Obrona najważniejsza!
Za znakomitym piątym miejscem beniaminka stoi trzecia defensywa w lidze.
Jakub Szymański to jeden z filarów „nowej” defensywy Polonii. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
POLONIA BYTOM
Tylko 16 goli stracili Niebiesko-czerwoni w 15 spotkaniach ligowych, co daje średnią nieco ponad jedną bramkę na mecz. Gdyby nie „wypadek przy pracy”, czyli 0:5 w Łodzi z ŁKS-em na początku sierpnia, ta statystyka byłaby jeszcze bardziej imponująca, zbliżona do najlepszej w defensywie Wisły Kraków (12 w pasywach), a mniej strat od Polonistów ma jeszcze tylko czwarty w tabeli rewelacyjny Chrobry Głogów (14).
Wysoka skuteczność obronnej formacji Królowej Śląska to efekt rywalizacji w drużynie. W poprzednim sezonie najlepszy zespół II ligi często tracił po 2-3, a nawet 4 gole w meczu i latem przy Piłkarskiej najgłębsza zmiana dokonała się właśnie wśród defensorów - z Polonią pożegnali się m.in. Adrian Piekarski, Norbert Barczak, Dominik Konieczny czy Remigiusz Szywacz, których zastąpiła nowa czwórka.
Dwie równe trójki
Dziś trener Łukasz Tomczyk ma do dyspozycji szóstkę równorzędnych obrońców i w systemie trójkowym mógłby bez wielkiego uszczerbku w jakości gry wystawić dwie różne defensywy.
Nic dziwnego, że o miejsce w jedenastce toczy się ostra walka, a jedynym „pewniakiem” był Ołeksandr Azackyj - do czasu urazu odniesionego z Polonią Warszawa; po 14 ligowych występach w pełnym wymiarze Ukrainiec nie zagrał przed tygodniem ze Zniczem Pruszków (2:0).Zastąpił go Oskar Krzyżak, który wrócił do jedenastki po trzech meczach pauzy; jeszcze dłużej od wyjściowego składu - bo aż 9 kolejek i 2,5 miesiąca -„odpoczywał” Grzegorz Szymusik, niezastąpiony w pięciu pierwszych potyczkach, ale od pucharowego boju w Goczałkowicach (7:0) znów w akcji.
Swoją szansę wykorzystał Jakub Szymański, który w wyjściowej jedenastce zadebiutował w 5. kolejce i choć Polonia przegrała wówczas w Siedlcach 0:2, od tego czasu były piłkarz Górnika nie oddaje pola, zdobył też gola na wagę punktu z Ruchem na Stadionie Śląskim.
Musi być lepszy
Inaczej wypożyczony z ukraińskiej Polissii Żytomierz Matej Matić - 21-letni Chorwat zadebiutował w 9. kolejce w Tychach (2:1), trafił z Puszczą, zagrał 5 meczów w pełnym wymiarze, ale ostatnio ze Zniczem nie podniósł się z ławki.
Nominalnym obrońcą jest także Jordi Calavera, ale 30-letni Hiszpan - pod nieobecność kontuzjowanego Krzysztofa Wołkowicza - wystawiany jest przez trenera Tomczyka na boku pomocy.
- Jest rywalizacja i po takim meczu, jak ten w Warszawie, zawodnicy muszą odrobić lekcje i dać więcej. W pucharze Szymusik i Krzyżak zagrali na zero z tyłu, była pewność w ich poczynaniach i charakter, a potem zagrali kapitalny mecz ze Zniczem, Grzesiu miał też asystę. Jestem też zwolennikiem tego, że zawodnik zagraniczny musi być lepszy od Polaka. Czasami dajemy mu kredyt zaufania, ale tu nie będzie nic za darmo, każdy musi zasłużyć na grę w pierwszym składzie - tłumaczy bytomski szkoleniowiec.
Na swoich zasadach
W niedzielę blok obronny bytomian czeka solidna weryfikacja we Wrocławiu ze Śląskiem. Spadkowicz z ekstraklasy u siebie i na wyjeździe to dwie różne ekipy - na Tarczyński Arena jeszcze nie przegrał, z 8 spotkań wygrał 6, ale Polonia już udowodniła, że na wielkich arenach - na Stadionie Śląskim czy przy Reymonta - nie pęka (1:1 z Ruchem i 0:1 z Wisłą).
- Śląsk to zespół o potencjale i jakości Ruchu czy Polonii Warszawa, z równie wielką tradycją, piłka będzie tam zawsze na wysokim poziomie. Przeciwnik ma doświadczenie z ekstraklasy, dużo do zaoferowania, potrafi wykorzystać atut swojego stadionu. Ale my mamy już 24 punkty, świetny dorobek jak na beniaminka, co pozwala nam zagrać bez presji. Naszym marzeniem jest zrobić wszystko, żeby zapunktować w takim meczu. Na pewno się postawimy, zagramy na swoich zasadach i możemy atakować - zapowiada Łukasz Tomczyk.
Tomasz Mucha
W samo południe
Polonia o ćwierćfinał Pucharu Polski zagra w Świdniku z III-ligową Avią w środę 3 grudnia o 12.00. Niebiesko-czerwoni pałają żądzą rewanżu za ubiegłoroczne niepowodzenie na Lubelszczyźnie w 1/32 finału, a południowa pora w środku tygodnia nie jest dla bytomian czymś strasznym. Wszak w poprzedniej fazie mecz w Goczałkowicach zaczęli o 11.45, a już po kwadransie mieli na koncie 3 gole, wygrywając ostatecznie 7:0.
