Niechciani beniaminkowie?
Kto awansuje do ekstraklasy oprócz Wisły Kraków? To pytanie na razie pozostaje jednym z najbardziej otwartych w naszej piłce, ale prawie na pewno będą to kluby, których nie było tam nigdy, albo bardzo dawno.
Jak zapełnić stadion Chrobrego? To pytanie od lat zadają sobie w Głogowie. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus.pl
2. Chrobry Głogów
Jedna z największych sensacji, jeśli nie największa obecnego sezonu. Znakomita praca trenera Łukasza Becelli sprawiła, że klub, który miał jedynie spokojnie się utrzymać – zajmuje aktualnie miejsce dające bezpośredni awans do ekstraklasy, której nigdy jeszcze w Głogowie nie było, choć raz było całkiem blisko. W 2022 w finale baraży Chrobry dopiero po dogrywce musiał uznać wyższość Korony Kielce (2:3). Chrobry, choć w tabeli zajmuje drugie miejsce, cierpi od lat na poważny problem – niewielkiego zainteresowania kibiców jego meczami. Pod tym względem zajmuje czwarte miejsce, ale od końca, ustępując znacznie nawet Puszczy Niepołomice. Średnia widownia niewiele przekraczająca ponad tysiąc osób to katastrofa i ciężko powiedzieć czy radykalnie zmieniłaby się nawet po awansie. Skoro tak dobrze grająca drużyna wywołuje tak niewielkie zainteresowanie, może Głogowianie po prostu nie interesują się sportem? Przynajmniej tym w biernym wydaniu, do oglądania na stadionie. Jedno jest pewne – chcąc marzyć o ekstraklasie, w Chrobrym muszą poważnie pomyśleć o działaniach marketingowych, które przyciągną fanów na stadion, który... i tak nie spełnia wymogu dotyczącego minimalnej liczby miejsc na poziomie 4500 (aktualnie 2817). Ale czy w Głogowie jest dla kogo go powiększać?
3. Wieczysta Kraków
Jeden z najbardziej kuriozalnych piłkarskich eksperymentów w naszym kraju sportowo jest faworytem do zajęcia drugiego miejsca i bezpośredniego awansu. Projekt Wojciecha Kwietnia tworzony na zasadzie „kto bogatemu zabroni” nie musi martwić się o finanse, gra atrakcyjną piłkę, cieszy się olbrzymim zainteresowaniem w sieci na zasadzie ciekawostki, ale zarazem tworzony jest właściwie jedynie dla zaspokojenia ego właściciela. W Krakowie kibicuje mu garstka kibiców, na domowych meczach w Sosnowcu pojawia się kilkaset osób, a frekwencyjną katastrofę przeważnie ratują jedynie fani drużyn przyjezdnych. W ekstraklasie nieposiadający swego stadionu klub znów będzie musiał posiłkować się obiektem zastępczym – optymalnym rozwiązaniem byłby ten przy Reymonta, ale Wisła nie będzie raczej przychylna temu pomysłowi.
4. Polonia Warszawa
Pierwszy powojenny mistrz Polski smaku ekstraklasy nie zaznał już od trzynastu lat i patrząc na zimowe ruchy transferowe oraz efektowne wejście w rundę wiosenną, ewidentnie chciałby ten stan rzeczy odmienić. W poprzednim sezonie Czarne Koszule zatrzymały się na półfinale baraży. W tym o bezpośrednią promocję może być równie ciężko, ale w barażach wszystko zdarzyć się może. W razie awansu ekipa ze stolicy nie powinna mieć problemu z otrzymaniem warunkowej licencji, ponieważ podobną otrzymała już w poprzednim sezonie. Polonia cały czas czeka na modernizację stadionu, co od lat obiecują jej władze Warszawy. Baza kibicowska ekipy z Konwiktorskiej jest nieporównywalnie mniejsza od Legii, ale Czarne Koszule z pewnością byłyby powiewem świeżości w krajowej elicie.
5. Pogoń Grodzisk Mazowiecki
Klub, który jeszcze w 2024 grał w III lidze, nie przestaje zachwycać piłkarskiej Polski. Wielkim atutem ekipy Piotra Stokowca jest stawianie na młodzież, w podstawowym składzie Pogoni wychodzi pięciu zawodników do 21. roku życia, połączone z efektownym, ofensywnym stylem gry. Grodziszczanie są jednak najmniej przygotowanym klubem na awans z czołówki I ligi, by nie powiedzieć, że... nie są przygotowani wcale. Ich stadion nie spełnia wymogów zaplecza ekstraklasy, stąd domowe mecze muszą rozgrywać w Pruszkowie. W przypadku awansu, zapewne musieliby skorzystać z gościnności Legii, ale obrazki prawie pustego obiektu przy Łazienkowskiej raczej nie byłyby najlepszą reklamą naszej ligi.
6. Stal Rzeszów
W stolicy Podkarpacia kiedyś ekstraklasa była, ale tak dawno (ostatnio w 1976), że niewielu kibiców już ją pamięta. Rzeszów wydaje się mieć spory potencjał marketingowo-kibicowski, o awansie mówiło się tam kilka sezonów temu, ale obecnie w klubie raczej nikt tego nie planował. Dobre wyniki to efekt systematycznej i spokojnej pracy trenera Marka Zuba, który mógł liczyć na zaufanie, nawet gdy drużyna nie wygrywała długimi tygodniami. Nikt na opartej w dużym stopniu na uzdolnionej młodzieży drużynie nie robi wielkiej presji, ale jeśli by się udało, byłaby to duża radość dla ubogiego w piłkę na wysokim poziomie regionu.
Mariusz Rajek
