Od Łęcznej do Środy, czyli pucharowe Rajzy Rajka

Trwająca edycja Pucharu Polski dostarcza wyjątkowych emocji i sensacji sportowych. Oglądanie 1/16 finału z perspektywy trybun było również bardzo inspirujące.

Dobrze zaplanowana logistyka to podstawa nie tylko sportowych wypraw! Fot. Mariusz Rajek

PUCHAR POLSKI

W tych rozgrywkach dostarczane przeżycia boiskowe są jedyne w swoim rodzaju! Właśnie za to większość kocha Puchar Polski. Dla lubiących podróżować na mecze w środku tygodnia być może jednak jeszcze bardziej frapujące są dwa elementy: losowanie i ułożenie szczegółowego terminarza.

W rozegranej w tym tygodniu rundzie było pod tym względem naprawdę dobrze. Zostawiając nieco z boku wielkie emocje stricte sportowe - takich nie było chyba jeszcze nigdy, a przecież PP z nich słynie! - zrobimy szybkie resume z tego, co udało się zobaczyć na żywo. A logistyka mówiąc kolokwialnie „siadła” dobrze, skoro we wtorek i środę udało mi się zaliczyć po dwa mecze na dzień, do tego z całkowicie bezpiecznym buforem czasowym, od pierwszej do ostatniej minuty i prawie w całości przy wykorzystaniu jedynie publicznych środków transportu. W czwartek też by się udało, ale… lata robią swoje, kiedyś trzeba chwilę odpocząć :)

Kierunek wschód

Wtorek stał pod znakiem „wycieczki" na Lubelszczyznę. Wyprawa zaczyna się o 7.31 z dworca Częstochowa Stradom. Stąd bezpośrednio docieram do Lublina, ale jeszcze nie na zaplanowany na 17.30 mecz Motoru z Rakowem. Z lekkim opóźnieniem, kilka minut po 11.00 idę szukać busa do Łęcznej, gdzie już o 12.30 Górnik podejmował będzie GieKSę z Katowic. Wedle informacji w internecie busy na tej trasie jeżdżą dosłownie co 10-15 minut. Na robiącym wrażenie wielkością nowym dworcu w stolicy Cebularzy okazuje się, że aż tak często to nie, ale i tak z dotarciem nie ma większych problemów. Co ciekawe, ten środek transportu wybrało też kilku kibiców ze Śląska udających się na mecz incognito.

Na wielki plus można zaliczyć to, że jadący na polsko-białoruskie przejście we Włodawie pojazd ma przystanek niemal przy samym stadionie w Łęcznej. A nawet gdyby nie miał, to w tym regionie Polski problemu raczej nie stanowiłoby „dogadanie się” na pit stopa we wskazanym miejscu.

U Łęcznian dwa zaskoczenia. Klub gra na trzecim poziomie ligowym, a poziomem cyfryzacji chce chyba przegonić te z ekstraklasy. Akredytację można pobrać jedynie w formie online, przy wcześniejszej rejestracji i dość uciążliwym wpisywaniu danych. Rozwiązanie chyba nie do końca trafione, poza tym wielki minus to brak pamiątkowej plakietki.

Drugie już pozytywne i stricte sportowe: Górnik gra naprawdę ciekawą piłkę, nie ma żadnego respektu do rywala grającego dwa poziomy wyżej i w pełni zasłużenie melduje się w następnej rundzie. Bohaterem zostaje 17-letni rezerwowy golkiper Kuba Wilk, z którym rozmowę możecie przeczytać w piątkowym „Sporcie”.

Po meczu powrót do Lublina na główne danie wieczoru wspomniane na początku. A propos dania jeszcze, to w pobliżu dworca można smacznie i za naprawdę rozsądne pieniądze zjeść dobry obiad. Obrazek wart zapamiętania? Jeden z przybyszów zza wschodniej granicy przewozi pasażerskim busem… małe kurczaki na handel w Lublinie. Ot, sympatyczny folklor ściany wschodniej.

Rezerwowy bramkarz w grze

Na Arenie Lublin przez długi czas widowisko bardzo mocno rozczarowuje, wynagradza je trafienie „stadiony świata” Lamine Diaby-Fadigi w 93 minucie i bohaterskie bronienie karnych przez debiutanta Tarika Karicia. Raków rzutem na taśmę melduje się w następnej rundzie, nie zdając sobie wtedy jeszcze sprawy, że będzie jednym z… czterech przedstawicieli ekstraklasy w 1/8 finału! Karne spowodowały spóźnienie na pociąg, ale z pomocą przychodzą częstochowscy fotoreporterzy w towarzystwie których samochodem sprawnie wracam pod Jasną Górę. Czasu na sen nie ma jednak prawie wcale. Pucharowa rajza trwa, ze wschodu czas na zachód, a precyzyjniej – Polskę środkową. Przede mną kolejne 300 km z okładem w jedną stronę.

Stadion w Środzie Wielkopolskiej w środę pękał w szwach.

Środa w Środzie. I Kleczewie

Czas na Wielkopolskę. W tym samym czasie, gdy Lech odpadał z Siarką Tarnobrzeg i mówiła o tym cała sportowa Polska, dość mocno w cieniu, ale o tą samą stawkę toczył się mecz Sokoła Kleczew z Podhalem Nowy Targ, czyli dwóch II-ligowców. Start do Kleczewa jeszcze wcześniej, bo o 6.28, najpierw dwoma pociągami, do Kutna oraz Konina. Ostatnią część trasy trzeba pokonać busem. – Powinien być, przeważnie przyjeżdża – uspokaja mnie pani na przystanku, z którego ma odjechać transport do tej wielkopolskiej mieściny, ale kilka minut się spóźnia. I faktycznie, całkiem duży autokar podjeżdża pod wskazaną wiatę (akurat tą, przy której fachowcy wymieniają szyby za pomocą… wybijania poprzednich, ale może tak trzeba, nie znam się...) i po drodze trwającej niewiele ponad pół godziny znów miła niespodzianka – przystanek, podobnie jak w Łęcznej, jest niemalże pod samym stadionem!

Na miejscu skromnie, czysto, miło i sympatycznie, czyli tak... jak sobie to wyobrażałem. Prezes Grzegorz Dobski znajduje kilkanaście minut na rozmowę przed meczem (efekty obok), w przerwie smaczny bigos, kiełbaska i kawa. Sam mecz? Walki, jak to często pomiędzy drugoligowcami bywa. Podhale mogło uchodzić za faworyta, ale w PP pozycja w ligowej tabeli, a nawet sama liga nie mają przecież żadnego znaczenia i zgodnie z tym prawidłem wygrywa Sokół. Nieliczni kibice (środa 12.30 nie jest porą przyjazną ani dla uczących się, ani pracujących kibiców, a bezrobotnych w Kleczewie chyba nie ma zbyt wielu) świętują wygraną, ale zdecydowanie więcej mówi się tam o odpadnięciu Lecha. Kolejorzem naprawdę żyje cała Wielkopolska, mogę to potwierdzić.

Urokliwa trybuna prasowa w Kleczewie.

Wszystkie bilety sprzedane

Po meczu korzystam z uprzejmej propozycji podwózki ekipy TVP Poznań, dzięki czemu w stolicy Wielkopolski zjawiam się wcześniej niż planowałem, jest czas aby zjeść obiad „u Gosi” blisko dworca i udać się na drugi tego dnia mecz; tym razem przedstawiciela III ligi – Polonii Środa Wielkopolska z rezerwami Śląska Wrocław. Tutaj droga z dworca na stadion też nie jest specjalnie długa, za to mało przyjemna (wrażenie totalnego odludzia, krzaki, wielkie fabryki wokół, do tego dość zimno i ponuro), więc na powrót do Poznania cieszę się z podwózki znajomego. Przy stadionie w Środzie wypada się zatrzymać chwilę dłużej, bo naprawdę robi wrażenie – pachnie nowoczesnością, ma wiele udogodnień. Na taki mecz nie może dziwić, że wszystkie bilety zostają sprzedane.

Gospodarze, którzy zdecydowanie liderują w swojej grupie III ligi, mają naprawdę sporo jakości piłkarskiej, chcą grać ofensywnie i mecz może się podobać. Finalnie gospodarze dość pewnie meldują się w kolejnej rundzie, pokonując rezerwy Śląska 3:1.

- W pełni zasłużone zwycięstwo. Mimo straty bramki wyglądaliśmy bardzo dobrze, zarówno piłkarsko, jak i pod kątem intensywności. Druga liga na pewno jest bardziej wymagająca, ale pokazujemy, że nadążamy. Wielki dzień dla wszystkich sympatyków piłki w Środzie, bo po raz pierwszy awansowaliśmy tak daleko. Kogo chciałbym wylosować? Fajnie byłoby spotkać się z trenerem Sławkiem Majakiem, bo dawno się nie widzieliśmy. Może więc Siarka? – mówi wyraźnie zadowolony po ostatnim gwizdku trener Marcin Płuska.

Ostatecznie chyba jednak nie będzie narzekał. Polonia trafia na Sokół Kleczew. Dla jednej z tych drużyn Puchar Polski będzie trwał zatem co najmniej do marca! A kolejna pucharowa rajza wcześniej - już na początku grudnia :)

Mariusz Rajek

Łęczna wygraną z GieKSą przypomniała się piłkarskiej Polsce

Starcie Motor - Raków długimi fragmentami rozczarowywało. Na koniec emocje były jednak wielkie.

Takim środkiem transportu można dotrzeć na granicę z Białorusią albo... pod stadion w Łęcznej.

Wejście na kameralny obiekt w Kleczewie.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się