Odarci z marzeń

Kibice Lecha Poznań po pierwszej połowie mogli być zadowoleni, ale w drugiej mistrz Serbii pokazał wyższość.

Nie był to udany wieczór dla obrońców Lecha... Fot. Damian Kościesza/PressFocus

KWALIFIKACJE DO LIGI MISTRZÓW

Piąty mecz polskiego klubu z Crveną zvezdą w europejskich pucharach - piąta porażka. Wypełniony do ostatniego miejsca Enea Stadion liczył na niezapomniane widowisko. Fani Kolejorza przygotowali specjalną oprawę, która miała na celu symboliczne przedstawienie ich marzenia – sięgnięcia gwiazd, czyli fazy ligowej Ligi Mistrzów. Trener Niels Frederiksen wysłał sygnał, że oczekuje dobrej, ofensywnej gry, ponieważ z przodu, po raz pierwszy w tym sezonie, Mikaelowi Ishakowi pomagać mieli Ali Gholizadeh, Luis Palma oraz Leo Bengtsson. We wcześniejszych rywalizacjach dwóch pierwszych wchodziło z ławki rezerwowych. Jednak do Poznania przyjechał bogatszy i według wielu silniejszy mistrz Serbii. Crvena zvezda także chciała atakować, o czym świadczy gra na dwóch bardzo dobrych napastników, Bruno Duarte oraz Cherifa Ndiaye.

Lepsze wrażenie

Spotkanie rozpoczęło się od sprawdzenia czujności bramkarzy, ale Bartosz Mrozek i Matheus pewnie wyłapali pierwsze strzały. Lechici mieli częściej piłkę, ale gola strzelili… goście. Ndiaye przytrzymał piłkę w polu karnym, odegrał do Rade Krunicia, a 31-letni pomocnik uderzył na bramkę. Mrozek miał futbolówkę na rękawicy, ale nie dał rady obronić tego strzału. Polski bramkarz był lekko zasłonięty, ale wydaje się, że mógł zachować się lepiej. Podopieczni Nielsa Frederiksena musieli szybko się pozbierać, ponieważ goście nie chcieli spocząć na laurach i szukali drugiego gola.

Kolejorz z każdą minutą coraz bardziej się rozkręcał, ale brakowało precyzji w polu karnym. To, co nie udawało się wcześniej, udało się w 34 minucie. Mistrz Polski po raz kolejny przeprowadził kontratak, Joao Moutinho dośrodkował w pole karne, Mikael Ishak zgubił krycie jednego z obrońcy i idealnie złożył się do strzału, wyrównując stan meczu. Stadion w Poznaniu odleciał do wspomnianych gwiazd. Lechici chcieli pójść za ciosem, ale strzał z dystansu Aliego Gholizadeha kapitalnie obronił bramkarz Crvenej zvezdy. Pod koniec pierwszej połowie goście mieli jeszcze jeden, niegroźny, strzał głową. Po 45 minutach można było mieć wrażenie, że przeciwnicy są do ogrania i to Duma Wielkopolski mogła się trochę bardziej podobać. Czuć było, że z każdą kolejną akcją, kibice dmuchali w żagle zespołu.

Dwa ciosy

W drugą część znowu lepiej weszli Serbowie. W zamieszaniu po wrzutce z rzutu rożnego najlepiej odnalazł się Krunić i wepchnął piłkę do bramki. Mateusz Skrzypczak próbował jeszcze interweniować, ale sędzia Tobias Stieler po kilkudziesięciu sekundach dostał sygnał z VAR-u, że futbolówka przekroczyła linię bramkową. Po tym ciosie trener Niels Frederiksen najpierw porozmawiał z asystentami o ewentualnych zmianach, a potem wstał z ławki i próbował jeszcze bardziej zmotywować swoich podopiecznych, którzy po stracie bramki nie potrafili wrócić na odpowiednie tory.

Duński szkoleniowiec, widząc co się dzieje, w 64 minucie zdecydował się na pierwsze zmiany. Na boisko weszli Filip Szymczak i Pablo Rodriguez, którzy mieli rozkręcić ofensywę gospodarzy. Dwie minuty później powinno być… 1:3. Shavy Babicka dostał piłkę na wolne pole, wyprzedził Moutinho i zamiast od razu zagrać do wbiegającego Ndiaye’a, wbiegł w pole karne, zagrał, ale świetnie interweniował Mrozek. Nie ma wątpliwości, że mistrzowie Polski mieli mnóstwo szczęścia.

Na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem sędziego mistrzowie Serbii potwierdzili, że byli lepsi w drugiej połowie. Zastosowali wysoki pressing, Joel Pereira źle podał, piłkę przejął jeden z gości, odegrał do Bruno Duarte, a brazylijski napastnik strzałem z pola karnego pokonał Mrozka. Nie przystoi popełniać tak prostych błędów portugalskiemu prawemu obrońcy.

Lechici próbowali zmniejszyć stratę, ale brakowało im dokładności i elementu zaskoczenia przeciwnika. Zbyt wiele akcji było przewidywalnych, a nowi piłkarze nie wnieśli nowej energii na boisko. Piłkarze Crvenej zvezdy wyglądali także lepiej pod względem fizycznym: podopieczni Vladana Milojevicia w większości sytuacji wyprzedzali zawodników Lecha.

W 89 minucie gospodarze przeprowadzili pierwszą dobrą akcję w drugiej połowie. Gisli Thordarson uderzył, ale trochę za lekko i Matheus na raty, ale poradził sobie z tym strzałem. Do końca spotkania wynik już się nie zmienił. Mistrz Polski po przerwie dostał dwa ciosy niczym bokser, po których go zamroczyło. Nie był już w stanie wstać z desek. Za tydzień rewanż, ale o odwrócenie losów tej rywalizacji będzie piekielnie ciężko.

Miłosz Cebo

III runda eliminacji Ligi Mistrzów

◼  Lech Poznań – Crvena zvezda Belgrad 1:3 (1:1)

0:1 – Krunić, 9 min, 1:1 – Ishak, 34 min, 1:2 – Krunić, 51 min, 1:3 – Bruno Duarte, 73 min.

LECH: Mrozek – Pereira (82. Gumny), Skrzypczak, Milić, Moutinho – Jagiełło (71. Ouma), Kozubal (71. Thordarson), Palma – Gholizadeh (64. Szymczak), Ishak, Bengtsson (64. Rodriguez). Trener Niels FREDERIKSEN.

CRVENA: Matheus – Seol, Rodrigo, Velijković, Tiknizyan – Elsnik, Krunić – Milson (46. Babicka), Ivanić (75. Olayinka) – Ndiaye (79. Arnautović), Bruno Duarte (79. Katai). Trener Vladan MILOJEVIĆ.

Sędziował Tobias Stieler (Niemcy). Widzów 39743. Żółte kartki: Jagiełło – Krunić