Niech strzela Jarek!
Prezes Wisły Kraków okrasił golem debiut w klasie B. – Kiedyś byłem „napadziorem” – mówi 39-latek.
Za chwilę Jarosław Królewski podniesie piłkę i pokona bramkarza Grodziska Raciechowice. Fot. Mateusz Kaleta / LoveKraków.pl
WISŁA KRAKÓW
Jarosław Królewski nie narzeka na brak zajęć. Prowadzi firmę informatyczną Synerise, od pięciu lat jest współwłaścicielem klubu, a od trzech także jego prezesem. Wykłada na uczelni, jest zaangażowany w inne projekty, a do tego mnóstwo czasu spędza... na dyskusjach z kibicami na platformie X.
Gole przy „Zakopiance”
Przez ponad rok Królewski sporo przytył, w tym czasie ani razu nie kopnął piłki – nawet hobbystycznie na orliku. Mimo to 9 listopada postanowił wrócić do futbolu na najniższym szczeblu w Małopolsce. Zagrał ponad pół godziny w meczu klasy B grupy Myślenice. Krzyki zawodników, reakcje kibiców i dźwięk sędziowskiego gwizdka mieszały się z szumem samochodów mknących „Zakopianką” między Krakowem a Podhalem. Niedaleko tej popularnej i regularnie zatłoczonej trasy znajduje się boisko LKS-u Mogilany, który przed sezonem reaktywował drużynę seniorów. W niedzielne, dżdżyste przedpołudnie gospodarze grali z Grodziskiem Raciechowice. Zwyciężyli 5:1, choć przez godzinę występowali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla bramkarza. Jego zmiennik, co najmniej o kilkanaście lat młodszy, obronił karnego.
Z biura na boisko
Nadzieje gości na powalczenie o punkt bezlitośnie zgasił Królewski, strzelając niedługo po wejściu na 4:1. Po kontrataku ze spokojem wykończył akcję „podcinką” i pobiegł w stronę ławki celebrować debiutanckiego gola. Grał z opaską. Przejął ją od Marcina Kępy, który w Mogilanach jest alfą i omegą: prezesem, zawodnikiem, kapitanem. To znany w regionie trener młodzieży, ostatnio zaangażowany także w organizację meczów legend na Stadionie Śląskim. To on przekonał Królewskiego, by ponownie założył korki i po niemal dwóch dekadach wystąpił w oficjalnych rozgrywkach. Pochodzący z Gorlic biznesmen w młodości grał w tamtejszym Gliniku na poziomie dzisiejszej III ligi. – Ku mojemu zdumieniu od razu się zgodził. Powiedział, że bardzo mu się podoba projekt, który opiera się na wychowankach i jednoczy lokalną społeczność – tak Kępa mówił o głośnym transferze prezesa Wisły w rozmowie ze sportmarketing.pl.
Przed obiektem stanęły... trzy radiowozy i samochód straży pożarnej. Policjanci byli zajęci sami sobą, strażacy śledzili walkę na murawie. Debiut Królewskiego był tematem rozmów kibiców, którzy wypełnili zadaszoną trybunę i stali przy budynku. Jeden typował, że nowy nabytek zadebiutuje, gdy LKS będzie prowadził 4:0. Niewiele się pomylił. Inny już po spotkaniu zaczepił schodzącego do szatni sędziego. – Trzeba było kartkę dać temu Królewskiemu! – krzyknął. – Chciałem, k..., ale nie było z czego! – odpowiedział z uśmiechem arbiter. – Chociaż gola sobie strzelił.
Nie umarł i się nie połamał
– Drugą sytuację też mogłem wykorzystać, ale już brakło siły – przyznał Jarosław Królewski, łapiąc oddech po dużym wysiłku. Stanął oko w oko z bramkarzem, ale zabrakło dobrej finalizacji. Próbował też strzelić z wolnego. – Jarek! Niech strzela Jarek! – instruował z ławki Kępa. Właściciel Wisły strzelił w mur. Wykonywał też rzuty rożne, zachęcał zawodników, by większą liczbą podeszli pod bramkę i powiększyli przewagę. Raz się udało i kropkę nad „i” postawili po golu głową.
– Trzeba mieć zdrowie, było intensywnie. Niestety graliśmy w dziesiątkę dużą część meczu, ale jest wygrana 5:1 u siebie, dużo kibiców. Było fajnie. Jestem zadowolony, że nie umarłem i się nie połamałem – uśmiechał się Królewski. W rundzie wiosennej może być dużo lepiej. Do tego meczu przystąpił bez treningu, „prosto z biura”. – Muszę też wrócić do formy jako człowiek, więc przyda mi się to – podkreślał. Kolegów z zespołu chwalił za dobrą formę fizyczną i samą grę. Choć o tej porze boisko nie sprzyjało technicznej grze, ocenił, że było naprawdę nieźle. Wczoraj znów założył koszulkę z numerem 17 i znalazł się w wyjściowym składzie na domowe spotkanie z UKS-em Elektron Dobczyce. Jak widać, jego debiut nie był pokazówką, ale w wolnym czasie naprawdę zamierza angażować się w życie klubu i lokalnej społeczności.
Michał Knura
