Nowy król San Francisco?
Yaxel Lendeborg poprowadził Warriors do wygranej w Ball Arena.
Yaxel Lendeborg – debiutant, który ma szanse być wielką gwiazdą. Fot. Golden State Warriors
San Francisco ma nowego bohatera. Wybrany z 11. numerem w tegorocznym drafcie Yaxel Lendeborg poprowadził zespół do niespodziewanego zwycięstwa w Denver. 24-latek o portorykańskich korzeniach w spotkaniu w Ball Arena zdobył 31 punktów, miał 12 zbiórek i 6 asyst. Choć w tym meczu kompletnie nie siedział mu rzut z dystansu (zaledwie 1/8 za 3 punkty), to dominował w strefie podkoszowej – trafił 8 na 11 rzutów za 2 i bezlitośnie wymuszał faule, popisując się niemal bezbłędną skutecznością z linii rzutów wolnych (12/13 wolnych).
Mecz zaczął się od równej walki – pierwszą kwartę Nuggets wygrali 32:28. Przełom nastąpił po przerwie. Warriors zdominowali gospodarzy, zdobywając w drugiej połowie aż 74 punkty i uciekając rywalom na bezpieczny dystans. Drużyna z San Francisco znakomicie dzieliła się piłką i świetnie rzucała z dystansu (trafiła 22 na 44 rzuty za 3 punkty), a także całkowicie zdominowała tablicę zbiórek (50 do 36). Do rotacji Warriors po meczu odpoczynku w Phoenix powrócili Stephen Curry, Draymond Green i Brandin Podziemski. Curry dominował w drugiej połowie, rzucając 21 ze swoich 24 punktów.
Po stronie Denver dwoił się i troił Nikola Jokić, który zapisał 19 punktów, 7 zbiórek i 11 asyst, ale został zdjęty z boiska na ponad 3 minuty przed końcem, gdy Nuggets przegrywali już 21 punktami. Drugim strzelcem gospodarzy był DeMar DeRozan z 21 „oczkami”. Nuggets musieli sobie radzić bez kilku kontuzjowanych graczy (m.in. Camerona Johnsona). Rosnąca frustracja w zespole z Kolorado zaowocowała m.in. wyrzuceniem z boiska Aarona Gordona, który po zebraniu dwóch przewinień technicznych w czwartej kwarcie przedwcześnie udał się do szatni.
Lendeborg notuje znakomity początek sezonu. Przez kontuzje kluczowych graczy Warriors (m.in. Jimmy'ego Butlera czy Stephena Curry'ego w pojedynczych meczach), trener Steve Kerr od początku rzucił debiutanta na głęboką wodę, mianując go starterem. Lendeborg zapisał się w historii klubu jako pierwszy debiutant od czasów Chrisa Webbera (1993), który w swoich pierwszych czterech meczach z rzędu zdobywał dwucyfrową liczbę punktów. Zdobywając łącznie 87 punktów w swoich pierwszych czterech meczach w NBA, Lendeborg zapisał się w kronikach Golden State Warriors. Ustępuje w tej statystyce wyłącznie legendarnemu Wiltowi Chamberlainowi, który w debiutanckim starcie w barwach tej franczyzy rzucił 150 punktów.
Tymczasem niepokój w Miami. Nie po to sprowadzono na Florydę Giannisa Antetokounmpo, by po czterech kolejkach być na samym dnie tabeli Konferencji Wschodniej. Heat przegrali właśnie po raz czwarty. Ostatniej nocy kibice w Kaseya Center liczyli na przełamanie, jednak gospodarze po zaciętym spotkaniu przegrali na własnym parkiecie z Dallas Mavericks 109:113. Gwoździem do trumny okazała się fatalna skuteczność z linii rzutów wolnych – gracze Heat trafili zaledwie 14 z 25 rzutów osobistych (56%), co przy tak wyrównanym meczu przesądziło o porażce. W drużynie z Dallas nie do zatrzymania był debiutant Cooper Flagg, który rzucił 29 punktów.
Giannis Antetokounmpo nie zawiódł, zaliczył triple-double (29 pkt, 14 zbiórek i 11 asyst), jednak to nie wystarczyło na świetnie dysponowanych rywali. Wszystkie dotychczasowe spotkania Heat obnażyły spore problemy w defensywie drużyny, która traci średnio aż 124,7 punktu.
Wyniki. Cleveland - Minnesota 127:125, Charlotte - Washington 110:103, Boston - Chicago 134:99, Miami - Dallas 109:113, Oklahoma City - Phoenix 125:114, Milwaukee - Indiana 110:102.
(pp)
