Od Kędziory trener zaczyna ustalanie składu!
Rozmowa z Mirosławem Sznaucnerem, byłym reprezentantem Polski, w przeszłości zawodnikiem m.in. GKS-u Katowice i PAOK-u Saloniki
Polsko-polskie boje w Europie. Michała Skórasia (z lewej) już nie ma w FC Brugge, ale Tomasz Kędziora awansował w PAOK-u Saloniki do miana niezastąpionego! Fot. David Catry/SIPA USA/PressFocus
LIGA EUROPY
Zacznijmy trochę „od końca”. PAOK wciąż jest bliski pańskiemu sercu?
- Oczywiście! Oglądam jego mecze, gdy tylko mogę.
Czyli będzie pan w czwartek zerkać na mecz w Lyonie, gdzie PAOK zagra może nawet o bezpośredni awans do 1/8 finału Ligi Europy? Zadanie trudne, bo Olympique to lider, ale...
- …ale PAOK to dziś naprawdę mocna drużyna, zdolna chyba z każdym w Lidze Europy wygrać. Mam zresztą wrażenie, że lepiej gra się jej z rywalami teoretycznie mocniejszymi; w meczach, w których nie jest faworytem. Tydzień temu PAOK grał z Betisem; wygrał dość gładko 2:0. Ja wiem, że Hiszpanie trochę pozmieniali podstawowy skład. Ale w zasadzie nie mieli żadnej okazji bramkowej, a wynik idzie w świat. Generalnie myślę, że PAOK zajdzie wysoko.
Zwłaszcza jeśli awansuje od razu do 1/8 finału!
- Patrząc na tabelę myślę, że szanse na to są niewielkie. Nawet jeśli Grecy wygraliby w Lyonie, jeszcze kilka innych zespołów ich wyprzedzających musiałoby przegrać. Za dużo zmiennych. Ale – jak powiedziałem – mogą zajść wysoko, nawet przedzierając się przez 1/16 finału.
Zna pan doskonale klubowe środowisko PAOK-u. Cenniejszy dla działaczy i kibiców byłby tytuł mistrzowski czy ewentualny triumf w Lidze Europy?
- Myślę, że większą radość sprawiłoby zdobycie europejskiego pucharu.
Nie jest to nierealne, co pokazał niedawno Olympiakos.
- To była duża niespodzianka i wielkie wydarzenie w greckiej piłce, bo to w końcu pierwszy taki triumf tutejszej drużyny. PAOK nigdy nawet do półfinału nie dotarł, więc miałby co świętować. Natomiast są też w Salonikach marzenia, by wreszcie zagrać w fazie zasadniczej Champions League, co też się nigdy nie udało. A do tego potrzeba triumfu w krajowych rozgrywkach.
Kiedyś mieliśmy w PAOK-u Mirosława Sznaucnera, teraz od kilku lat mamy Tomka Kędziorę. Jakie ma w klubie notowania?
- Stoper numer jeden. Mam wrażenie, że od niego trener zaczyna układanie składu. Gra bardzo solidnie, wszystkie mecze na równym i wysokim poziomie. Jest w nich albo dobry, albo... bardzo dobry. Słabsze mecze w zasadzie mu się nie zdarzają.
Jesienią zauważył to też selekcjoner Biało-czerwonych.
- Słusznie. W Salonikach na Tomka bardzo liczą; tym bardziej, że to oni zmienili jego pozycję z bocznego obrońcy na stopera. W kadrze też może się ta jego wszechstronność przydać.
Z polskiej ekstraklasy miałby może ciut bliżej do kadry... A była dla niego propozycja z Polski.
- Tak, z Widzewa; czytałem. Ale jestem pewien, że nikt w PAOK-u nie myśli o tym, by Tomka puszczać. Na pewno nie teraz.
Tomek jest solidny i potrzebny. Ale nie on jest dziś największą nadzieją PAOK-u, prawda?
- Owszem. Numer jeden Giannis Konstantelias...
…wyceniany jest na 20 mln euro!
- Tak jest. Myślę, że to już chłopak ponad „level” PAOK-u. Rocznik 2003, skrzydłowy równie dobrze radzący sobie na „dziesiątce”. Prawdziwy magik z piłką przy nodze. I kiwka, i ostatnie podanie – wszystko super. Ma bogaty repertuar zagrań, świetną technikę. Była niedawno oferta za niego na poziomie 10 mln euro i klub go nie puścił.
Rozumiem, że pracując z drużynami młodzieżowymi PAOK-u, miał pan z nim styczność?
- Tak, miałem go w drużynie U-19. Już wtedy robił z piłką, co chciał. Ale miał problem z defensywą. Jak PAOK tracił piłkę, on się od razu wyłączał z gry. Bardzo go naciskaliśmy w tym temacie, ale... niespecjalnie chciał słuchać (śmiech). Buntował się.
To dlatego puszczono go na chwilę do Belgii?
- Nie zawojował jej, ale generalnie dobrze na tym wyszedł. Tam też zobaczył, jak powinno to wyglądać; że profesjonalna piłka to nie tylko gra ofensywna, ale i w defensywie trzeba dawać z siebie wszystko. Wrócił, zmienił się i teraz pracuje w obronie, i w wysokim pressingu. Dziś to już piłkarz kompletny.
Pański syn, Maksymilian, jest parę lat młodszy od Konstanteliasa. W polskiej piłce już zdążył się zaznaczyć, sięgając po brąz juniorskich mistrzostw Europy. Co u niego słychać?
- W tej chwili jest w zespole PAOK B, występującym w odpowiedniku polskiej pierwszej ligi. W lecie kończy mu się kontrakt w Salonikach, ale nowego zespołu szukamy mu już w tym okienku – jest na to zgoda klubu, nie będzie przeszkód w przypadku ewentualnego odejścia.
Polska czeka!
- Jesteśmy na ten kierunek jak najbardziej otwarci. Może nawet powiem: nastawieni. O konkretach nie chcę w tym momencie mówić, zobaczymy jak się rozwinie sytuacja. Wolałbym – prawdę mówiąc – pierwszą ligę niż ewentualną ekstraklasę. Zależy mi na tym, by Maks grał jak najwięcej. A CV ma na razie niezłe. Nie tylko medal ME z reprezentacją, nie tylko udział w mistrzostwach świata U-20, ale też mistrzostwo Grecji juniorów.
No właśnie. Jesienią – w barwach drużyny młodzieżowej PAOK-u – syn zagrał w eliminacjach Ligi Młodzieżowej UEFA. Legia jednak okazała się lepsza...
- Wygrała pierwszy mecz 2:1. Rewanż zorganizowano na głównym stadionie, z nastawieniem na to, że uda się odrobić straty. No i PAOK na początku drugiej połowy strzelił na 1:0. Potem jednak przydarzył się rzut wolny, z którego Legia wyrównała; czerwona kartka dla jednego z graczy gospodarzy... PAOK próbował jeszcze coś strzelić, ale w osłabieniu dawał rywalom sporo miejsca i czasu na kontry. No i wpadła druga bramka...
Wiemy, co u Maksa. A co u pana? Po raz pierwszy podjął pan pracę trenerską poza Grecją, prawda?
- Owszem. Od dziewięciu lat mam okazję pracować z Pablo Garcią (w przeszłości obaj byli zawodnikami PAOK-u – dop. aut.). Kiedy rozstaliśmy się ostatnio z Atromitosem, doszliśmy do wniosku – właściwie rzucił to przede wszystkim Pablo – że w Grecji już nie wyciągniemy niczego więcej. Znaczy... zostaje jeszcze wielka grecka czwórka, ale o ofertę stamtąd nielekko, zwłaszcza w naszych okolicznościach.
To znaczy?
- W PAOK-u już byliśmy. Do Olympiakosu Pablo ma zamknięte drzwi, bo piłkarsko – w okresie gry w PAOK-u – sprawiał na boisku trochę kłopotów temu rywalowi. Więc kibice nie byliby mu przychylni... W AEK-u z kolei niedawno wzięto nowego trenera, więc tam zmiany nie będzie. W Panathinaikosie pojawiła się furtka, ale nie odezwał się stamtąd nikt. Były za to oferty z OFI Kreta, z Asteras Tripoli, ale nastawiliśmy się na wyjazd poza Grecję.
No i pojawił się APOEL Nikozja?
- Rozważaliśmy ją z każdej strony. Uznaliśmy, że ta nazwa przyciąga. Że to najbardziej rozpoznawalny – obok Omonii – klub cypryjski. I że warto otworzyć nowe ścieżki, pokazać się w nowym środowisku ligowym.
I jakie doświadczenia?
- Rodzinka została w Salonikach... Maks gra w piłkę, młodszy syn jeszcze się uczy... Niby nie po raz pierwszy musiałem wyjechać, bo w Atenach – w okresie pracy w Atromitosie – też byłem sam. Ale tam – kiedy była dwudniowa przerwa – wsiadałem w samochód i w 4,5 godziny byłem w domu. Tu już trzeba by załatwiać samolot, więc rzadko się zdarza skoczyć do Grecji.
Ale życie codzienne pewnie podobne?
- Kultura rzeczywiście podobna, choć na Cyprze jest dużo więcej cudzoziemców. Z Anglii, ale też z... Indonezji na przykład. Natomiast co innego mnie tu zaskoczyło. Grecja oczywiście to gorący klimat, ale Cypr – w porównaniu z nią – to... piekło. Pojawiliśmy się tu latem. Kiedy po porannych treningach wchodziłem do auta, termometr pokazywał 56 stopni na dworze! Nie da się wyjść na dwór w południe! Dopiero po 22.00 jest w miarę znośnie, bo temperatura spada do 35-36 stopni.
To kiedy trenujecie?
- W okresie największych upałów zaczynaliśmy o 8.00 rano. Ale już przed dziewiątą trudno było wytrzymać! Więc najlepiej organizować zajęcia ok. 20.00 – bo później już nie bardzo miałoby to sens (śmiech).
A poziom rozgrywek? Jak się ma do ekstraklasy?
- Ja wiem, że Legia w tym sezonie ma kryzys, ale z Larnaką przegrała zdecydowanie... W lidze cypryjskiej jest bardzo wielu zagranicznych chłopaków. Poziom – wydaje mi się – jest całkiem, całkiem; myślę głównie o czołówce, sześciu-siedmiu pierwszych zespołach. Trzy z Limassol, do tego AEK Larnaka, Omonia i my z Nikozji. No i Pafos.
Grający w Lidze Mistrzów!
- No właśnie. Mocny finansowo zespół, przewyższa wszystkie inne dość wyraźnie. Mają kilku piłkarzy, których kontrakty sięgają miliona euro. I generalnie szeroką kadrę – 23 mniej więcej równorzędnych zawodników; mogą wystawić dwie podobne jedenastki.
Ale w lidze mają stratę do Omonii, są na trzecim miejscu...
- Omonia odskoczyła im dopiero ostatnio, kiedy przegrali trzy mecze z rzędu. Mieli trochę zamieszania, bo na początku roku „sprzedali” trenera (Juana Carlosa Carcedo, wcześniej długoletniego współpracownika Unaia Emery'ego – dop. red.) do Spartaka Moskwa. Przyszedł Albert Celades i z wolna to ogarnia. Tak naprawdę jednak wszystko rozstrzygnie się na finiszu sezonu, w play-offie.
A pański APOEL jak wygląda na tym tle?
- Najlepsze czasy pod względem finansowym już minęły, liczą się tu z każdym wydawanym euro. Zespół jest nieco okrojony, o mistrzostwo raczej nie zagra. Ale o puchary może jak najbardziej.
W tym okienku kilku Polaków wyjechało z Cypru, wracając do Polski. Jak pan to ocenia?
- Czytałem wywiad z Karolem Angielskim (rozwiązał kontrakt z AEK Larnaka i podpisał z Pogonią – dop. aut.). Miał w nim trochę racji. Widziałem jego mecze, w których wchodził jako rezerwowy, strzelał bramki, dobrze się prezentował, a następne spotkanie i tak zaczynał na ławie. Właściwie nie dostawał żadnych szans na grę od początku. Wiedział, że nawet jeśli Cabrera będzie mieć słabszą formę, on i tak nie dostanie szansy. Więc podjął dobrą decyzję, bo jak długo można trenować cierpliwość? Myślę, że w Polsce jeszcze się pokaże.
A Mariusz Stępiński?
- On niemal w ogóle nie dostawał szans. To też nie było uczciwe. W poprzednich sezonach był bardzo mocną postacią, strzelał sporo bramek. Tymczasem latem ściągnięto do Omonii wielu nowych zawodników, a Mariusza nawet do europejskiego grania nie zgłoszono. To był najwyraźniejszy sygnał, że według działaczy jego czas dobiegł końca. Liga polska wciąż się rozwija: ładne stadiony, coraz wyższy poziom... Mario powinien dobrze wyjść na tym powrocie.
Ekstraklasę – jak słyszę – jeszcze pan śledzi. A kontakty ze starymi znajomymi jeszcze zostały?
Właśnie sobie uświadomiłem, że już niemal ćwierć wieku mieszkam poza Polską. Więc tych kontaktów jest coraz mniej. Najczęściej z Krzyśkiem Gajtkowskim wymienimy parę zdań.
A propos GieKSy. Tej zimy była zainteresowana obrońcą Omonii.
- Tak, Nikolasem Panagiotou.
Ale okazał się „nie do wyjęcia”. Dlaczego – jak pan sądzi?
- Reprezentant Cypru, w najlepszym piłkarsko wieku (rocznik 2000 – dop. aut.). Myślę, że ma kontrakt w okolicach 400-500 tysięcy euro – może to był powód? Nie wiem, czy GieKSa byłaby w stanie zaoferować takie pieniądze.
Zerknął pan na nowy stadion w Katowicach?
- Tak, widziałem w telewizji. Serce rośnie, jak się widzi pełne trybuny. Mam nadzieję, że trafi się w tym roku okazja, by na żywo go zobaczyć.
A mecz ligowy GieKSiarzy pan widział?
- Z Lechem. I z Piastem. Szkoda tego 1:3, to taka brzydka niespodzianka była...
Któregoś z katowiczan wziąłby pan do APOEL-u?
- Zdecydowanie Bartka Nowaka! Fantastyczne umiejętności, bardzo by nam się tutaj przydał.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Mirosław Sznaucner (ur. 9 maja 1979) – wychowanek HKS-u Szopienice, eksreprezentant kraju, brązowy medalista MP w barwach GKS-u Katowice, wicemistrz Grecji z PAOK-iem Saloniki, grał także w Iraklisie Saloniki i PAE Veria. Po zakończeniu kariery boiskowej – trener m.in. grup młodzieżowych w PAOK-u, asystent Pablo Garcii w pierwszym zespole PAOK-u, w Panserraikosie (awans do ekstraklasy greckiej), Atromitosie Ateny i – obecnie – w APOEL-u Nikozja. Ojciec Maksymiliana, juniorskiego reprezentanta Polski, brązowego medalisty ME U-17 w 2023
Maksymilian Sznaucner (z lewej) w finałach MŚ U-20. Z orzełkiem już grał, może zagra i w polskiej lidze? Fot. Zulkarnain/Xinhua/PressFocus
