Nocny... cyrk
Tyszanie są zbulwersowani tym, jak potraktowano ich w Łodzi.
Trener Tomasz Jagiełka w mocnych słowach wypowiedział się o kulisach meczu z ŁKS-em. Fot. Łukasz Sobala / PressFocus
W środowisku wrze, a w centrum kontrowersji niezmiennie znajduje się ŁKS Łódź. Klub, który zdominował ligowe kulisy, wymuszając w lutym zmianę terminarza pod swoich kadrowiczów 3x3, teraz zmaga się z wizerunkowym kryzysem organizacyjnym. Podczas ćwierćfinałowej rywalizacji z GKS-em Tychy doszło do scen, które trener gości, Tomasz Jagiełka, nazwał jednoznacznie...
Zamieszanie z terminarzem
ŁKS to w tym sezonie zespół budowany z ogromnym rozmachem – od mocnych transferów po zmiany szkoleniowców w pogoni za awansem. Prawdziwa burza wybuchła jednak w lutym, gdy PZKosz przychylił się do prośby Łodzian i wywrócił ligowy kalendarz do góry nogami. Mimo protestów innych drużyn terminarz sezonu zasadniczego oraz datę rozpoczęcia play offu skrojono pod dwóch zawodników ŁKS-u, którzy są filarami reprezentacji 3x3. Argument o ich przygotowaniach do mistrzostw świata wystarczył, by cała liga musiała dostosować się do interesów jednego klubu.
Organizacyjny skandal
W ćwierćfinałowym starciu ŁKS-u z GKS-em Tychy emocje sportowe zostały przyćmione przez organizacyjny skandal. Ślązacy sensacyjnie otworzyli serię zwycięstwem na wyjeździe, a w drugim meczu byli bliscy powtórzenia tego sukcesu. Jednak to, co działo się poza parkietem, wzbudziło największe kontrowersje. Goście dopiero na miejscu dowiedzieli się o przesunięciu godziny meczu z 20.00 na 21.00. Powód? Przedłużający się turniej badmintona.
W efekcie spotkanie zakończyło się dopiero w okolicach północy, a trener tyszan, Tomasz Jagiełka, na konferencji prasowej nie krył wściekłości. – Jest godzina 23.32. Zespół, który aspiruje do ekstraligi i uważa się za potentata, wpuścił nas na salę o 19.55, podczas gdy mecz miał zacząć się o 20.00. To są cyrki – grzmiał szkoleniowiec. – Przyjeżdżamy tyle kilometrów, planujemy dzień od odnowy po posiłki, a zawodnicy nie są w stanie przygotować się do gry z takim opóźnieniem. Jeśli taka organizacja jak ŁKS nie potrafi zagwarantować hali w tak dużym mieście, to jest to wstyd. Mam nadzieję, że liga wyciągnie konsekwencje wobec ŁKS-u.
Tłumaczenia gospodarzy
Łódzki klub opublikował w mediach społecznościowych wyjaśnienia dotyczące kontrowersji wokół niedzielnego spotkania. Podziękował kibicom za cierpliwość i doping do samego końca, odnosząc się jednocześnie do zarzutów o złą organizację. Z oświadczenia wynika, że organizacyjny impas był wynikiem splotu nieszczęśliwych okoliczności i braku porozumienia między klubami. ŁKS zaznacza, że wiedząc o niedostępności łódzkich hal (okupowanych przez siatkarskie mecze o medale), proponował przełożenie spotkania na poniedziałek, na co GKS Tychy nie wyraził zgody. Ostatecznie mecz przeniesiono do hali UMED-u. Choć gospodarze obiektu przesunęli swoje rozgrywki badmintonowe na wcześniejsze godziny, sportowa rywalizacja na lotki przeciągnęła się z przyczyn niezależnych, co wywołało efekt domina i nocne granie w I lidze.
Rywalizacja, w której po dwóch meczach w Łodzi jest remis 1:1, przenosi się teraz na Śląsk.
(pp)
