Nokaut po przerwie

Lech Poznań przerwał serię drużyny z Łazienkowskiej, która nie przegrała żadnego z wcześniejszych pięciu meczów w lidze.

Portugalczyk Afonso Sousa (z lewej) dołożył dużą cegłę do dotkliwej porażki Legii w Poznaniu. Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

Mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa został rozegrany na nowej murawie na Enea Stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Klub ze stolicy Wielkopolski podjął decyzję o wymianie nawierzchni, a cała operacja wymiany trawy została przeprowadzona błyskawicznie, bo od poprzedniego meczu ligowego „Kolejorza” minęło zaledwie piętnaście dni. Najpierw zdarta została poprzednia trawa, a potem rozłożona nowa, która przyjechała z plantacji na Słowacji. W środę zakończyła się jej instalacja, potem były prowadzone zabiegi pielęgnacyjne, żeby w niedzielę warunki do gry były optymalne.

Bolesny powrót

Kacper Chodyna wrócił na stadion przy ulicy Bułgarskiej po raz pierwszy jako zawodnik Legii Warszawa. Urodzony w Drawsku Pomorskim piłkarz przez pięć lat grał w Lechu - najpierw w zespole juniorów, a potem w drugiej drużynie. Wychowanek Iny Ińsko wystąpił siedem razy przeciwko „Kolejorzowi”, gdy zakładał koszulkę Zagłębia Lubin. Przed niedzielną wizytą jego bilans wyglądał tak: dwa zwycięstwa, dwa remisy oraz trzy porażki. 25-letni wahadłowy w tych potyczkach strzelił jednego gola, a miało to miejsce w ostatniej kolejce sezonu 2021/22, kiedy pokonał strzałem z rzutu karnego Mickiego van der Harta. W październiku Chodyna w każdym spotkaniu wychodził w podstawowym składzie legionistów, strzelił w nich trzy gole oraz dołożył do tego dwie asysty. Teraz kończył mecz w Poznaniu ze spuszczoną głową, bo stołeczna drużyna wracała do domu z bagażem pięciu goli.

Przerwana seria

Przed przyjazdem do stolicy Wielkopolski Legia miała serię pięciu ligowych meczów bez porażki (dwa remisy i trzy zwycięstwa) oraz... trzech wygranych w Lidze Konferencji Europy, gdzie legitymuje się imponującym bilansem bramkowym 8:0! W rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy ostatni raz przegrała 20 września, gdy wracała do stolicy z pustymi rękami ze Szczecina. Teraz musiała przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę, bo pięciu goli jeszcze dotąd nie straciła. Ból był podwójny, bo wcześniej przegrała tylko jeden mecz na wyjeździe. Koniecznie trzeba dopowiedzieć, że gdyby nie przyzwoicie dysponowany bramkarz Gabriel Kobylak, rozmiary zwycięstwa „Kolejorza” byłyby o wiele wyższe. Ale jeden zawodnik nie miał prawa zatrzymać rozpędzonego lidera, tym bardziej że nie miał należytego wsparcia w kolegach z obrony.

Wyrównany mecz?!

Zastępujący na ławce gości trenera Goncalo Feio jego asystent Inaki Astiz nie zauważył dominacji przeciwnika, o czym świadczą jego słowa. - To był wyrównany mecz, ale jesteśmy rozczarowani, bo nie tak to miało wyglądać - stwierdził hiszpański szkoleniowiec. - Sytuacji bramkowych było mniej więcej tyle samo z obu stron, ale wygrała skuteczniejsza drużyna, stąd taki wysoki wynik. W działaniach defensywnych nie weszliśmy na ten poziom, co we wcześniejszych spotkaniach, także w tych w Europie.

- To był świetny mecz w naszym wykonaniu, szczególnie druga połowa, którą wygraliśmy 3:0 - piał z zachwytu trener Lecha, Niels Frederiksen. - Pierwsza odsłona to była bardzo twarda gra z obu stron, prowadzona w intensywnym tempie, z wieloma fazami przejściowymi. Zdominowaliśmy rywala pod względem fizycznym.

Bogdan Nather

130 - tyle obecnie wskazuje licznik meczów ligowych  między Lechem i Legią. Bilans jest korzystny dla zespołu z Warszawy, który odniósł 56 zwycięstw, 35 razy obie ekipy dzieliły się punktami, a 39 razy z wygranej cieszyli się Niebiesko-biali. Bramki 169:120 na korzyść drużyny z Łazienkowskiej.


MÓWIĄ LICZBY
LECH LEGIA
52 posiadanie piłki 48
11 strzały celne 5
3 strzały niecelne 7
5 rzuty rożne 6
0 spalone 0
10 faule 18
3 żółte kartki 3