Papszun gwarantuje punkty!
Rozmowa z Cezarym Kucharskim, byłym mistrzem Polski w barwach klubu z Łazienkowskiej
Na tym etapie sezonu Marek Papszun może się już uśmiechać pełną gębą! Fot. Michał Kość / Press Focus
Obecny sezon jest zdumiewający na wielu płaszczyznach, dla wielu klubów. Także dla Legii. Nie rozumiem, jak przy takim potencjale jej byt zagrożony był tak długo, uratowała się dopiero w końcówce. A pan?
Jakich? Co było słabością Legii, która sprawiała tę mizerię?
- Po pierwsze - zatrudnienie trenera Iordanescu okazało się ewidentną pomyłką, nie poradził sobie. Po drugie - tak długie stawianie na Inakiego Astiza po odejściu Rumuna też niczego dobrego drużynie nie przyniosło. Po trzecie - zawiedli konkretni zawodnicy na konkretnych pozycjach. To efekt błędnych decyzji transferowych.
Kogo ma pan na myśli?
- Pozycję bramkarza i napastnika. Kacper Tobiasz nie był bramkarzem, który umiałby własnymi interwencjami -takimi, które naprawiałyby błędy popełnione przez kolegów z pola - przesądzać o korzystnym dla Legii wyniku meczu. Z kolei Mileta Rajović nie był napastnikiem, który gwarantował odpowiednią liczbę bramek w meczach z rywalami na wysokim poziomie.
Jednak w pewnym momencie w Legii pojawił się Marek Papszun. Czy można powiedzieć, że rzeczywiście uratował Legię przed degradacją? Czy gdyby nie przyszedł, groźba spadku mogłaby się spełnić?
- Tak, oczywiście! Zatrudnienie go to świetny ruch, mówiłem o tym od początku. To pragmatyk. Jego Legia nie gra pięknie, ale robi to,co do niej należy, zwłaszcza w tej trudnej sytuacji, czyli punktuje. Wcześniej pobiła niechlubny rekord 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa, ale potem, za Papszuna, miała z kolei serię 10 spotkań bez porażki. Owszem, bardzo ostro potraktował ją Lech, nie była w stanie mu się przeciwstawić, ale to był wyjątek i jedyna taka klęska za tego trenera.
Co pana w grze Legii w tym sezonie szczególnie denerwowało, a co mogło się podobać?
- Nie podobała mi się nieskuteczność. Z kolei robi na mnie wrażenie, jak potrafi grać obecnie pressingiem, jak zachowuje się po stracie piłki. W tej chwili nie jest wcale łatwo Legii strzelić bramkę.
Czy był jakiś zawodnik, który panu w tym nieszczęsnym sezonie jednak się podobał?
- Hmmm... (dłuższa chwila namysłu). To trudne pytanie, rzeczywiście... Chyba Juergen Elitim. W ostatniej części sezonu prezentował formę, która sprawiała, że był rzeczywiście przydatny.
Zgodzi się pan z opinią, że nic dwa razy się nie zdarza, tym bardziej z rzędu, że trudno uwierzyć by następny sezon wyglądał dla Legii podobnie?
- Rzeczywiście, trudno mi to sobie wyobrazić. Nowy sezon, nowe nadzieje... Osoba Marka Papszuna gwarantuje, że będzie to raczej zespół walczący o czołowe miejsca w lidze. Nie mówię, że o mistrzostwo, ale Papszun gwarantuje to, co najważniejsze dla drużyny właściwie w każdej sytuacji - czy to na górze, czy na dole: punktowanie! Owszem, przydałyby się dwa-trzy transfery, ale nawet w obecnym składzie ten zespół z tym trenerem powinien prezentować się w następnym sezonie już znacznie lepiej.
Rozmawiał Paweł Czado
Cezary Kucharski
ur. 17.02. 1972 roku
Kluby: Orlęta Łuków (do 1990), Siarka Tarnobrzeg (1990-94), FC Aarau (1994-95), Legia (1995-97), Sporting Gijon (1997), Legia (1998-99), Stomil Olsztyn (1999-00), Legia (2000-03), Iraklis Saloniki (2003-04), Górnik Łęczna (2004-05), Legia (2006).
Sukcesy: mistrzostwo Polski (2002, 2006), Puchar Polski (1997), Puchar Ligi (2002), 17-krotny reprezentant Polski / 3 gole. Uczestnik mistrzostw świata w 2002 roku.
Cezary Kucharski
