw, pozostają one jedynie narzędziem, a nie rozwiązaniem systemowym. Ryzyko polega na tym, że doraźny sukces może uśpić czujność decydentów.
Warto pamiętać, że prawdziwa tożsamość drużyny narodowej wykuwa się na treningach , a nie w gabinetach. Pozostaje mieć nadzieję, że obecna fala radości przełoży się na realne inwestycje w polską młodzież. Bo choć punkty Loyda i Mavungi ważą tyle samo co każde inne, to smak zwycięstwa odniesionego dzięki owocom własnego systemu zawsze będzie pełniejszy i trwalszy.
Piotr Płatek
