Nowa rzeczywistość Podlasia

Białystok wcześniej nie był mistrzem Polski, a ponad 30 meczów jesienią to zupełna nowość.

Czy Jagiellonia utrzyma mistrzowską dyspozycję? Fot. Michał Kość/PressFocus

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK

Czas na fetowanie już dawno dobiegł końca. Teraz przed „Jagą” najintensywniejsza runda w historii klubu, w trakcie której zagra tyle spotkań, ile wiele zespołów rozgrywa... przez cały sezon. Oczywiście przy założeniu, że „Duma Podlasia” dostanie się do fazy grupowejeuropejskich pucharów, co jednak ma niemalże zapewnione. By awansować do Ligi Mistrzów, musi wygrać trzy dwumecze, by zagrać w Lidze Europy potrzebuje dwóch triumfów, natomiast by rywalizować w Lidze Konferencji, wygrać musi tylko jeden dwumecz, ten najbliższy. 

W zależności od tego, do których rozgrywek się dostanie, zagra jesienią 6 lub 8 meczów w pucharach. Wcześniej, w eliminacjach, zaliczy 6 spotkań. Do tego należy dorzucić 18 kolejek ligowych w drugiej połowie 2024 roku, a także przynajmniej jeden mecz Pucharu Polski. Jak łatwo policzyć, suma wynosi ponad 30 gier, co oznacza gigantyczne napięcie terminarza i wielkie wyzwanie dla sztabu szkoleniowego dowodzonego przez trenera Adriana Siemieńca. - Na pewno dla wielu z nas będzie to pierwsze tego typu doświadczenie. Meczów będzie bardzo dużo, ale cieszymy się, bo to przywilej. Trenujemy, aby grać możliwie najczęściej, z możliwie najlepszymi na najwyższym poziomie. Wierzymy, że stać nas na awans. Czy damy radę fizycznie? Jestem o to spokojny – powiedział Sławomir Abramowicz, 20-letni golkiper Jagiellonii. 


 KOMENTARZ „SPORTU”

Kareta znowu jest dynią 

Złoty pył mistrzostwa opadł i trzeba zaczynać od zera. Jagiellonia dokonała kilka tygodni temu rzeczy wyjątkowej i nikt jej tego już nigdy nie odbierze. Jednakże należy pamiętać, że prócz własnej pracy skorzystała także na... szczęściu. Cała ligowa śmietanka solidarnie zawodziła, w efekcie czego białostoczan ścigała nie Legia, nie Lech, nie Raków, ale Śląsk Wrocław. I mistrz, i wicemistrz sezon wcześniej ledwo utrzymali się w ekstraklasie! Jagiellonia skorzystała z okazji i brawa dla niej, ale oby nie stała się bolesnym przykładem powiedzenia, że na szczycie trudniej pozostać niż się nań wdrapać. Na swoje szczęście ma w swoich szeregach bardzo inteligentnych ludzi, którzy chłodnym spojrzeniem starają się oceniać rzeczywistość – nie tylko trenera, ale i dyrektora sportowego Łukasza Masłowskiego. Oni wiedzą, że „Duma Podlasia” nie jest teraz żadnym gigantem i że czeka ją szalenie wymagający sezon. Obserwowanie tego, jak sobie poradzi, będzie dla fanów polskiej piłki nie lada gratką.

Piotr Tubacki