Odebrana magia
Rozmowa z Alanem Urygą, kapitanem Wisły Kraków
Alan Uryga (w środku) zdobył z Wisłą Puchar Polski. Czy w środę jako kapitan będzie mógł podnieść kolejne trofeum? Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
W piątek pokonaliście 2:1 Kotwicę Kołobrzeg, przy pana dużym udziale w ofensywie. Najpierw gol wyrównujący głową, a potem zagrywał pan piłkę w akcji, kiedy Tomasz Wełna zatrzymał ją ręką. Nie był to jednak łatwy mecz ze względu na dużą nieskuteczność.
- Było bardzo nerwowo. Bardzo dużo mnie to kosztowało emocjonalnie i jeśli chodzi o zaangażowanie mentalne. Życzyłbym sobie, żeby takie spotkania wyjaśniać w pierwszej połowie, żeby nie dopuszczać do sytuacji, gdy do ostatnich minut drżymy o wynik lub musimy gonić. Przy tylu okazjach, i to takich klarownych, powinniśmy szybciej rozstrzygać mecze, „zamykać” je. Wtedy łatwiej byłoby i nam obrońcom, bo nie ma co ukrywać, że przez brak skuteczności trzeba być skoncentrowanym i pod „prądem” cały czas. Mówiliśmy sobie w przerwie, że czasami wystarczy jedna sytuacja przeciwnika, nawet nie klarowna, trochę nieszczęśliwa, czy tak jak ta z rzutem karnym, i robi się gorąco. Kibice się denerwują i my też jesteśmy nerwowi...
Tym razem szybko naprawiliście to, co sami zepsuliście. W dziesięć minut gola strzelił pan i Angel Rodado.
- Szybka odpowiedź troszkę uspokoiła emocje, które jakoś opadły. Wiedzieliśmy po pierwszej połowie, że po prostu stwarzamy sobie sytuacje, że nie jest tak jak w niektórych meczach, gdy gubiliśmy punkty u siebie, trochę bijąc głową w mur.
Po kontuzji do gry wrócił Marko Poletanović i bardzo dobrze dośrodkowywał ze stałych fragmentów, a także z akcji, po której pan trafił do siatki. W pierwszej połowie nie udało się wykorzystywać świetnych piłek od Serba.
- W przerwie z jednej strony czuliśmy niedosyt, że nie udało się strzelić z sytuacji z gry, a z drugiej – że można było więcej wycisnąć ze stałych fragmentów, bo to jest duża wartość Marka. Pokazał, że potrafi posyłać piłki w punkt i nie ma w tym przypadku. Śmiało mogę powiedzieć, że dziewięć na dziesięć dośrodkowań jest dobrych, w okolice, o których mówimy, planujemy. Obyśmy więcej z tego korzystali i mam przekonanie, że właśnie tak będzie. Mamy zawodników, którzy potrafią grać głową, a w połączeniu z wrzutkami Marka to musi przynosić bramki.
W najbliższych meczach będziecie musieli sobie radzić bez Angela Rodado, któremu po roku wypadł ten sam bark. Zostajecie z jednym napastnikiem, Łukaszem Zwolińskim, który w sześciu wiosennych meczach zmarnował bardzo dużo szans.
- Chcę poszperać w Internecie, jakie są sposoby na to, żeby go z tego wyciągnąć. To tak pół żartem, pół serio, ale potrzebujemy Łukasza w formie z jesieni. Z każdym kolejnym meczem głęboko wierzę, że to będzie ten na przełamanie. Tak naprawdę to niewiele można zrobić poza pracą na treningach. Łukasz jest doświadczonym piłkarzem i najlepiej wie, jak wyjść z trudnej sytuacji. Wiem, że jest silny mentalnie, nie popada w skrajności, jego pewność siebie jest raczej duża. To może mu pomóc w wyjściu z małego kryzysu.
W środę w końcu uda się rozegrać mecz o Superpuchar za 2024 rok. Kibice Jagiellonii go bojkotują, więc wasi będą mieli przewagę.
- Przez to zamieszanie emocje opadły. Magia tego meczu została delikatnie odebrana przez to, co się wokół niego działo. W końcu jednak udało znaleźć jakiś termin, miejsce i wyjście z sytuacji. Pozostaje nam znów jechać do Warszawy i utrzeć nosa ekstraklasowemu zespołowi, który ma bardzo dużo jakości. Czeka nas bardzo ciężkie zadanie, ale tak jak poprzednio, jedziemy po zwycięstwo, po trofeum.
Rozmawiał Michał Knura
