Nie da się ukryć, że największe rozczarowanie po minionej kolejce muszą odczuwać piłkarze Miedzi Legnica. Mieli przecież zwycięstwo w Bruk-Betem na wyciągnięcie ręki. Co z tego, że piłkarze Ireneusza Mamrota grali w osłabieniu od 64 minuty, skoro wygrywali 1:0 i mieli doskonałą okazję, żeby prowadzenie podwyższyć? Jacek Podgórski zapewne do teraz wścieka się, że w sytuacji sam na sam z bramkarzem trafił w słupek. Najpewniej były piłkarz Korony już widział piłkę w siatce, gdy oddawał strzał i chyba ta pewność go zgubiła. A że futbol błędów nie wybacza, chwilę później Nieciecza doprowadziła do wyrównania i zapewniła sobie remis w starciu na szczycie. Oczywiście kibice z Legnicy mogą pocieszać się tym, że ich zespół dalej jest na drugim miejscu w tabeli. Gdyby jednak Podgórski trafił, Miedź zrównałaby się punktami z Bruk-Betem. Biorąc pod uwagę, że drużyna z Dolnego Śląska ma przed sobą jeszcze zaległy mecz z Wisłą Kraków, mogłoby się okazać, że gdyby z Niecieczą udało się wygrać, legniczanie za niedługo znaleźliby się na szczycie tabeli.
Tymczasem rozszalał się Ruch Chorzów, który bezproblemowo rozprawił się z Chrobrym, wygrywając piąte spotkanie ligowe z rzędu. Pięciu bramek nie strzela się co mecz, niezależnie od przeciwnika. Należy więc docenić pracę zespołu oraz trenera Dawida Szulczka. Strata do czołówki się zmniejsza, a w zespole widać chęć zwyciężania i szybkiego powrotu do ekstraklasy.