Ogromna duma
Zespół Rafała Góraka wytrzymał presję i zagra w półfinale Pucharu Polski.
Moment euforii po serii rzutów karnych. Fot. PAP/Art Service
PUCHAR POLSKI
GKS Katowice jest w półfinale Pucharu Polski. To zdanie, którym przez najbliższe dni będą żyli jego kibice. Droga do tego etapu nie była łatwa. Katowiczanie trzykrotnie mierzyli się z zespołami z ekstraklasy. Rozegrali tylko jeden mecz z rywalem z niższego szczebla rozgrywkowego – z pierwszoligowym ŁKS-em.
Mimo to byli niepowstrzymani i potwierdził to także miniony wtorek, gdy przy Nowej Bukowej zameldował się Widzew Łódź, zespół z ogromnym potencjałem i głodem zwycięstw. To drużyna, w którą zainwestowano dziesiątki milionów złotych, a i tak nie była w stanie poradzić sobie ze zmotywowanymi Katowiczanami! Jasne, Widzew grał lepiej, ale kto o tym będzie pamiętał po latach? Zapamiętany zostanie tylko rezultat – zwycięstwo gospodarzy po serii rzutów karnych.
GieKSa zagrała mądrze, wystarczająco dobrze, żeby awansować do kolejnej fazy. – Zbieramy owoce naszej pracy! Wszystko jest przed nami, a fakt, że zagramy w półfinale Pucharu Polski, napawa mnie ogromną dumą – powiedział po meczu trener GKS-u Rafał Górak.
Cóż, fakty są takie – choć na razie w Katowicach głośno o tym nie mówią – że ekipę ze stolicy województwa śląskiego dzielą tylko dwa mecze od gry w europejskich pucharach! A wydaje się, że drużynie nic nie brakuje. Ma dobrego bramkarza, Rafała Strączka, który został bohaterem, broniąc rzut karny Frana Alvareza, szczelną linię obrony i fantastycznego zawodnika ofensywnego Bartosza Nowaka, który znów zachwycił, pokonując Bartłomieja Drągowskiego z 11 metrów strzałem w stylu Antonina Panenki.
Z kolei Widzew może już spisać sezon na straty. Gra w Pucharze Polski miała być zadośćuczynieniem za słabą postawę w lidze. Tymczasem Łodzianie już odpadli z rozgrywek, a ich los w ekstraklasie dalej jest niepewny. Złość kibiców jest więc całkowicie zrozumiała.
– Jesteśmy rozczarowani. Nie sprostaliśmy oczekiwaniom fanów. To trudny moment, ale jestem dumny z zespołu, z jakości, jaką zaprezentował. Rzuty karne to loteria, a niewykorzystane „jedenastki” to część futbolu – powiedział trener Widzewa Igor Jovicević.
Trudno jednak przejść obojętnie wobec tego, że chorwacki szkoleniowiec w żaden sposób nie pomógł zespołowi w serii rzutów karnych. W dogrywce ściągnął z boiska Sebastiana Bergiera, człowieka, który pięciokrotnie w tym sezonie uderzał z „wapna” i pięć razy trafił. Wprowadził za to na boisko Mariusza Fornalczyka, który jest w słabej formie. W każdym meczu za wszelką cenę chce trafić do siatki, żeby się odblokować, ale nie jest w stanie tego zrobić. Ten sam Fornalczyk na koniec rywalizacji, pod presją, uderzył wysoko ponad poprzeczką i GieKSa mogła świętować. Później schodził do szatni ze łzami w oczach. Czy to wina piłkarza, czy może trenera, który źle zdiagnozował, czego potrzebuje jego drużyna w kluczowym momencie?
Kacper Janoszka
