Ogromny komplement
Bartosz Nowak po odpadnięciu z Rakowem Częstochowa czuł, że więcej GKS nie mógł zrobić.
Bartosz Nowak (w środku) zaliczył asystę i wywalczył rzut karny w półfinale Pucharu Polski. Fot. PAP/Waldemar Deska
GKS KATOWICE
Po wyczerpującym meczu, z wieloma zwrotami akcji, który zakończył się porażką GKS-u Katowice z Rakowem Częstochowa w rzutach karnych, z podniesioną głową z murawy schodził Bartosz Nowak. Ofensywny pomocnik miał poczucie dobrze wykonanego zadania, przekazując, że GieKSa zrobiła wszystko, co tylko się dało, żeby wygrać. – Nie możemy mieć do siebie żadnych pretensji. Wracaliśmy do tego meczu dwa razy. A rzuty karne egzekwuje się po 120 minutach meczu, gdy dochodzi zmęczenie, a o przyszłości decyduje jeden strzał. Ostatnio z Widzewem to my wygraliśmy w karnych. Z Rakowem się to nie udało – powiedział po spotkaniu 32-latek. Zapytaliśmy go, co wydarzyło się w nieco ponad 20 minut od rozpoczęcia drugiej połowy, gdy GKS stracił trzy gole, wypuszczając z rąk dwubramkową przewagę, wypracowaną w pierwszej odsłonie. - Emocjonalnie weszliśmy w drugą połowę. Poszliśmy na wymianę ciosów, na walkę, a Raków to drużyna silna fizycznie i gotowa na taki scenariusz. Daliśmy rywalom szybko wrócić do meczu. Taka jest piłka. My chcieliśmy się wybronić, oni chcieli nas atakować. Mecz był bardzo równy. Na boisku zaprezentowały się dwie równorzędne drużyny, co jest ogromnym komplementem dla nas. Gratulacje dla wszystkich związanych z GieKSą. Fajnie jest przeżywać takie emocje. Sądzę, że dobrze jest być kibicem naszego zespołu, nawet po takiej porażce – przekazał najlepszy strzelec katowickiej drużyny w tym sezonie.
Kacper Janoszka
