Odchoruję te igrzyska

Rozmowa z Damianem Żurkiem

Fot. PAP/EPA

Co za pech - znowu jest pan tuż za podium...

- Trzecie miejsce było w zasięgu. Czasem trzeba mieć trochę szczęścia. Szkoda, bo nikt nie zapamięta, że byłem dwa razy czwarty, ale ta chwila zostanie ze mną na długo.

Czy pod względem techniki biegu miałby pan sobie coś do zarzucenia?

- Start był bardzo dobry, na wysokim poziomie. Wiedziałem, że jak będę blisko Holendra, to będzie to dobre otwarcie. Wydaje mi się, że trochę za bardzo podpaliłem się na pierwszym wirażu i tam odbicia nie były w tym miejscu, co powinny. Reszta biegu była bardzo dobra.

A głowa - wytrzymała presję?

- Nigdy wcześniej nie przystępowałem do najważniejszych zawodów jako kandydat do podium. Cieszę się, że dowiozłem to mentalnie, trzy razy więcej kosztuje utrzymanie presji niż samej formy. Formę można zbudować, a głową można sobie zniszczyć wszystko. Były sezony, kiedy byłem na mistrzostwach świata i przegrywałem na starcie. Tutaj dałem z siebie sto procent. Zabrakło. Czasem trzeba mieć ten „dzień konia”, a to był dzień Kanadyjczyka. Gratulacje dla niego.

Pana udział we włoskich igrzyskach już się zakończył, jak widzi pan swoją przyszłość?

- Bardzo chciałem ten medal, żeby spełniło się moje marzenie z dzieciństwa. Nie było mi to dzisiaj dane. Odchoruję te igrzyska przez chwilę, a później wrócę do siebie. Mam nadzieję, że mi zdrowie dopisze i za cztery lata będziemy się widzieć w innych okolicznościach. Dostałem informację, że nie jestem taki stary. Jestem silny i się nie poddaję, będę to powtarzał. Jestem pracowity i nie odpuszczę.

(t, PAP)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się