Nieoczekiwana zamiana miejsc

Opuszczając saudyjską ligę LIV Golf tuż przed świętami, Brooks Koepka zszokował świat. Kilka dni temu PGA Tour przyjął go z otwartymi ramionami!

Brooks Koepka wraca do swoich korzeni. Zdjęcia Facebook Brooksa Koepki

Kiedy w czerwcu 2022 roku zdecydował się na przejście do wywrotowej ligi, był jedną z największych gwiazd światowego golfa decydującą się na ten krok. Wcześniej, w rekordowym czasie trzech lat, zdążył wywalczyć cztery turnieje wielkoszlemowe, ustanawiając niesłychaną serię, w której obronił tytuł mistrza US Open w 2018 roku i PGA Championship w 2019.

Łagodny rozwód

Czas, w którym zdecydował się na odejście z PGA Tour, nie był jego najlepszym. Zmagał się z kontuzjami i kryzysem formy. Niepewny swojej gry, zmęczony napiętym grafikiem PGA Tour, dał się skusić Saudyjczykom, wabiony gigantycznymi pieniędzmi i perspektywą rozgrywania zaledwie kilkunastu turniejów w roku. Mimo opuszczenia PGA Tour i potężnego spadku w rankingu światowym udowodnił, że wciąż potrafi zadziwiać niezwykłą umiejętnością sprężania w najważniejszej chwili. W maju 2023 roku na polu Oak Hill sięgnął po piąty Major, po raz trzeci wyszarpując tytuł mistrza PGA Championship! Dostał się dzięki temu do elitarnego grona dwudziestu zawodników, którzy zdobyli co najmniej 5 tytułów wielkoszlemowych w karierze i został trzecim graczem z trzema lub więcej pucharami PGA Championship w erze stroke play, dołączając do Jacka Nicklausa i Tigera Woodsa. Został też pierwszym zawodnikiem LIV, triumfującym w turnieju Wielkiego Szlema, a kilka miesięcy później w Rzymie pierwszym członkiem saudyjskiej ligi w Ryder Cup. Poza gigantycznym kontraktem za dołączenie do LIV, opiewającym na jakieś 125 milionów dolarów, w turniejach zarobił dodatkowo około 40 milionów, podczas czterech sezonów zwyciężając pięciokrotnie. Oficjalnym powodem niedawnego rozstania z LIV były sprawy rodzinne, chciał spędzać więcej czasu z żoną i 2-letnim synem w USA, a mocno międzynarodowy grafik LIV tego nie ułatwiał. Jego kontrakt miał zakończyć się dopiero po sezonie 2026 - negocjacje „rozwodowe” były niezwykle skomplikowane, zwłaszcza że był on kapitanem i współwłaścicielem drużyny Smash GC. Okazało się, że można się dogadać i Brooks stał się przed Nowym Rokiem wolnym strzelcem.

Gigant przechwycony

Wszyscy zastanawiali się, co będzie dalej? Wydawało się, że na PGA Tour będzie można go oglądać najwcześniej za rok, po swoistej „kwarantannie”, jaką narzuci mu liga, w czasie której powinien gorzko żałować za „grzechy”. Nic bardziej mylnego. Odpowiedź była natychmiastowa i wprawiła wielu w osłupienie. Już 12 stycznia „Brooksy” poinformował w mediach społecznościowych, że wraca na PGA Tour! „Chcę podziękować mojej rodzinie i zespołowi za nieustające wsparcie na każdym etapie mojej kariery zawodowej. Jako dziecko marzyłem o rywalizacji w PGA Tour i dziś z równą radością ogłaszam, że do niego wracam” – napisał, być może dla pewności dwukrotnie w jednym zdaniu wymieniając gdzie powróci – tak, żeby łatwiej było się połapać. „Bycie bliżej domu i spędzanie większej ilości czasu z rodziną sprawia, że ta szansa jest dla mnie szczególnie ważna. Wierzę w kierunek, w którym zmierza PGA Tour, z nowym kierownictwem, nowymi inwestorami i programem kapitałowym, który daje graczom znaczący udział w spółce. Rozumiem również, że z tą decyzją wiążą się kary finansowe i akceptuję je. Na koniec chciałbym podziękować kibicom. Wasze wsparcie znaczy dla mnie dziś więcej niż kiedykolwiek wcześniej i nie mogę się doczekać, aż zobaczę was wkrótce na Farmers Insurance Open i WM Phoenix Open”.

Czy ruszy lawina?

Zgodnie z umową powrotną Koepka nie może w tym sezonie otrzymywać żadnych płatności z programu FedEx Cup Bonus Program i nie będzie mógł przez następne pięć lat otrzymywać udziałów w programie Player Equity Program. W bardzo dużym uproszczeniu program ten nagradza finansowo członków PGA Tour za zainteresowanie, jakie generują swoją osobą, a w przypadku Koepki może to być nawet około 80 milionów dolarów! Na prośbę PGA Tour Brooks zobowiązał się również przekazać darowiznę na cele charytatywne w wysokości 5 milionów dolarów – co zważywszy na jego gigantyczne zarobki w LIV, wydaje się kwotą mocno symboliczną. To ogromna zmiana w polityce ligi, która wcześniej informowała graczy, że będą musieli odbyć co najmniej roczne zawieszenie za rywalizację w LIV. Sprawa Brooksa wywróciła wszystko do góry nogami. Liga stwierdziła, że warto zmienić zasady i sięgnąć po zawodnika takiego formatu. Mało tego, rozszerzyła ofertę dla kilku innych graczy, błyskawicznie przygotowując odpowiednie rozwiązanie, które pozwoli trzem kolejnym gagatkom z LIV, pójść w ślady Koepki. „Do Programu Powracających Członków kwalifikują się tylko gracze, którzy nie grali w TOUR przez co najmniej dwa lata i wygrali THE PLAYERS Championship, Masters Tournament, PGA Championship, U.S. Open lub The Open Championship w sezonach 2022-2025”. Te kryteria spełniają jeszcze tylko: Jon Rahm, Cameron Smith i Bryson DeChambeau, którym dano zielone światło na powrót. Jak stwierdza liga, oferta „może” przestać obowiązywać po drugim lutego 2026 roku, a więc dzień przed pierwszym turniejem LIV nowego sezonu. Inauguracja rozgrywek LIV odbędzie się w Rijadzie, a Adrian Meronk będzie bronił tam tytułu.

Karuzela finansowa

Cała trójka „wybrańców” mniej lub bardziej stanowczo odrzuciła propozycję PGA Tour. Hiszpański „Rahmbo”, który – jak jest to szacowane – wynegocjował od LIV niewyobrażalne 500-600 milionów dolarów, zasygnalizował, że nie planuje opuszczać Saudyjczyków. Stwierdził, oczywiście słowem nie wspominając o motywacji finansowej, że jest „skupiony na lidze i swoim zespole w tym roku ” i ma nadzieję na obronę tytułu mistrzowskiego ze swoją drużyną. Dodał, że życzy Brooksowi wszystkiego najlepszego. Australijczyk Cam Smith, którego kontrakt opiewa na zbliżoną do kontraktu Brooksa kwotę, stanowczo oświadczył, że „podjął decyzję” i „zostanie w LIV na lata”. Podkreślił, że jest zadowolony ze swojego obecnego położenia życiowego i zawodowego, które pozwala mu spędzać więcej czasu w domu i nie zamierza tego zmieniać. Amerykanin Bryson DeChambeau podkreślił, że ma ważną umowę z LIV, która obowiązuje do końca 2026 roku. Stwierdził, że jest bardzo podekscytowany nadchodzącym sezonem i swoimi zobowiązaniami. Mimo tej ekscytacji, nie zadeklarował, czy zostanie w LIV na sezon 2027. To właśnie on jest najbardziej zadowolony z całego zamieszania. Jego kontrakt, również szacowany na około 125 milionów wygasa z końcem sezonu. Korzystając z zamieszania i tego, że po odejściu Brooksa, jego akcje wystrzeliły pod sufit, wiele wskazuje na to, że już pertraktuje z Saudyjczykami nową umowę, podobno na abstrakcyjne dla zwykłego śmiertelnika 500 milionów. „LIV dostrzega wartość w moim zatrudnieniu. Wiedzą też, ile jestem dla nich wart” – prężył muskuły Bryson. „Znam swoją wartość w ujęciu globalnym. Jestem niesamowicie podekscytowany tym, co przyniesie przyszłość. Ale nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Życie rzuca kłody pod nogi i widzieliśmy to po odejściu Brooksa z LIV”. Ciekawe, czy przyparta do ściany liga, która może stracić swojego największego gwiazdora, nagnie się do tych wzbudzających mieszane uczucia żądań finansowych.

Abstrahując od wszystkiego, czy tak niewyobrażalnie pieniądze w sporcie w ogóle mają sens?

Kasia Nieciak

Mały Brooks – to zdjęcie dołączone było do oświadczenia o powrocie na PGA Tour

Gigant golfa

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się