Nuda! I nagle...
Krótko przed biegiem masowym na 15 km Tommaso Giacomel ponarzekał na atmosferę zmagań. Nie wiedział wtedy, że to właśnie on w starcie wieńczącym rywalizację biathlonistów zapewni wszystkim niezwyczajne emocje.
Tomasso Giacomel jeszcze na trasie, i to w roli lidera po drugim strzelaniu. Za chwilę zacznie się jego drama... Fot. PAP/EPA
BIATHLON
W rozmowie z Reutersem największy faworyt gospodarzy w tej dyscyplinie, we wcześniejszych startach w Anterselvie mocno zawodzący (srebro w sztafecie mieszanej, ale potem szósty na 20 km 22. w sprincie, dziewiąty w biegu pościgowym, i 14. w sztafecie panów), żałował przede wszystkim braku klasycznej wioski olimpijskiej w tyrolskiej stolicy biathlonu. „Jest jak na Pucharze Świata: zawodnicy rozsiani są po różnych hotelach, więc brakuje mi tego ducha olimpijskiego, spotykanego w wiosce na igrzyskach” - mówił. Kontakt między sportowcami polegał przede wszystkim na... grach online, co – zdaniem wicelidera klasyfikacji generalnej PŚ – nie wzmacniało więzi olimpijskiej. Atmosferę – mimo obecnego wszędzie w Anterselvie symbolu pięciu kółek olimpijskich – Giacomel określił mianem „nudy”...
Bezsilność w lesie
I co? I w dniu „mass startu” to właśnie Włoch zadbał o rozpalenie emocji na wypełnionych po brzegi trybunach biathlonowego stadionu. Po dwóch pierwszych – czystych w jego wykonaniu – strzelaniach wybiegł na trzecią pętlę jako pierwszy. A potem zaczyna się jego dramat, rozgrywający się nie na oczach wspomnianych widzów na miejscu, ale tych zasiadających przed ekranami. Kiedy kamery ponownie łapią czołową grupę w lesie, Giacomela już w niej nie ma. Podąża jeszcze za nią w kilkusekundowy odstępie, ale już nie biegnie już w tempie wyścigowym; raczej siłą woli człapie. Nagle, na widok członka reprezentacyjnego sztabu, chwyta się za lewą stronę ciała. Kilkaset metrów dalej już nie ma sił. Siedzi na śniegu, na krawędzi toru, całkowicie wyczerpany w śniegu; za chwilę wstrząsną nim torsje... Widzowie na trybunach spoglądają w telefony, scrollują ekrany w poszukiwaniu wiadomości o faworycie. Jest w końcu nieoficjalny komunikat włoskiej federacji. „Problemy żołądkowe, problemy z oddychaniem”. Giacomel wyjedzie z Anterselvy bez indywidualnego medalu...
Z czterema pudłami na „pudło”
Z dramy włoskiego giganta korzystają inni. Johannes Dale-Skjevdal, jako jedyny w 30-osobowej stawce strzelający bezbłędnie, przechodzi do historii. Jego medal jest 17. złotem Norwegów w tych igrzyskach; nigdy wcześniej tyle razy nie stawali na najwyższym podium w trakcie jednej imprezy. Wielki wyczyn zalicza też Quentin Fillon Maillet. Co prawda zaliczył aż cztery pudła na strzelnicy, ale świetnie biegnie i ostatecznie wdrapuje się na „pudło”, na jego trzeci stopień. To jego dziewiąty medal olimpiski, pierwszy brązowy (5-3-1)!
Dlaczego właśnie on?!
Niepocieszony jest Niemiec Philipp Horn. Jedna jedyna pomyłka, w ostatnim strzale, kosztowała go medal, choć ze strzelnicy jeszcze wybiegał jako trzeci. „Kiedy zobaczyłem, że Fillon Maillet jest tylko sześć sekund za mną, pomyślałem: „Dlaczego on? Jest zdecydowanie najszybszym biegaczem. W porównaniu z nim jestem narciarskim inwalidą” - barwnie, acz łamiącym się głosem, wyznawał do kamer ZDF-u. Dla biathlonowych Niemiec to najgorsze igrzyska od 34 lat: na razie zadowolić się muszą jedynym brązem w męskiej sztafecie. Od tego czasu zawsze zdobywali co najmniej dwa medale.
(DaL)
