Orły ze skrzynkami na grzbiecie
Dziś Albania zaprasza do siebie turystów, jest na liście ulubionych kierunków m.in. Polaków. Przez dekady – trzymana żelazną ręką przez komunistycznego dyktatora, Envera Hoxhę (Hodżę w polskiej traskrypcji) – była jednak najbardziej zamkniętym krajem Europy.
W albumie Kazimierz Trampisz (stoi czwarty z lewej) przechował też fotkę z wyprawy roku 1953 do Albanii. Fot. archiwum K. Trampisza
Przytaczaliśmy już na naszych łamach wspomnienia Jana Urbana, który gościł z Biało-czerwonymi w Tiranie w ramach eliminacji MŚ 1986. Z albańskiego krajobrazu – obecnie podziwianego przez setki tysięcy wypoczywających – on zapamiętał jedynie ponure bunkry, których tysiące rozsiano po całym kraju. To był wyraz chorobliwego przekonania wspomnianego satrapy o nieuchronności wojny między wschodem (Układem Warszawskim) i zachodem (NATO); schrony miały wówczas ochronić znaczącą część mieszkańców najbiedniejszego chyba państwa Starego Kontynentu.
Santosa wysłali na zieloną trawkę
Piłkarsko Albania też traktowana była jako kopciuszek. I de facto nim była: wciąż jeszcze nie ma na koncie awansu na mundial (i... niech tak na razie zostanie)! Natomiast dwukrotnie (2016, 2024) zagrała w finałach Euro, choć poza fazę grupową jeszcze nie wyszła. Polacy mają z tym rywalem korzystny bilans spotkań (patrz niżej), choć wygrane nigdy nie przychodziły im łatwo.
Zresztą to właśnie Albańczycy jednak w poprzednim cyklu eliminacji do ME „wysłali” Biało-czerwonych do baraży, wygrywając polską grupę kwalifikacyjną. Odnieśli też – po 70 latach – drugie zwycięstwo w oficjalnym spotkaniu z Polską. Mamy je jeszcze świeżo w pamięci, po tej porażce Orłów z pracy z nimi wyrzucony został Fernando Santos.
Tydzień na „Transylwanii”
Z całego zestawu polsko-albańskich konfrontacji – nie ku przestrodze, ale raczej z barwności opowieści – wybraliśmy jedyną przez długie dekady wpadkę naszej kadry. To była końcówka roku 1953, a wyprawa nad Adriatyk zabrała Polakom... miesiąc. Dlaczego? Opowiedział mi o tym nieżyjący już Kazimierz Trampisz.
– Tito, prezydent Jugosławii, odwrócił się od komunistów i nie chciał przepuszczać „bratnich” samolotów przez swoje terytorium. Więc myśmy musieli zrobić tak: wsiadać tutaj w pociąg do Konstancy (port w Rumunii – dop. aut.). Tam się przesiadaliśmy na statek „Transylwania” i płynęliśmy przez Morze Czarne, Bosfor, Dardanele i korytarz przez Grecję na Adriatyk, do portu w Durres. A stamtąd już drogą lądową do Tirany. To wszystko trwało bardzo długo (ponad tydzień – dop. aut.) – przekazywał ze śpiewnym kresowym akcentem dwukrotny mistrz Polski w barwach Polonii. To było swego rodzaju uzasadnienie porażki, bo niemal przez tydzień, na pokładzie statku, nasi ani przez moment nie dotknęli piłki!
Pomarańczowa układanka
Po przegranej w Tiranie, obie ekipy zmierzyły się jeszcze dwa razy. I choć składy były niemal identyczne, w oficjalnych rejestrach tych meczów nie ma. Gospodarze grali bowiem najpierw pod szyldem „Tirana”, potem zaś „Skhodra”. Goście z Polski ukrywali się zaś pod nazwami „Warszawa” i... „Stalinogród” (przez trzy lata taką nazwę nosiły Katowice po śmierci sowieckiego dyktatora). I tu już nie było wątpliwości: po naszej stronie zanotowano wygrane 4:1 i 2:0.
Clou całej wyprawy z jednego biednego kraju do drugiego kryło się jednak w czymś innym. – W Albanii tamtejsza pani minister sportu kazała nam zbić skrzynki drewniane na owoce. Za diety, które dostaliśmy, mogliśmy sobie kupić pomarańcze, figi i migdały; ułatwiono nam dostęp do nich – wspominał po dekadach Trampisz. – Ja kupiłem coś 10 czy 12 kilogramów pomarańczy, podobnie jak inni. Skrzynki stały potem na pokładzie statku wracającego do Konstancy; jedna na drugiej. Każda była podpisana, więc jak niektórzy zobaczyli, że ich stoi na samym dole, to w nocy je przekładali na górę, żeby owoce miały powietrze – o „owocowej układance” pan Kazimierz opowiadał z uśmiechem. Podobnie jak o finale tej eskapady.
Rarytas wigilijny
– Kiedy przyjechaliśmy w końcu pociągiem do Katowic – Gerard Cieślik, Gerard Suszczyk i ja – wzięliśmy te skrzynki na plecy i wyłaziliśmy z nimi z wagonu na peron jak tragarze. Wyobraża pan to sobie? Reprezentacja Polski przyjechała i skrzynki taszczy! Ale matka się ucieszyła, bo to była Wigilia, a pomarańcze były rarytasem. Można było na świąteczny stół położyć!
Dariusz Leśnikowski
Mecze Polaków z Albańczykami
1. Warszawa, 6.11.1949: Polska – Albania 2:1 (Cieślik, Kohut - Borici) – tow.2. Tirana 1.05.1950: Albania – Polska 0:0 – tow.
3. Tirana 29.11.1953: Albania – Polska 2:0 (Borici, Resmja)– tow.
4. Chorzów 14.10.1970: Polska – Albania 3:0 (Gadocha, Lubański, Szołtysik) – el. ME
5. Tirana 12.05.1971: Albania – Polska 1:1 (Zhega - Banaś) – el. ME
6. Mielec 31.10.1984: Polska – Albania 2:2 (Smolarek, Pałasz – Omuri, Kola) – el. MŚ
7. Tirana 30.05.1985: Albania – Polska 0:1 (Boniek) – el. MŚ
8. Chorzów 19.10.1988: Polska – Albania 1:0 (Warzycha) – el. MŚ
9. Tirana 15.11.1989: Albania – Polska 1:2 (Kushta - Tarasiewicz, Ziober) – el. MŚ
10. Szczecin 29.05.2005: Polska – Albania 1:0 (Żurawski) – tow.
11. Reutlingen 27.05.2008: Albania – Polska 0:1 (Żurawski) – tow.
12. Warszawa 2.09.2021: Polska – Albania 4:1 (Lewandowski, Buksa, Krychowiak, Linetty - Cikalleshi) – el. MŚ
13. Tirana 12.10.2021: Albania – Polska 0:1 (Świderski) – el. MŚ
14. Warszawa, 27.03.2023: Polska – Albania 1:0 (Świderski) – el. ME
15. Tirana, 10.09.2023: Albania – Polska 2:0 (Asani, Daku) – el. ME
Bilans: 15 meczów – 10 zwycięstw Polski, 3 remisy, 2 wygrane Albanii; bramki 20:10
