Ogniste derby na remis

Gdyby nie Kacper Siuta, Zagłębie w konfrontacji z Polonią nie zdobyłoby punktów.

W 61. ligowym meczu drużyn z Sosnowca i Bytomia nikt się nie oszczędzał... Fot. Polonia Bytom

Oba zespoły spotkały się po 10-letniej przerwie. Spotkanie odwiecznych rywali cieszyło się sporym zainteresowaniem, stąd nie dziwi rekord frekwencji bieżącego sezonu w Sosnowcu. Na ArcelorMittal Park zawitała także 800-osobowa grupa kibiców gości. Na trybunach było gorąco - dosłownie i w przenośni - od pierwszego do ostatniego gwizdka. Można nawet wysnuć tezę, że gdyby nie ognisto-dymne fajerwerki, za które oba kluby zapłacą zapewne słone kary, spotkanie nie trzymałoby w napięciu do końcowych minut.

Za faworyta uchodzili bytomianie i to oni od początku byli stroną dominującą. Zagłębie schowane za podwójną gardą ograniczało się do obrony i nielicznych kontr. I właśnie po jednej z nich wyszli na prowadzenie. Debiutancką bramkę w sosnowieckich barwach zdobył Piotr Marciniec, który wbiegł w pole karne i precyzyjnym uderzeniem posłał piłkę do siatki. Wcześniej Andrzej Niewulis przymierzył w poprzeczkę i to by było na tyle, jeśli chodzi o ofensywę w wykonaniu miejscowych. Polonia okazji miała znacznie więcej, ale za każdym razem na drodze stawał Kacper Siuta, który bronił jak w transie. W 39 min goście cieszyli się gola, ale sędzia dostrzegł faul Szymona Michalskiego na Siucie i gola nie uznał.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Polonia dążyła do wyrównania, ale Zagłębie dobrze się broniło. Na niespełna kwadrans przed końcem goście dopięli swego. W polu karnym przytomnie zachował się Konrad Andrzejczak, który przy bierniej postawie Roko Kurotvicia z bliskiej odległości doprowadził do wyrównania. Goście zapewne zamierzali pójść za ciosem, ale przeszkodzili im ich kibice, którzy odpalili race, ograniczając widoczność do minimum, a to oznaczało przerwę w grze. Nieprzewidziany postój ewidentnie pomógł gospodarzom, które po straconej bramce mogło odetchnąć i skorygować taktykę. Żądni gry poloniści ze złością mogli z kolei obserwować, jak ich fani bezmyślnie rzucają kolejne race w stronę sympatyków z Sosnowca. Niecierpliwili się kibice, niecierpliwili sędziowie, którzy zagrozili, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, mecz zostanie przerwany i zakończy się walkowerem dla Zagłębia. W końcu grupa piłkarzy Polonii podbiegła do kibiców i poprosiła o zakończenie zabawy z ogniem oraz gorący doping. Ten wrócił, ale wynik się nie zmienił, choć obie strony miały szanse. Za błąd w defensywie mógł się „odkuć” Kurtović, ale piłka otarła się o słupek.

Po dwóch z rzędu porażkach u siebie sosnowiczanie zapunktowali, ale był to ich 5. kolejny mecz bez wygranej. Z kolei dla Polonii to pierwszy w tym sezonie remis.

- Po to się gra w piłkę, żeby brać udział w takich meczach, atmosfera była na najwyższym poziomie. Liczyłem, że uda mi się zachować czyste konto, bo do momentu straty bramki właściwie nie popełniłem błędu. Przy straconym golu wszystko działo się bardzo szybko... Spodziewałem się, że rywale pójdą za ciosem, ale sytuacja na trybunach trochę wytrąciła ich z rytmu. Czy to był najlepszy mecz w moim wykonaniu? Myślę, że ten najlepszy dopiero przede mną - uśmiechnął się bohater spotkania, Kacper Siuta.

Krzysztof Polaczkiewicz

63 MINUTY trwała druga połowa meczu. To efekt pirotechnicznych pokazów kibiców Polonii i przerw nimi spowodowanych.


GŁOS TRENERÓW

Łukasz TOMCZYK: - Pierwsza połowa była całkowicie pod nasze dyktando. Operowaliśmy piłką na połowie przeciwnika, mieliśmy dobre akcje i nieuznaną bramkę, która z naszej perspektywy była prawidłowa. Spodziewaliśmy się, że będzie to rwane spotkanie. Rywal w każdym momencie wybijał nas z rytmu, kibice też robili przerwy i to powodowało, że traciliśmy płynność. Możemy żałować, bo na naszej energii poszlibyśmy po drugiego...

Marek SAGANOWSKI: - Nie do końca jestem zadowolony z wyniku, bo graliśmy u siebie, przy cudownej publiczności i chcieliśmy zwyciężyć. W pierwszej połowie Polonia miała więcej z gry, ale to my stwarzaliśmy sytuacje, z których powinniśmy zdobyć przynajmniej jedną bramkę. Oba zespoły są w różnych fazach budowy. Chcieliśmy przeprowadzać kontrataki i jeden przyniósł nam gola. Wydarzenia na trybunach czasami pomagają, czasami przeszkadzają, aczkolwiek nasi kibice byli tym razem fenomenalni i w imieniu całej drużyny im dziękuję. Było widać momenty, w których publika niosła i właśnie tego sobie od niej życzymy.