Pasuje do Radomiaka
Maurides wrócił do Polski po ponad dwóch latach i... potrafi zaskoczyć rywali.
Maurides (drugi z prawej) dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
RADOMIAK
Ciekawa jest kariera napastnika ekipy z Radomia. Rozpoczynał karierę seniorską w SC Internacional Porto Alegre i do 2018 roku błąkał się pomiędzy portugalskimi i brazylijskimi klubami. Grał we Figueirense, Os Belenenses, FC Arouca. W końcu zainteresował się nim CSKA Sofia i w Bułgarii grał całkiem nieźle. W sezonie zdobył dziewięć goli i przyciągnął uwagę klubów z Dalekiego Wschodu. W 2019 roku trafił do chińskiego Changchun Yatai, a chwilę później był piłkarzem południowokoreańskiego FC Anyang. Przygody w Azji nie zaliczy jednak do szczególnie udanej, bo w 23 ligowych meczach zdobył pięć bramek. Postanowił więc wrócić do Europy, choć najpierw przez ponad pół roku (od listopada 2020 do lipca 2021 roku) był bezrobotny. W końcu po raz pierwszy znalazł się w Radomiaku.
Pomagał Angielskiemu
W pierwszym sezonie pozostawał nieco w cieniu Karola Angielskiego. Radomiak był beniaminkiem ekstraklasy, a Angielski strzelał jak na zawołanie (zdobył 18 bramek) – szczególnie skuteczny był z rzutów karnych. Dzięki niemu radomianie świetnie poradzili sobie w pierwszym sezonie po awansie, zajmując siódme miejsce w tabeli. W tym czasie Maurides mu pomagał, był uzupełnieniem składu. Pracował na to, żeby Angielski mógł błyszczeć. W sumie pięciokrotnie w tamtych rozgrywkach wpisywał się na listę strzelców. I choć to marne statystyki jak na napastnika, to Brazylijczyk zbierał pochwały, bo naprawdę nieźle wyglądał na boisku. Co ważniejsze, po sezonie 2021/22 z Radomiaka odszedł Angielski, a Maurides pozostał i miał stać się czołową postacią zespołu. To na nim spoczęła odpowiedzialność za zdobywanie bramek.
Zniknął w Niemczech
Nie spisywał się nadzwyczajnie, ale nie stał się też geniuszem futbolu. W rundzie jesiennej sezonu 2022/23 zdobył zaledwie cztery gole. Wciąż był często przy piłce, pracował dla zespołu, ale brakowało mu skuteczności. Mimo tego zainteresowało się nim Sankt Pauli. Otrzymał ofertę z 2. Bundesligi i nie mógł jej odrzucić. Po 1,5 roku w Polsce spakował się, wyjechał na zachód i... słuch o nim zaginął. W Niemczech w sumie zagrał w 15 ligowych spotkaniach (przez 2,5 roku!), w których nie zdobył ani jednego gola. W końcu po wielomiesięcznych oczekiwaniach na zwyżkę formy Brazylijczyka władze Sankt Pauli stwierdziły, że należy go wypożyczyć. W ten sposób trafił do drużyny Debreczyn VSC. Na Węgrzech spędził wiosnę poprzedniego sezonu, po czym wrócił do Sankt Pauli i... zaraz pakował się z powrotem, bo Radomiak zapłacił za niego symboliczną kwotę kilkudziesięciu tysięcy euro, po raz drugi zapraszając go do współpracy.
Wrócił i strzela
Maurides na razie całkiem nieźle odwdzięcza się za ponowne zaufanie. W pierwszych dwóch meczach sezonu był rezerwowym. Na „dzień dobry” zdobył gola w starciu z Pogonią Szczecin, później zagrał przez nieco ponad 30 minut w meczu z Arką, a już w trzeciej kolejce przeciwko Rakowowi po raz pierwszy znalazł się w wyjściowym składzie. Co więcej, zdobył gola na 3:1, gwarantując radomianom trzy punkty. Trener Joao Henriques na pewno nie może narzekać na formę snajpera na starcie rozgrywek, choć przecież jego dobra dyspozycja po przenosinach wcale nie była taka oczywista. Nie na co dzień zdarza się sytuacja, w której obcokrajowiec po latach wraca do ekstraklasy i – co najważniejsze – radzi sobie w niej lidze dobrze.
Brakujące puzzle
Maurides do Radomiaka po prostu pasuje. Nie tylko strzela bramki, nawiązując skuteczną współpracę z kolegami z zespołu, ale pasuje także pod względem narodowościowym (naliczyliśmy dziewięciu zawodników w kadrze Radomiaka, których ojczystym językiem jest portugalski). Możemy narzekać, jak mało polskich zawodników wystawia Joao Henriques (w meczu z Rakowem trzech w wyjściowej jedenastce – Jan Grzesik, Filip Majchrowicz i Michał Kaput), ale chyba do tego mieliśmy czas już się przyzwyczaić. Kibice w Radomiu też zapewne do tego przywykli, a skoro zespół co roku spokojnie utrzymuje się w ekstraklasie, to nawet nie ma na co narzekać. Powracający Maurides jest więc na razie dla klubu i kibiców powodem do zadowolenia, bo w układance Joao Henriquesa czegoś brakowało, a brazylijski snajper wydaje się tym brakującym puzzlem.
Szczęście do snajperów
Radomiak ma szczęście w znajdowaniu ciekawych napastników. Świeżo po awansie świetnie spisywał się Angielski, który w zespole był już na zapleczu ekstraklasy. Później zastąpił go Maurides. Po odejściu Brazylijczyka podpisano kontrakt z Leonardo Rochą, który grał w Radomiaku przez 2,5 roku, po czym przeniósł się do Rakowa Częstochowa. W międzyczasie doznał kontuzji, więc na chwilę zastąpił go Pedro Henrique, który przez pół roku w sezonie 2023/24 grał tak dobrze (osiem goli), że od razu przeprowadził się do Chin, do Wuhan Three Towns. Gdy Rocha wrócił do pełni sprawności, powrócił do regularnego strzelania. Właściwie jedynym momentem od awansu do ekstraklasy, gdy zespół miał problem ze znalezieniem napastnika, było pół sezonu, gdy Rocha zimą bieżącego roku przeniósł się pod Jasną Górę. Teraz ten mały pożar został ugaszony, bo Maurides jest na fali.
Kacper Janoszka
