Oddajmy Realowi co królewskie

Zespół z Madrytu nie miał litości dla rywali z Meksyku. Bez problemu wygrał w finale Pucharu Interkontynentalnego.

Mbappe jest geniuszem. Fot. PAP/EPA

Dla Realu Madryt zwycięstwa w Klubowych Mistrzostwach Świata były codziennością. W swojej historii „Królewscy” wygrywali w tych zmaganiach pięciokrotnie i pod tym względem nie mają sobie równych. Kibice „Los Blancos” byli więc ciekawi, jak zespół poradzi sobie w nowym formacie, Pucharze Interkontynentalnym, który zastąpił tradycyjne Klubowe Mistrzostwa Świata.

W tym roku przeciwnikiem Realu byli zwycięzcy północnoamerykańskiej Ligi Mistrzów, piłkarze meksykańskiej Pachuki. Madrytczycy byli oczywiście faworytem, ale o zwycięstwo musieli powalczyć. Zawodnicy Guilermo Almady początkowo starali się atakować, a Real musiał kombinować, w jaki sposób zagrozić bramce Carlosa Moreno. Ataki mistrzów Hiszpanii były nieskuteczne. Brakowało im dokładnego podania lub uderzenia, dlatego wyszli na prowadzenie dopiero w 37 minucie. Wtedy fenomenalną akcję na lewym skrzydle przeprowadził Vinicius. Brazylijczyk uciekł rywalom, po czym wystawił piłkę Kylianowi Mbappe. Francuski gwiazdor, który wrócił do gry po niegroźnej kontuzji mięśniowej, bez problemu umieścił piłkę w siatce.

Od tego momentu ci, którzy patrzą na piłkę w – nomen omen – realistyczny sposób, zdali sobie sprawę z tego, że Real wygra finał Pucharu Interkontynentalnego. Najlepszy zespół w Europie dominował na boisku, a Pachuca właściwie tylko się przyglądała. Meksykanom oczywiście nie można odmówić woli walki, ale różnica jakości między zespołami była znacząca.

Potwierdził to w 53 minucie Rodrygo. Skrzydłowy znalazł się z piłką przed polem karnym i zdecydował się na oddanie strzału. Uderzenie było na tyle precyzyjne, że golkiper musiał skapitulować po raz drugi. Sytuacja co prawda była długo analizowana przez sędziego Jesusa Valenzuelę. Arbiter przyglądał się trafieniu na monitorze, ponieważ na linii strzału stanął Jude Bellingham, który był na pozycji spalonej. Po chwili Wenezuelczyk bramkę uznał (ogłosił to nawet całemu stadionowi, używając mikrofonu!), ponieważ pomocnik „Królewskich” nie stanowił ogromnej przeszkody dla bramkarza.

Dwubramkowa przewaga spowodowała, że Carlo Ancelotti zaczął przeprowadzać zmiany, bo tylko kataklizm mógł spowodować porażkę Realu. I choć napastnik Pachuki Salomon Rondon (znany hiszpańskim widzom z występów w Las Palmas i Maladze w latach 2008-2012) starał się zmusić Thibauta Courtoisa do błędu, to jednak Belg pozostał niepokonany.

W 83 minucie wenezuelski sędzia po raz drugi musiał użyć mikrofonu i skontaktować się z publicznością, oznajmiając decyzję po analizie VAR. Lucas Vazquez był faulowany w polu karnym, czego arbiter początkowo nie zauważył. Powtórki jednak udowodniły, że „Królewskim” należy się rzut karny i w ten sposób gola zdobył Vinicius, który dzień wcześniej wygrał w plebiscycie FIFA The Best.

Tym samym Real został pierwszym zwycięzcą Pucharu Interkontynentalnego w nowej formule (wcześniej, w latach 1960-2004 Pucharem Interkontynentalnym nazywany był mecz pomiędzy zwycięzcą Ligi Mistrzów UEFA i Copa Libertadores). Nie może to dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że od 2012 roku żaden klub spoza Europy nie zwyciężał w Klubowych Mistrzostwach Świata.

Kacper Janoszka

Finał Pucharu Interkontynentalnego

◼  Real Madryt – Pachuca 3:0 (1:0)

1:0 – Mbappe, 37 min, 2:0 – Rodrygo, 53 min, 3:0 – Vinicius, 84 min (karny)

REAL: Courtois – Vazquez (88. Asencio), Tchouameni, Ruediger, F. Garcia – Valverde, Camavinga (62. Ceballos) – Rodrygo (70. Modrić), Bellingham (88. Gueler), Vinicius – Mbappe (62. B. Diaz). Trener Carlo ANCELOTTI.

PACHUCA: Moreno – Rodriguez (75. Sanchez), Barreto, Micolta, Gonzalez – Montiel, Pedraza – Bautista (75. Mena), Deossa (88. Hernandez), Idrissi (88. Dominguez) – Rondon. Trener Guilermo ALMADA.

Sędziował Jesus Valenzuela (Wenezuela). Żółte kartki: Pedraza, Rondon.