Spełnione marzenie
Nelly Korda dopisała do konta najbardziej wyczekiwane zwycięstwo w dotychczasowej karierze. Liderka światowego rankingu wygrała wielkoszlemowy U.S. Women’s Open. Marzyła o tym od dziecka.
Nelly Korda z brakującym trofeum. Zdjęcia: Facebook U.S. Women’s Open
Córka słynnego Petra Kordy, mistrza Australian Open i niegdyś numeru dwa światowego tenisa, ukończyła rywalizację w legendarnym Riviera Country Club w Kalifornii z wynikiem ośmiu uderzeń poniżej normy, wyprzedzając najgroźniejsze rywalki zaledwie jednym strzałem. Dla 27-letniej golfistki ten triumf to nie tylko realizacja dziecięcego marzenia, o którym śniła od trzynastu lat, ale również potwierdzenie absolutnej dominacji w kobiecym golfie w 2026 roku. W kwietniu rozpoczęła swój marsz po być może skompletowanie Wielkiego Szlema od demolki w The Chevron Championship.
Od nastolatki do upragnionego pucharu
Zwycięstwo na polu Riviera Country Club, tym samym na którym już wkrótce toczyć będzie się walka o medale olimpijskie, miało dla niej wymiar przede wszystkim osobisty i symboliczny. Historia jej występów w U.S. Women’s Open rozpoczęła się w 2013 roku na polu Sebonack Golf Club. Korda miała wówczas zaledwie 14 lat i startowała jako wspaniale rokująca amatorka. Od tamtego debiutu, mimo seryjnego wygrywania innych prestiżowych zawodów na LPGA, to konkretne trofeum pozostawało poza jej zasięgiem, trzykrotnie zajmowała miejsca w pierwszej dziesiątce, w tym w poprzedniej edycji musiała zadowolić się dość bolesnym tytułem wicemistrzyni.
Na konferencji prasowej po odebraniu The Harton S. Semple Trophy, Amerykanka szczerze opowiedziała o presji i wewnętrznych barierach, z którymi mierzyła się przez ponad dekadę. - Oczywiście, że miałam wątpliwości – przyznała. - Nawet w połowie rundy myślałam sobie: »czy kiedykolwiek wygram?«. Zawsze masz takie wątpliwości. Myślę, że jesteś po prostu człowiekiem, jeśli je masz. Każdy w końcu je ma na jakimś etapie swojej kariery. Nie wiem, czy spadł mi jakiś ciężar z ramion, ale jestem niezmiernie dumna z mojej walki w tym tygodniu i z tego, że możesz odhaczyć na swojej liście marzenie tej małej dziewczynki - stwierdziła.
Wygrana zdjęła z jej barków ogromny ciężar oczekiwań i pozwoliła uzupełnić jedyny brakujący element wizerunku dominatorki na rodzimej ziemi. Teraz zapewne pojawi się nowe wyzwanie - Wielki Szlem, do skompletowania którego pozostaje jej „tylko” wygrana w AIG Women's Open, gdzie dwa lata temu była druga lub w Evian Championship, gdzie jej najlepszym występem było ósme miejsce 6 lat temu. Mimo, że w kobiecym golfie Szlemów jest aż pięć, to do skompletowania Wielkiego Szlema wymagane jest zdobycie tylko cztery z nich.
Od Memorial Park do Riviery
Triumf w U.S. Women's Open nie jest odosobniony – stanowi drugą część niezwykłej, wielkoszlemowej serii Kordy w tym roku. Zaledwie sześć tygodni wcześniej, pod koniec kwietnia, Amerykanka w genialnym stylu zdominowała pierwszy turniej wielkoszlemowy w tym sezonie - The Chevron Championship. Zawody te odbyły się na polu Memorial Park w Houston w Teksasie. Korda nie dała tam rywalkom najmniejszych szans. Od pierwszej rundy prezentowała niezwykle stabilnego i agresywnego golfa, co zaowocowało świetnym wynikiem końcowym -18. Zapewniło jej to wtedy druzgocącą, pięciouderzeniową przewagę nad plasującymi się na drugim miejscu Patty Tavatanakit z Tajlandii oraz Chinką Yin Ruoning.
Wygrana w Houston, za którą Korda zainkasowała 1,35 miliona dolarów, pozwoliła jej powrócić na pierwsze miejsce na świecie, spychając z piedestału Tajlandkę Jeeno Thitikul, i dała mentalne paliwo do walki w kolejnych miesiącach. Wygrywając najpierw The Chevron Championship, a następnie U.S. Women's Open, Nelly dokonała wyczynu, który w kobiecym golfie zdarza się niezwykle rzadko. Została pierwszą Amerykanką od 1986 roku - od czasów Pat Bradley, oraz pierwszą zawodniczką na świecie - od 2013 roku, gdy sztuki tej dokonała Koreanka Inbee Park, która wygrała dwa pierwsze turnieje wielkoszlemowe w jednym roku kalendarzowym.
Dramaturgia w Kalifornii
O ile zwycięstwo w Teksasie było pokazem ogromnej dominacji, o tyle niedzielny finał na polu Riviera przyniósł gigantyczną presję i walkę do samego końca. Losy tytułu rozstrzygnęły się dosłownie podczas jej ostatniego uderzenia na ostatnim dołku turnieju. Wkraczała na start osiemnastego dołka jako liderka, potrzebując tylko i aż staromodnego para do przypieczętowania sukcesu. Po fantastycznym uderzeniu z tee oraz pewnym posadzeniu piłki na greenie, dziesięć metrów od flagi, po wykonaniu pierwszego putta, musiała drugim trafić do dołka, żeby sięgnąć po upragniony tytuł bez dogrywki.
Jednak w takim momencie 86 centymetrów, z których miała wtoczyć piłkę do dołka, naprawdę przestaje być formalnością. Ostatnie zagranie o mały włos nie zamieniło się w katastrofę, po tym jak piłka nie potoczyła się idealnie w środek dołka, lecz złapała lewą krawędź i wykonała dramatyczny, a zarazem spektakularny obrót o 180 stopni. Przez ułamek sekundy zamarła Nelly i zamarli kibice, jednak po chwili grawitacja przejęła kontrolę i ostatecznie wessała piłkę do środka dołka! Korda zasłoniła twarz dłonią, a chwilę później utonęła w objęciach swojego caddiego. - To zwycięstwo smakuje jeszcze bardziej słodko, zwłaszcza po tym, jak piłka wykonała ten szalony wir na samym końcu – podsumowała z uśmiechem mistrzyni.
Smakiem musiały obejść się zajmujące drugie miejsce, Angielka o polskich korzeniach - Charley Hull i Meksykanka Gaby López.
Na celowniku
Sukcesy z kwietnia i czerwca wywindowały statystyki Nelly Kordy na poziom zarezerwowany dla legend dyscypliny. Z potężnej puli nagród, opiewającej na 12,5 mln dolarów, odebrała w Kalifornii czek na miłą dla oka sumę 2,5 miliona. W połączeniu z wygraną w The Chevron, jej zarobki z samych turniejów wielkoszlemowych w tym roku przekroczyły już 3,8 miliona. Wygrana na polu Riviera to jej czwarty tytuł wielkoszlemowy w karierze, po Women's PGA Championship z 2021 roku oraz dwóch tytułach The Chevron z lat 2024 i 2026.
Została najmłodszą amerykańską golfistką od 1960 roku, od czasów legendarnej Mickey Wright, która zdołała zgromadzić cztery tytuły wielkoszlemowe. Było to jej dziewiętnaste zwycięstwo LPGA, a zarazem czwarte w tym sezonie. Mimo tak młodego wieku do uzyskania automatycznego członkostwa w Galerii Sław Kobiecego Golfa - LPGA Hall of Fame - brakuje jej teraz zaledwie dwóch punktów w oficjalnym systemie kwalifikacji. W tej dekadzie odniosła więcej zwycięstw w turniejach wielkoszlemowych niż jakakolwiek inna zawodniczka i ma jeszcze szansę na powiększenie swojego dorobku w nadchodzących miesiącach, podczas KPMG Women's PGA Championship pod koniec czerwca, a następnie Evian Championship w lipcu i AIG Women's Open na przełomie lipca i sierpnia.
- Szczerze mówiąc, nigdy tak naprawdę nie myślałam o spuściźnie mojej kariery – przyznała. - Po prostu uwielbiam rywalizację i uwielbiam być w takiej sytuacji, kiedy czasami mam dużą przewagę przed niedzielą – albo jestem na prowadzeniu – i muszę się z całych sił starać - dodała.
Ten sezon już jest wybitny, a może być jeszcze lepiej. Mimo aż siedmiu uderzeń straty po pierwszej nerwowej rundzie 73, kolejno wyczarowane 67,67 i 69 uderzeń, potwierdziły, że Nelly Korda potrafi rzucić się w szaleńczą pogoń, wytrzymać potężną presję i wyszarpać wymarzone trofeum, które było na celowniku jeszcze na początku jej sportowej drogi.
Kasia Nieciak
Chwila wielkiego szczęścia.
W drodze po kolejne trofeum.
