Ofensywna bezsilność

Przewaga Barcelony stopniała do zera. Porażka z Leganes była niezwykle bolesna dla piłkarzy z Katalonii.

Pomimo wielu prób Robert Lewandowski nie potrafił powiększyć swojego dorobku bramkowego. Fot. PAP/EPA

W sobotę Real Madryt zremisował z Rayo Vallecano. Sądzono więc, że „Duma Katalonii” odskoczy „Królewskim”. Tymczasem Barcelona nieoczekiwanie przegrała z Leganes i to przed własną publicznością. 

Co z tego, że stworzyła mnóstwo okazji i powinna wygrać, skoro Leganes skutecznie się broniło. Robert Lewandowski powinien w weekend zdobyć hat trick, potrafił czarować techniką - tak było w 34 minucie, gdy w ekwilibrystyczny sposób przyjął podanie Pedriego, ale w pojedynku z bramkarzem trafił wprost w niego. Barcelona miała przewagę, była zespołem lepszym, ale nie miało to żadnego znaczenia. Przyjezdni spod Madrytu już w 4 minucie wyszli na prowadzenie i do ostatniego gwizdka nie dopuścili do tego, żeby rywale zdobyli gola.

Meczu z ławki rezerwowych nie mógł oglądać zawieszony Hansi Flick. Barceloną oficjalnie opiekował się więc jego asystent Marcus Song. On też wziął udział w pomeczowej konferencji prasowej. Starał się tonować nastroje, a nie podsycać negatywną energię. - Dla trenerów najważniejszą rzeczą jest to, że nie straciliśmy wiary w zespół i zawodników. Wierzymy w nich i musimy im ufać - wypowiadał niewiele znaczące słowa. Bardziej dosadny był Pedri. - Był to wkurzający mecz. Niemożliwe jest odczuwanie zadowolenia. Na początku, gdy straciliśmy gola, byliśmy zaspani. Potem się ogarnęliśmy i stworzyliśmy kilka okazji, ale brakowało nam czegoś, żeby zdobyć gola. Musimy być skuteczniejsi, jeśli chcemy wygrywać - stwierdził hiszpański pomocnik. Dla Barcelony była to jedna z boleśniejszych porażek w tym sezonie (do tej pory czterokrotnie przegrywała).

Piłkarze „Dumy Katalonii” w ostatnich pięciu spotkaniach ligowych tylko raz wygrali (z Mallorcą 5:1). Spośród wszystkich tych spotkań rywalizacja z Leganes była najbardziej surrealistyczna. Widoczna była ogromna różnica poziomów, a mimo to beniaminek La Ligi potrafił dokonać cudu i zdobyć 3 punkty.

„Królewscy” odetchnęli, bo ich strata do Barcelony się nie powiększyła. Porażka „Dumy Katalonii” najbardziej zadowoliła zawodników Atletico Madryt. Ekipa Diego Simeone w weekend pokonała Getafe, dzięki czemu zrównała się punktami z Barceloną i wyprzedziła (o punkt) Real Madryt. „Los Colchoneros” mają rozegrany jeden mecz mniej od „Blaugrany”, a są w tak wyśmienitej dyspozycji (przez ostatnie 1,5 miesiąca wygrali wszystkie mecze, włącznie ze spotkaniami w LM i Pucharze Króla), że można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, że już po najbliższej kolejce znajdą się na szczycie tabeli. Skąd takie przypuszczenia? W sobotę grają z… Barceloną.

Kacper Janoszka

◼  Barcelona - Leganes 0:1 (0:1)

0:1 – S. Gonzalez (4)

1. Barcelona

18

38

50:20

2. Atletico

17

38

31:11

3. Real M.

17

37

37:16

4. Athletic

18

33

27:16

5. Mallorca

18

27

18:21

6. Villarreal

16

26

28:27

7. Sociedad

17

25

16:11

8. Osasuna

17

25

22:25

9. Betis

17

24

20:21

10. Girona

17

22

23:25

11. Sevilla

17

22

18:23

12. Celta

17

21

25:28

13. Rayo

16

20

18:19

14. Las Palmas

17

19

22:27

15. Leganes

17

18

15:23

16. Getafe

17

16

11:14

17. Alaves

17

16

19:28

18. Espanyol

16

14

15:28

19. Valladolid

17

12

12:34

20. Valencia

15

10

13:23

1-4 – LM, 5 –LE, 6 – elim. LK, 18-20 – spadek


WŁOCHY

◾  AC Milan - Genoa 0:0

FRANCJA

◾  Paris Saint-Germain – Olympique Lyon 3:1 (2:1)

1:0 - Dembele, 8 mib, 2:0 - Vitinha, 14 min (karny), 2:1 – Mikautadze, 39 min, 3:1 - Ramos, 88 min.