Nokaut w Częstochowie. Czy to ma sens?
Włókniarz został rozgromiony przez Motor Lublin różnicą 38 punktów. I choć każdy się z tym liczył, to po meczu nastroje były wyjątkowo podłe.
Zawodnicy Motoru na dwóch czołowych pozycjach. Tak wyglądała większość wyścigów w Częstochowie. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Piątkowe mecze o 18.00 w tym sezonie zapowiadają się jako przekleństwo telewizji pokazującej ekstraligę. To wtedy odbywa się teoretycznie najmniej atrakcyjne spotkanie danej kolejki, w sezonie 2026 w praktyce będą to mecze Częstochowian. Po w miarę przyzwoitym spotkaniu na inaugurację w Lesznie (31:59), w piątek Włókniarz przegrał aż 26:64. I to u siebie.
Nie ma mowy o taktycznych
O samym meczu nie można za wiele napisać. Dziesięć biegów Lublinianie wygrali podwójnie, cztery zakończyły się remisami, a zaledwie jeden - konkretnie piąty - zakończył się wygraną gospodarzy 4:2, po tym jak Mads Hansen wyprzedził Martina Vaculika, a Jakub Miśkowiak przyjechał przed Mateuszem Cierniakiem. Duńczyk to jedyny zawodnik o którym w zasadzie można coś dobrego powiedzieć po stronie Włókniarza, w porównaniu z meczem w Lesznie zanotował duży progres. Na całej linii zawiedli za to obaj Australijczycy – Rohan Tungate i Jaimon Lidsey. - Tego się właśnie obawiam, że jak pojedzie jeden zawodnik w danym meczu, to inni nie. Gdy mecz się układa tak jak ten, to już każdemu chciałem dać pojeździć, o jakich rezerwach taktycznych tu w ogóle mówić? To był nokaut – przyznał po spotkaniu przybity trener Włókniarza, Mariusz Staszewski. Już po dziewiątym wyścigu Motor formalnie i matematycznie zapewnił sobie wygraną, co w najwyższej klasie rozgrywkowej nie zdarzyło się od niepamiętnych czasów.
Mało kibiców
W tym miejscu coraz częściej będą pojawiać się pytania, czy udział w najwyższej lidze drużyn dysponujących tak słabym składem jak Włókniarz ma w ogóle sens? Pogromy są też problemem dla rywali, którzy muszą wypłacić zawodnikom wyjątkowo wysoką „punktówkę”. – To już zmartwienie księgowej. Ja się cieszę, że jedziemy bardzo dobrze. Włókniarz utrzymał się w lidze sportowo, więc co mieli zrobić? Zrezygnować z ekstraligi? Mieli swoje problemy i czas nie pozwolił im na zakontraktowanie lepszych zawodników, muszą to przyjąć na klatę – skomentował menadżer Lublinian, Jacek Ziółkowski. Mimo że była to inauguracja sezonu pod Jasną Górą, na stadionie przy Olsztyńskiej stawiło się niespełna pięć tysięcy kibiców. - No nie powinno to tak wyglądać… Trochę mało tych kibiców, mówiłem to do chłopaków już na prezentacji. Bez względu gdzie jeździmy zawsze chcielibyśmy ścigać się przy pełnych trybunach – powiedział nam zdobywca kompletu punktów, Bartosz Zmarzlik. Za tydzień Włókniarza czeka „powtórka z rozrywki” – starcie z mistrzem Polski z Torunia.
Cios za cios w Gorzowie
Osłabiona brakiem kontuzjowanego podczas eliminacji Srebrnego Kasku Oskara Palucha podjęła rękawicę z faworyzowaną ekipą Betard Sparty, a dzięki temu kibice w Gorzowie mimo braku mijanek na torze byli świadkami niezwykle emocjonującego widowiska, w którym prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Gospodarze mieli piorunujący początek, prowadząc po trzech wyścigach 12:6, jednak już trzy wyścigi później o cztery oczka więcej mieli Wrocławianie. Potem nastąpiła seria trzech remisów i ponownie po dwie podwójne wygrane jednych i drugich z rzędu! Finalnie przed ostatnim wyścigiem było 41:43. W ostatnim biegu niespodziewanym bohaterem gości został Bartłomiej Kowalski, który z czwartego pola zanotował piorunujący start i mimo zaciekłych ataków nie dał się wyprzedzić duetowi Anders Thomsen – Jack Holder. – Czułem odpowiedzialność przed tym biegiem, miałem jednak dobry start i niezłąprędkość. Cały poprzedni sezon i zimę słyszałem, że słabo spisuję się na wyjazdach. Ostro pracowaliśmy z całym teamem, aby to poprawić – powiedział po spotkaniu zdobywca 10 punktów. Gorzowianie z pewnością nie byliby w stanie walczyć ze Spartą jak równy z równym, gdyby nie fenomenalna postawa Mathiasa Pollestada. Norweg, który jeszcze w poprzednim sezonie był juniorem i ścigał się na drugim poziomie rozgrywek dwukrotnie pokonał wicemistrza świata Brady’ego Kurtza kończąc mecz z 11 punktami. – W ekstralidze walczy się o wiele bardziej twardo i jest trudniej. Sekret moich dobrych wyników? Zimą zmieniłem tunera i zrzuciłem trochę kilogramów – odpowiedział w skandynawskim stylu.
Mariusz Rajek
◼ Krono-Plast Włókniarz Częstochowa – Orlen Oil Motor Lublin 26:64CZĘSTOCHOWA: Tungate 4 (1, 1, 1, 0, 1), Szostak 1+1 (1*, 0, 0, 0, -), M. Hansen 8 (0, 3, 1, 2, 2), Miśkowiak 6 (1, 1, 0, 3, 1), Lidsey 3 (0, 1, 1, 1), Ludwiczak 3 (1, 2, 0, 0), Ciurzyński 1+1 (0, 0, 1*), Grzelak ns.
LUBLIN: Woryna 14 (3, 3, 3, 2, 3), Lindgren 11+4 (2*, 2*, 2*, 3, 2*), Vaculik 12+2 (2*, 2, 3, 2*, 3), Cierniak 3+2 (0, 0, 2*, 1*), Zmarzlik 12 (3, 3, 3, 3, -), Bańbor 8+1 (3, 3, 2*, d), Jaworski 4+2 (2*, 2*, 0), Cepielik ns.
GORZÓW: J. Holder 12+1 (2, 3, 3, 3, 1*), Jabłoński 0 (-, 0, 0, 0), Przedpełski 4+1 (0, 0, 2*, 1, 1), Szymko ns., Thomsen 11 (3, 2, 3, 1, 2), Chatłas 4 (3, 1, 0), Bednar 2+1 (2*, 0, 0, 0), Pollestad 11+2 (2*, 1, 3, 2*, 3)
WROCŁAW: Kurtz 8+1 (3, 1, 1*, 1, 2), Bewley 9 (1, 3, 2, 3, 0), Kowalski 10+2 (1, 2*, 1*, 3, 3), Janowski 7+1 (2*, 3, 2, 0, 0), Łaguta 5+1 (0, 2, 1, 2*), Kowolik 3 (0, 3, 0), Andersen 4+2 (1, 1*, 2*), Mikołajczyk ns.
