Ofiary spadków
KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek
Skąd w ogóle taka analogia z Rakowem? Bo dla Michała Świerczewskiego, gdy Raków był jeszcze w pierwszej lidze, drużyna z Niepołomic stała się… inspiracją. Puszcza grała wtedy w czubie I ligi, a właściciel Rakowa miał stwierdzić: skoro oni tutaj naprawdę myślą o ekstraklasie, to my musimy mierzyć w mistrzostwo Polski! Finalnie oba kluby zrealizowały swoje cele. Częstochowianie w 2023 sięgnęli po tytuł, a Puszcza w tym samym sezonie sensacyjnie weszła do ekstraklasy, w barażach demolując m.in. Wisłę Kraków.
Puszcza pograła dwa sezony w elicie, spadła w 2025 i chyba znudziła się lokalnym władzom i części kibiców. To niestety bardzo typowy przypadek klubu, który niespodziewanie i bez planu wdrapał się na sam szczyt. Po chwilowym zachwycie następuje spadek, który bywa bardzo bolesny i często nie kończy się na jednej lidze w dół. Gmina Niepołomice nie chce dłużej łożyć na Puszczę i usilnie szuka inwestora, na co szanse przy obecnej wartości marketingowej zespołu oraz miejscu w tabeli są praktycznie zerowe. Trener Tomasz Tułacz, który jest najdłużej pracującym szkoleniowcem w jednym miejscu, kilka tygodni temu zapowiadał, że klub nie jest w stanie istnieć w obecnej formie i przestrzegał, że jeśli szybko nie nastąpią radykalne zmiany, to może być bardzo źle. Na razie żadne ruchy nie miały miejsca, a Żubry ugrzęzły na dnie. Widoków na poprawę nie widać, a druga liga jest już coraz szerzej na horyzoncie. A stamtąd już bardzo krótka droga do zejścia na poziom amatorski.
Skra Częstochowa tydzień temu świętowała swoje 100-lecie w kiepskiej scenerii siódmego poziomu rozgrywek. A przecież jeszcze trzy lata temu była w pierwszej lidze. Podobieństwa same się nasuwają? Nie życzymy Puszczy pójścia tą drogą…
