Ozłocić Harry'ego Kane'a!
Cóż za niezwykły mecz! Anglicy przez większość czasu musieli gonić wynik i… dogonili.
Harry Kane strzela gola dającego awans Anglii. Fot. PAP/EPA
Choć Kongo anonsowało ustawienie 4-4-2, selekcjoner Anglików Thomas Tuchel przewidywał, że rywale skopiują jednak sposób gry Ghany przeciw nim - czyli 4-5-1. Afrykanie nie zdecydowali się jednak na ultradefensywne ustawienie i… zaskoczyli Anglików! Już w 7 min Noah Sadiki zabrał za sobą środkowych angielskich obrońców, a niepilnowany Brian Cipenga świetnie z lewej uderzył w bliższy róg, a Jordan Pickford dał się zaskoczyć. To był debiutancki gol piłkarza z II ligi hiszpańskiej.
Kongijczycy dalej atakowali, widać było w ich poczynaniach furię i pasję: Yoane Wissa, występujący na co dzień w Newcastle, próbował głową strzelać na bramkę… leżąc! Do pierwszej przerwy na picie Kongijczycy mieli większe posiadanie piłki! Anglicy byli w szoku…
Cudowne rękawice
Anglicy otrząsnęli się i zaczęli atakować. Szybko przekonali się, że nie będzie łatwo; okazało się, że bramkarz Lionel Mpasi był w rewelacyjnej wręcz formie. Najpierw świetnie obronił strzał Jude’a Bellinghama. Z kolei obrońca urodzony w aglomeracji Londynu, Aaron Wan-Bissaka, na co dzień grający w West Ham, wybił piłkę sprzed linii bramkowej po strzale Markusa Rushforda. Afrykanie nie zamierzali wpadać w panikę, to nie są przecież piłkarze z kongijskiej dżungli, którzy świata nie widzieli, a często z mocnych europejskich klubów. Steve Kapuadi z Widzewa załapał się tylko na ławkę.
Tuż przed przerwą Kongijczycy powinni prowadzić 2:0, ale w idealnej sytuacji Wissa trafił w słupek. Po kontrataku Harry Kane upadł w polu karnym, ale sędzia nie miał wątpliwości. – Nurkowałeś, kolego... – pokazał charakterystycznym gestem Anglikowi. Kolejnych cudów w bramce dokonywał Mpasi, kolejny Lionel, który w trakcie tych mistrzostw jest w rewelacyjnej formie!
Dzięki, Harry, że jesteś!
W drugiej połowie było oczywiste, że szturm Dumnych Synów Albionu będzie narastał, jednak Mpasi ustawił za sobą w bramce niewidzialne kongijskie demony, które wybijały, odbijały, łapały…
Do czasu. Kwadrans przed końcem niezawodny Harry Kane doprowadził do wyrównania. Piłkę po jego strzale głową (centrował rezerwowy Anthony Gordon) cudowny Mpasi wprawdzie dotknął, ale nie był już w stanie jej wybić. Kilka chwil przed końcem napastnik Bayernu Monachium fantastycznym strzałem pod poprzeczkę przełamał opór Kongijczyków. Kane to kolejny piłkarz, który ma szansę stać się ikoną tego mundialu. Akcje bramkowe w jego wykonaniu były fantastyczne!
Biedne Kongo... Nie jest już jądrem ciemności, czeka na zwieńczenie nowej opowieści. Gdyby Joseph Conrad żył, pewnie w szaleńczym entuzjazmie napisałby tę kontynuację.
(pacz)
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ Anglia – DR Konga 2:1 (0:1)
0:1 – Cipenga, 7 min, 1:1 – Kane, 74 min, 2:1 – Kane 86 min
ANGLIA: Pickford – Spence (71. Eze), Konsa, Guehi, O’Reilly – Madueke (61. Saka), Anderson, Rice (90. Stones), Bellingham, Rushford (61. Gordon) – Kane. Trener Thomas TUCHEL.
DRK: Mpasi – Bissaka, Tuanzebe, Mbemba, Masuaku (88. J. Kayembe) – Moutoussamy (88. Mayele), Mukau, Sadiki (76. E. Kayembe), Mbuku (64. Elia) - Wissa, Cipenga (76. Bongonda). Trener Sebastien DESABRE.
Sędziował Akham Makhadmeh (Jordania). Żółte kartki: Bellingham (19. faul), Konsa (66. faul), Eze (71. faul) – Sadiki (28. faul). Widzów 75 316. Piłkarz meczu - Harry KANE.
