No to teraz... Wiktorowski!

Iga Świątek zdeklasowała Elisabettę Cocciaretto i o ćwierćfinał „tysięcznika” w Rzymie zagra w poniedziałek z podopieczną swojego byłego trenera, Naomi Osaką. Z imprezy szybko „wyleciała” światowa numer 1, Aryna Sabalenka.

W dwóch pierwszych meczach w Rzymie Igę Świątek raczej nie zawodził serwis, w poniedziałek jednak czeka ją próba ognia najważniejsza... Fot. Insidefoto/SIPA USA/PressFocus

Na Campo Centrale Polka dała w niedzielny wieczór pokaz siły, jaką w tym sezonie demonstrowała niezwykle rzadko. W trzeciej rundzie Internazionali BNL d'Italia Iga Świątek rozbiła Włoszkę Elisabettę Cocciaretto (41. WTA) 6:1, 6:0. Spotkanie obu tenisistek bardzo przypominało to sprzed roku w Rzymie, gdy w 2. rundzie Raszynianka zakończyła rywalizację identycznym wynikiem. Tamta potyczka trwała zaledwie 54 minuty, ta niedzielna o 11 minut dłużej. Trzykrotna triumfatorka Italian Open (w latach 2021-22, 24) prawdopodobnie spieszyła się na El Clasico...

Świątek imponowała serwisem, popełniła tylko 11 niewymuszonych błędów - najwięcej w ostatnim gemie, gdy serwując nie wykorzystała trzech piłek meczowych. Potem bezradna wcześniej Włoszka - aż dwukrotnie elektroniczny system „wybuczał” jej błędy stóp - miała trzy okazje na przełamanie, aż przy czwartym meczbolu nie przebiła piłki przez siatkę.

Ostatni był horror

W poniedziałek przelewek nie będzie, bo o ćwierćfinał Iga zagra z Naomi Osaką (16.). To prestiżowa potyczka, Japonkę prowadzi wszak Tomasz Wiktorowski, który do sierpnia 2024 był trenerem Świątek. W niedzielę jego nowa podopieczna w niecałą godzinę rozbiła Rosjankę Dianę Sznajder 6:1, 6:2. Świątek prowadzi w bezpośredniej rywalizacji z Osaką 2-1, po raz ostatni panie stoczyły heroiczny bój w maju 2024, też na mączce, w 2. rundzie Rolanda Garrosa – Iga pod wodzą Wiktorowskiego. Polka przegrywała już w trzecim secie 2:5 i 0-30, ale obroniła piłkę meczową i ostatecznie po prawie trzech godzinach wygrała 7:6 (7-1), 1:6, 7:5, a potem sięgnęła po swój czwarty tytuł w Paryżu.

- Naomi jest świetną tenisistką, pamiętam ten ciężki mecz na Rolandzie, ale wiem, jak uderza piłki, będę gotowa i fizycznie, i taktycznie – zapewniła Świątek. Początek poniedziałkowego meczu nie przed godziną 18.00.

Sabalenka się uczy

Sensacją weekendu na Foro Italico była porażka w trzeciej rundzie liderki światowej listy Aryny Sabalenki z 36-letnią Soraną Cirsteą (27.). Białorusinka w pierwszym secie oddała 27. w rankingu Rumunce dwa gemy, a w drugim prowadziła 2:0, ale przegrała 6:2, 3:6, 5:7. Pod koniec sobotniego spotkania potrzebowała przerwy medycznej, a po meczu narzekała na ból w dolnej części kręgosłupa. Italian Open to jeden z nielicznych turniejów, którego jeszcze nie wygrała – dwa lata temu przegrała epicki wręcz finał ze Świątek.

- Czułam, że moje ciało ogranicza mnie w występach na najwyższym poziomie. Rywalka zagrała niesamowity tenis. Nie dała mi zbyt wielu szans. Zaczęłam naprawdę dobrze, ale później obniżyłam poziom. Ale chyba nigdy nie przegrywamy, tylko się uczymy, więc jest OK – filozoficznie podsumowała czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa, zapowiadając kilka dni odpoczynku przed przygotowaniami do wielkoszlemowego French Open (startuje 24 maja).

Po znakomitej grze na kortach twardych, na których 28-latka z Mińska zdobyła tytuł w Brisbane (m.in. pokonując Cirsteę), dotarła do finału Australian Open i sięgnęła po tzw. Sunshine Double (w Indian Wells i Miami), początek sezonu na kortach ziemnych ma słaby. To jej druga porażka w trzech ostatnich meczach – dwa tygodnie temu uległa Amerykance Hailey Baptiste w ćwierćfinale w Madrycie. Poprzednio na tak wczesnym etapie - przed ćwierćfinałem - odpadła ponad rok temu, w lutym 2025 w Dubaju.

Ostatni taniec?

Ciekawy jest przypadek Cirstei. W grudniu ogłosiła, że sezon 2026 - jej 20. na WTA Tour - będzie jej ostatnim, wyrażając nadzieję odejścia „na wysokiej nucie i na własnych warunkach”. Pokonując po raz pierwszy w karierze światową „jedynkę” (w siódmym podejściu) – lepszego zwieńczenia kariery trudno sobie wyobrazić; choć Sabalenkę akurat miała już „przyszpiloną” - trzy lata temu w Miami. Rumunka nigdy nie była w top 20 (najwyżej 21.), ale jest tego bliska - w lutym wywalczyła czwarty tytuł w karierze, w „domowym” WTA 250 w Kluż-Napoce, a jej bilans sezonu to 25-7. Czy po tym prestiżowym zwycięstwie, zaczęła rozważać zmianę decyzji o zakończeniu kariery? - Może jeśli wygram ten turniej, obiecuję, że się nad tym zastanowię – uśmiechała się na korcie. - Jednocześnie w mojej głowie jest już dość mocno ustalone, że chcę zakończyć karierę. Ale zawsze zostawiam uchylone małe drzwi, zobaczymy, co życie ma mi do zaoferowania – przyznała.

Tomasz Mucha

Paolini nie obroni

Dla gospodarzy rzymskiego turnieju bardziej bolesna od porażki Cocciaretto ze Świątek było odpadnięcie obrończyni tytułu Jasmine Paolini. Pomimo piłek meczowych w drugim secie z Elise Mertens (22.), rozstawiona z nr 9 Włoszka przegrała z Belgijką 6:4, 6:7 (5-7), 3:6. Paolini w tym sezonie ma słaby bilans 12-11, nie wygrała jeszcze w tym sezonie z tenisistką z top 40.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się