Obrońca od... kolebki
Rzadko się zdarza, by 20-latek debiutował w reprezentacji kraju. Błażej Chodor ma to już za sobą!
Błażej Chodor teraz skoncentruje się na występach ligowych w GieKSie. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
Od zawsze chciałem bronić dostępu do bramki, a wyprawy do przodu i zdobywanie goli mało mnie interesowały. - Tak już zostało i teraz pragnę doskonalić swoje umiejętności. Doświadczenia tego sezonu uświadomiły mi, jakie mam braki i ile jeszcze muszę pracować – wyjawił młody obrońca GKS-u Katowice, Błażej Chodor, który w poprzedni czwartek miał okazję debiutować w reprezentacji Polski podczas Europejskiego Pucharu Narodów w Edynburgu. To początek, taką mamy nadzieję, ciekawej sportowej przygody 20-latka, obdarzonego dobrymi warunkami fizycznymi (189 cm, 94 kg).
Pojętny uczeń
6-letni Błażej, pierwszoklasista szkoły w Nikiszowcu, wraz z kolegami miał zajęcia wychowania fizycznego na pobliskim Jantorze. Jeżeli mieszkasz na Nikiszu to nie do pomyślenia, byś nie umiał jeździć na łyżwach – tak twierdzą zasiedziali mieszkańcy tego uroczego osiedla, mającego nie tylko sportowe tradycje. Błażej miał smykałkę do sportu i stąd szybko otrzymał propozycję od trenera Tomasza Marznicy, by pojawił się na zajęciach grupy naborowej. I tak rozpoczęła się jego przygoda, która zaowocowała debiutem w reprezentacji.
- Moi rodzice (Aleksandra i Marcin – przyp. red.) nigdy nie wtrącali się w moje wybory sportowe i jak poznałem pierwszej tajniki hokejowego rzemiosła, to już wiedziałem, że przy nim zostanę. Tylko teraz mama, gdy ogląda mecze z moim udziałem, strasznie się denerwuje i często mi wypomina, dlaczego zostałem obrońcą. Zdecydowanie woli, gdy siedzimy na kanapie i wspólnie obserwujemy mecz (śmiech). W Naprzodzie Janów przeszedłem wszystkie szczeble edukacji hokejowej i mama mocno się wciągnęła w rywalizację sportową w każdym zespole, w którym występowałem. Gdy poszedłem do pobliskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, mieszkałem z chłopakami w hotelu.
Propozycja z GieKSy
Błażej wraz z kolegami ze szkoły rywalizował w lidze czeskiej, ale gdy czas pozwalał, wspomagał kolegów z Naprzodu w rozgrywkach pierwszoligowych. Jako 17-latek zdał maturę i otrzymał zaproszenie na tygodniowe testy do GKS-u Katowice. Wypadły one na tyle obiecująco, że Ireneusz Jarosz (II trener zespołu) zaprosił Błażeja do dalszej współpracy i tak zalicza trzeci sezon. Dwa pierwsze zostały okraszone wicemistrzostwami Polski, zaś niebawem rozpocznie się decydujące rozdanie obecnych rozgrywek.
- Mój udział w tych wicemistrzostwach był niewielki – mocno akcentuje student 1. roku zarządzania w sporcie na katowickiej AWF. - Grałem niewiele, zaś w drugim sezonie na początku grudnia doznałem kontuzji kolana i do końca rozgrywek byłem wyłączony. Na szczęście obyło się bez operacji, leczyłem się zachowawczo i sporo pracowałem z rehabilitantami. Teraz, powiem nieskromnie, mam za sobą udany czas, bo grałem we wszystkich meczach i najczęściej w parze z Zackiem Hoffmanem. Od Kanadyjczyka i od pozostałych kolegów również można wiele się nauczyć i pilnie odrabiam hokejowe lekcje (śmiech). Najważniejsze, że otrzymuję coraz więcej czasu na lodzie…
Nominacja do kadry
Obrońca GieKSy ma już w lidze 77 spotkań oraz 10 pkt (5 goli +5 asyst) i robi stałe postępy. Przed trzecim turniejem EPN w Edynburgu wraz z nieco starszym kolegą, Kacprem Maciasiem, znalazł się na liście rezerwowej, ale Bartosz Florczak z powodu kontuzji nie mógł pojawić się na zbiórce.
- Byłem wśród rezerwowych, czyli mogłem się spodziewać powołania. Wszystko toczyło się jak w kalejdoskopie, bo w czwartek odebrałem telefon, że mam pojawić się na zgrupowaniu, zaś w piątek mieliśmy mecz w Sosnowcu, a w niedzielę w Tychach – mówi Błażej. - W poniedziałek przyjechałem ponownie do Tychów, by spotkać się z resztą kolegów. Przyznaję, kilku znałem z widzenia, ale po tygodniu pobytu mieliśmy okazję lepiej się poznać. To prawda, że nie mieliśmy zbyt dużo czasu na treningi, bo niemal z marszu zagraliśmy w EPN.
Wyższa półka
Taki turniej z dwoma zespołami ze światowej elity oraz groźną Ukrainą to poważne wyzwanie nawet dla bardziej doświadczonych Biało-czerwonych, a co dopiero dla debiutującego młokosa.
- W Edynburgu przekonałem się na własnej skórze, jaka jest różnica poziomu między naszą ligą, Pucharem Kontynentalnym, w którym mieliśmy okazję grać w styczniu, oraz meczami reprezentacji – dodaje wychowanek Naprzodu. - W tych spotkaniach nie ma czasu na zastanawianie się i trzeba błyskawicznie reagować. Nie byłem pierwszoplanową postacią, ale w mojej ocenie nie było najgorzej, choć chciałoby się zdecydowanie lepiej. Ten debiut to taki bodziec do pracy, by w przyszłości znaleźć stałe miejsce w drużynie narodowej. Nie będę ukrywał, że podczas pierwszego meczu ze Słowenią towarzyszył mi delikatny stres, ale koledzy mnie wspierali. Trener Tobiasz Bigos w boksie dyrygował zmianami, bo przecież graliśmy na siedmiu obrońców. Wyjechaliśmy z Edynburga bez punktu, ale nie graliśmy źle. W każdym meczu mieliśmy sytuacje i, przy odrobinie szczęścia, wynik mógł być odwrotny. To już historia, ale debiut na pewno zapamiętam do końca życia. Doskonale zdaję sobie sprawę, jak silna jest konkurencja w defensywie. Mamy kilku wielce doświadczonych zawodników i chyba na tę chwilę będzie trudno się przebić, jednak nie zamierzam się poddawać, chcę grać jak najlepiej, by po raz wtóry przekonać trenerów do swojej osoby.
Po powrocie z Edynburga Chodor miał dzień wolnego, zaś od wczoraj przygotowuje się kolegami do kolejnych występów ligowych GieKSy. W czwartek rozpocznie się gra o podium w sezonie zasadniczym.
Włodzimierz Sowiński
