Paryż znów podbity!
Po trzymającym w napięciu spotkaniu Nafciarze z Płocka znów ograli mistrza Francji i w tabeli grupy B zajmują 3. miejsce.
Kluczowa interwencja meczu - Mirko Alilović powstrzymuje Mathieu Grebille'a. Fot. PAP/EPA
LIGA MISTRZÓW
Mistrz Francji kontra mistrz Polski. Legendarna Stade Pierre de Coubertin w Paryżu. Dziewiąta, przedostatnia w tym roku kolejka EHF Champions League, a na parkiecie zespoły naszpikowane gwiazdami światowego formatu. Handballowi kibice nie tylko nad Sekwaną i nad Wisłą nie mogli sobie wybrać lepszego spędzenia czasu niż obejrzenie w czwartkowy późny wieczór francusko-polskiego hitu na europejskim szczycie. A stawką tego meczu były niezwykle cenne punkty, zwłaszcza dla paryżan, którzy zaliczają najgorszy sezon w Lidze Mistrzów w erze katarskiej. - Wiemy, jak wygrywać z PSG. Pokonaliśmy ten zespół w Paryżu w poprzednim sezonie i chcemy to zrobić w czwartek - zapowiedział trener płockiej ekipy Xavier Sabate, która pokonała Trójkolorowych także w obecnej kampanii; w 6. kolejce 35:32.
Od razu za ciosem
Zaczęło się od bramki Mitji Janca i Wiślacy poszli za ciosem, szybko zyskując 3 bramki. To był sygnał dla trenera Stefana Madsena, by wziąć pierwszą przerwę na żądanie. Nic nie pomogła, bowiem znakomicie funkcjonowała płocka obrona, Mirko Alilović zatrzymał Omara Fathy'ego na siedmiu metrach, a w ofensywie brakowało gospodarzom kontuzjowanego polskiego supersnajpera, wychowanka płockiego klubu, Kamila Syprzaka. Do przerwy mistrzowie Polski prowadzili czterema bramkami. Mogło być jeszcze lepiej, gdyby Melvyn Richardsson wykorzystał rzut karny, mogło i gorzej, gdyby Alilović akcję wcześniej nie obronił „siódemki” Ferrana Sali. Generalnie nie narzekaliśmy, bowiem podopieczni Xaviera Sabate, grając na wysokiej intensywności i topowym poziomie, rozdawali karty w stolicy Francji.
Ręka... zza linii
Otwarcie drugiej połowy było mocno szalone, a Nafciarze przez kilka minut utrzymywali bezpieczną przewagę. Sytuację trochę zmieniły 4 stracone bramki z rzędu przez Biało-niebieskich, ale paryżanie za moment znów zgubili impet. W 43 minucie doszło do niecodziennej sytuacji, gdy biegnący do kontry Lovro Mihić nadział się na... wyciągniętą poza linię boczną rękę jednego z członków PSG. Długo trwała analiza VAR, skończyło się tylko dwuminutową karą, gdyż sędziowie uznali brak premedytacji w tym zdarzeniu. Nie był to jednak dobry okres w grze zdekoncentrowanych mistrzów Polski, którego na szczęście nie potrafili wykorzystać popełniający nieprzystające im gafy w ataku zawodnicy PSG. Teraz widowisko było kiepskie. Znów Duńczyk, widząc postawę zespołu, poprosił o czas, a jego chłopcy natychmiast odrobili 3 gole. To zwiastowało wielkie emocje w końcówce, tym bardziej że kluczowe interwencje zaliczał Mikkel Lovkivist, a po faulu na Luce Steinsie 2 minuty otrzymał Zoran Ilić.
ALi, ALi, Alilović!
Na 2,5 minuty przed syreną gospodarze pomylili się, wpuszczając na parkiet zawodnika za dużo i siły się wyrównały, a potem interwencją spotkania popisał się Alilović, a Gergo Fazekas dorzucił 30. bramkę. Gospodarze poprosili o ostatnią przerwę, próbowali jeszcze dwukrotnie pokonać 40-letniego Chorwata, lecz ten był już w transie. Szóste zwycięstwo mistrzowie Polski w dużej mierze znów więc zawdzięczali swemu wyzbytemu nerwów doświadczonemu golkiperowi.
Zbigniew Cieńciała
◼ Paris Saint-Germain - Orlen Wisła Płock 29:30 (14:18)PSG: Lovkvist, Soullier – Maras, Fathy Omar 7/4, Steins 4, Karlsson 1, Sala Sole, Grebille 4, Karabatić 1, Sayed Abdou, Heldal 2, Peleka, Gaudin, Prandi 9, Loredon 1, Karamoko. Kary: 12 min. Trener Stefan MADSEN.
ORLEN WISŁA: Bergerud, Alilović – Daszek 7/5, Janc 3, Fazekas 4, Szusznja 2, Samoila 1, Richardsson 6/1, Zarabec 3, Krajewski 2, Dawydzik 1, Mihić, Ilić 1, Szita, Kosorotow, Szyszko. Kary 6 min. Trener Xavier SABATE.
Sędziowali: Peter Horvath i Balazas Marton (Węgry) Widzów 4016.
Przebieg meczu: 0:1 (2), 1:1 (3), 3:5 (6), 4:7 (8), 6:7 (10), 7:9 (15), 8:11 (17), 9:13 (22), 11:15 (26), 13:15 (28), 13:18 (29), 14:18 (30), 15:18 (31), 16:20 (34), 20:21 (40), 20:23 (42), 23:24 (45), 23:27 (47), 25:29 (53), 28:29 (56), 29:30 (60).
