Nikt nie jest pewny gry

Rozmowa z Bartłomiejem Bołądziem, atakującym reprezentacji Polski i Aluronu CMC Warty Zawiercie

Bartłomiej Bołądź z zawierciańskim klubem świętował mistrzostwo Polski, a teraz czas na sukcesy w kadrze. Fot. Weronika Marciszek/PressFocus

Do kadry dołączył pan dopiero kilka dni temu. Wpadł pan w już w rytm treningowy?  

- Początki po przerwie nigdy nie należą do łatwych. Są pierwsze zakwasy, pierwsze bóle mięśniowe. Zaczęliśmy teraz drugi tydzień i jest lepiej.

W środę do zespołu dołączyli zawodnicy, którzy wrócili z pierwszego turnieju Ligi Narodów w Chinach. Wcześniej trenowaliście w niekompletnym zestawieniu. Było trudno?

- Było tak jak w poprzednich latach. Po prostu, część zespołu pojechała na Ligę Narodów, inni trenerzy zostali z nami. Więc to nie tak, że nikogo nie ma na zajęciach. Jest normalna praca, czyli siłownia i hala. Na zgrupowaniu mamy chłopaków na naprawdę najwyższym poziomie, więc treningi też takie są.

 Jak pan spędził trzy tygodnie przerwy? Było świętowanie mistrzostwa Polski?

- To nie tak, że miałem trzy tygodnie wolnego. Pierwszy tydzień załatwiałem jeszcze w klubie obowiązki marketingowe, to znaczy podziękowania, wizyty u sponsorów… Dopiero później były krótkie wakacje. Wraz z rodziną spędziliśmy je w Grecji. Fajny czas za mną. Udało się odpocząć, zresetować głowę, więc to jest najważniejsze. Mówiąc szczerze, urlopu w tym roku był więcej niż zwykle.

Na pana pozycji w kadrze jest ogromna konkurencja. W Chinach z dobrej strony pokazali się Alaksiej Nasewicz i Bartosz Gomułka, a jest jeszcze mający problemy z barkiem, Kewin Sasak. Szykuje się zatem ostra walka o pozycję pierwszego atakującego.

- Przede wszystkim teraz skupiam się na tym, by forma szła do góry, żeby dalej dbać o zdrowie, bo to jest najważniejsze. Chcę dalej się rozwijać i łapać doświadczenie. Ostatnie lata pokazują, że naprawdę mamy sporą rywalizację na każdej pozycji. Spokojnie można by było zrobić trzy-cztery drużyny, które w mistrzostwach Europy czy świata walczyłyby o medale. Rywalizacja więc będzie i nikt nie jest pewny miejsca w pierwszej szóstce.

 Pana cel to igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku?

- Nie da się ukryć, że lata lecą, człowiek jest coraz starszy. Zawsze staram się twardo stąpać po ziemi. Obecnie skupiam się, żeby powrócić do najlepszej formy. Przynajmniej takiej, która była pod koniec sezonu. Później zobaczę, co los da. Zdrowy w stu procentach chyba nigdy nie będę, ale naprawdę jest dobrze. Są mikrourazy, lecz nad nimi też już pracujemy. Był czas, żeby troszkę odpocząć, troszkę się zregenerować, wzmocnić ciało.

 W ubiegłym sezonie rywalizację o miejsce na mistrzostwa świata przegrał pan z Bartoszem Kurkiem i Kewinem Sasakiem. Zawód był duży?

- Z każdej sytuacji staram się wyciągnąć coś dobrego. Miałem więc czas na spokojne przygotowanie się do sezonu w klubie. Fajnie ten okres przygotowawczy przepracowaliśmy i to właśnie zaowocowało w tym sezonie, bo wróciłem na najwyższy poziom.

Właśnie przedłużył pan umowę z Aluronem CMC Wartą. Co zdecydowało o tym, że kolejny rok spędzi pan w Zawierciu?

- Bo to profesjonalnie poukładany klub. Mam przeczucie, że nadal chce się rozwijać w każdym aspekcie swojego funkcjonowania. Wierzę, że pod okiem trenera Michała Winiarskiego zrobimy kolejny krok w przód i zdobędziemy jeszcze niejeden medal.

(mic)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się