Oblicza sabotażu

PODWÓJNY NELSON

Przed tygodniem pod tym samym szyldem zamieściłem felieton pt. „Autostrada donikąd”, traktujący o „wyczynach” Śląska Wrocław. Napisałem wówczas m.in.: „Trener Michał Hetel, wyłączając jego bezkrytycznych popleczników, nie ma na razie żadnych argumentów, by uznać, że jest właściwym człowiekiem na właściwym stanowisku. Pod jego wodzą Śląsk nie wygrał jeszcze ani jednego meczu, zarówno w lidze, jak i w Pucharze Polski”.

Po ostatnim meczu nic się nie zmieniło. Zaręczam jednak, że nie uwziąłem się na zespół z Oporowskiej, chociaż może to wyglądać na kopanie leżącego. Ale na litość Boską, to wrocławianie sami proszą się o soczyste ciosy na szczękę i żołądek. Kto oglądał sobotni popis wybrańców trenera Hetela przeciwko Radomiakowi doskonale rozumie, co mam na myśli. Powiedzmy sobie szczerze - zespół z Oporowskiej zagrał tragicznie, więc jakim cudem liczył na jakąkolwiek zdobycz punktową? Gospodarze beznadziejnie zagrali w defensywie, a obrońcom Śląska spokojnie można przykleić etykietkę sabotażystów. Wszystkim, bez wyjątku. Nie dziwię się zatem reakcji kibiców wrocławskiego zespołu, którzy schodzących do szatni po końcowym gwizdku sędziego piłkarzy i członków sztabu szkoleniowego żegnali jakże wymownymi okrzykami „Wyp***”. Nie tylko ostatni popis drużyny z Oporowskiej można spuentować słowami piosenki z serialu „Świat według Kiepskich” autorstwa Krzysztofa Skiby: „W kiepskim świecie, kiepskie sprawy, marne życie i zabawy”. To dotyczy, niestety, całej rundy jesiennej i nie wzrusza mnie w ogóle apel obrońcy Śląska Serafina Szoty do kibiców, by nie stracili wiary w piłkarzy i wspierali ich na każdym kroku, w każdym meczu. Naprawdę z trudem powstrzymuję łzy napływające mi do oczu...

To nie podlega żadnej dyskusji, że Śląsk obrał kurs na pierwszą ligę i śmiga do niej jak niszczyciel po wzburzonym morzu. Pytanie brzmi, kto rzuci wicemistrzowi koło ratunkowe i czy zrobi to na tyle skutecznie, by uratować go przed katastrofą? Jeżeli prezes klubu Patryk Załęczny myśli, że wszystkie problemy znikną w momencie wpompowania do klubu kolejnych 20-30 milionów złotych z kasy miejskiej, to jest wyjątkowo naiwny, oderwany od rzeczywistości. Nie jest bowiem w stanie zimą ściągnąć na Oporowską markowych piłkarzy, a poza tym zgadzam się ze słowami legendarnego Johana Cruyffa, że nigdy nie widział, by worek z pieniędzmi strzelił gola. Zresztą, o czym my mówimy, śledzę bardzo uważnie transfery dokonywane przez klub z stolicy Dolnego Śląska i widać jak na dłoni, że wrocławianie ściągnęli do siebie mnóstwo szrotu i niewielu wartościowych piłkarzy. Nie sądzę, by i zimą doszło do radykalnej poprawy.

Nie umknął mojej uwadze „western”, do którego doszło w obozie Radomiaka. Podczas treningu Vagner Dias celowo znokautował Rafała Wolskiego, zaś Leonardo Rocha odmówił wyjazdu do Wrocławia. - Na ostatnim treningu przed meczem podszedł do mnie i powiedział, że nie może, nie jest w stanie pomóc drużynie w meczu we Wrocławiu - powiedział z rozbrajającą szczerością trener Bruno Baltazar. Lekarstwo na takie akty sabotażu jest jedno - dotkliwa kara finansowa, a w przypadku zawodnika Republiki Zielonego Przylądka dyskwalifikacja do końca sezonu.

Bogdan Nather