Niebywała konstelacja gwiazd

Kapitan Klonowego Liścia marzy o trzecim złotym medalu olimpijskim, co byłoby ukoronowaniem efektownej kariery, okraszonej Pucharami Stanleya.

Kapitan Kanady, Sidney Crosby (z prawej), i niemiecki napastnik Leon Draisaitl (Edmonton) będą walczyć o olimpijskie złoto. Fot. Perry Nelson-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus

Sidney Crosby (Pittsburgh), Nathan MacKinnon, Cale Makar (obaj Colorado), Connor McDavid (Edmonton) i Sam Reinhart (Florida) - jednym tchem wymieniamy czołowe postacie w gwiazdorskiej reprezentacji Kanady, ojczyzny hokeja, która pragnie po 12 latach odzyskać olimpijskie złoto. Wówczas w turnieju w Soczi (2014) grali czołowi zawodnicy świata i hokeiści Klonowego Liścia nie mieli sobie równych. W kolejnych imprezach - w Pjongczangu (2018) oraz w Pekinie (2022) - z różnych względów najlepszych zabrakło.

Pomysł, by turniej był rozgrywany w gwiazdorskiej obsadzie, zrodził się w 2024 r., kiedy doszło do rozmów władz NHL ze Związkiem Zawodników (NHLPA) oraz Międzynarodową Federacją Hokeja na Lodzie (IIHF). Wszystko zostało oficjalnie sfinalizowane 2 lipca ubiegłego roku w Zurychu, uzgodniono też wtedy szczegóły udziału w turnieju najlepszych z najlepszych. Oczywiście porozumienie zostało zaakceptowane przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski oraz Komitet Organizacji IO w Mediolanie-Cortinie. Teraz już wiemy, że wszystkie reprezentacje zaprezentują się w niemal najsilniejszych składach. Zabraknie jedynie pechowców, czyli zawodników kontuzjowanych, a jest ich sporo, jednak Francuz Luc Tardif, szef IIHF, może być dumny z finalnych rozmów, bo umowa będzie obowiązywała jeszcze podczas IO we Francji w 2030 r.

Niezmienne zasady

Dwanaście reprezentacji - osiem najlepszych ze światowego rankingu, gospodarze oraz trzy ze skomplikowanych kwalifikacji olimpijskich - zostało podzielone na trzy grupy: A - Czechy, Francja, Kanada, Szwajcaria; B - Finlandia, Słowacja, Szwecja, Włochy; C - Dania, Łotwa, Niemcy, USA.

Zwycięzcy grup i najlepsza drużyna z drugich miejsc awansują od razu do ćwierćfinału, zaś pozostałych 8 ekip zmierzy się ze sobą w rundzie barażowej, by wyłonić 4 kolejnych ćwierćfinalistów i wówczas rozpocznie się gra o olimpijskie medale. Szefowie poszczególnych ekip mieli obowiązek do połowy października ogłosić szeroką, 42-osobową kadrę, która została poddana olimpijskim regulacjom antydopingowym. Na koniec ubiegłego roku poznaliśmy 25-osobowe składy (z trójką bramkarzy), zmian można dokonać jedynie w wyniku kłopotów zdrowotnych, a tych przed inauguracją nie brakuje, ale zmiennicy mają też odpowiednią wartość.

Kciuki za Kanadę!

Kibice, nikt ze sztabu reprezentacji Kanady i niżej podpisany nie dopuszczają myśli, by zespół Klonowego Liścia nie zdobył złotego medalu! Drużynę poprowadzi 58-letni Jon Cooper, wielce doświadczony trener, który z Tampa Bay Lightning sięgnął po Puchar Stanleya. W lutym ubiegłego roku ekipa Kanady zwyciężyła w Turnieju 4 Narodów, czym otwierdziła wysokie aspiracje.

Z tego zespołu nominacji olimpijskiej nie otrzymali m.in. Sam Bennett (Florida) czy Seth Jarvis (Carolina). Nie znalazł uznania również draftowany z nr 1 obrońca Matthew Schaefer (NY Islanders), ale w drużynie znalazło się miejsce dla 19-letniego, niezwykle skutecznego napastnika Macklina Celebriniego (San Jose), który powinien wesprzeć „starszyznę” w zdobywaniu goli. Moc w ataku – to największy atut drużyny. Na dobrą sprawę można jednym tchem wymienić wszystkich napastników. Crosby, zapewne kapitan, wraz z MacKinnonem, McDavidem, Bradem Marchandem, Reinhartem czy Tomem Wilsonem (Washington) są gwarantami wysokiej jakości w ofensywie.

Szkoda że zabraknie kontuzjowanego Braydena Pointa (Tampa Bay), ale jego koledzy z zespołu. Anthony Cirelli czy też Brando Hagel. godnie go zastąpią. Najsłabszymi ogniwami, wedle kanadyjskich ekspertów, są bramkarze Jordan Binnington (St. Louis), Darcy Kuemper (Los Angeles ) i Logan Thompson (Washington). To jednak tylko, naszym zdaniem, akademicka dyskusja.

Sny o potędze

Mike Sullivan, niespełna 58-letni trener New York Rangers, przez dekadę prowadzący Pittsburgh Penguins do Pucharów Stanleya, będzie odpowiedzialny za reprezentację Stanów Zjednoczonych. Amerykanie, ubiegłoroczni mistrzowie świata (1:0 ze Szwajcarią po dogrywce), nieco wcześniej w Turnieju 4 Narodów ulegli w finale Kanadzie. Zaledwie czterech zmian dokonano w kadrze, bo zrezygnowano z Aarona Foksa oraz Chrisa Kreidera, a ich miejsce zajęli Quinn Hughes, którego wówczas wykluczyła kontuzja, Seth Jones, Clayton Keller i Tage Thompson. Ten ostatni swoim golem dał w maju Amerykanom pierwszy od 65 lat tytuł mistrzów świata.

Z tamtej drużyny w składzie na igrzyska znalazło się zaledwie czterech zawodników. Oprócz Thompsona, są to jeszcze bramkarz Jeremy Swayman, Keller i obrońca Zach Werenski. W przeciwieństwo do Kanadyjczyków obsada bramki nie budzi zastrzeżeń, bo Connor Hellebuyck (Winnipeg), Jake Oettinger (Dallas) i Swayman (Boston) znają swój fach. Bracia Brady (Ottawa) i Matthew (Florida) Tkachukowie również mają być silnymi punktami. Ten drugi jednak od początku sezonu leczył kontuzje (47 meczów pauzy) i teraz nadrabia stracony czas. Czy będzie wsparciem dla zespołu? Sama jego obecność sprawia, że koledzy poczują się pewniej. Miejsce w finale chyba jest szczytem możliwości, choć Amerykanie mają sny o potędze.

Dumni Szwedzi

Od wielu lat śledzę rywalizację na hokejowych taflach świata i pewnego razu doszedłem do wniosku, że wewnętrzna rywalizacja Szwecji z Finlandią jest najważniejsza. Oczywiście, dumni Szwedzi dominowali w tej walce, ale od pewnego czasu role nieco się zmieniły. Szwedzi zazdrośnie patrzyli jak hokeiści Suomi odbierali złoto na igrzyskach w Pekinie, jednak tym razem ma być inaczej.

Sam Hallam, trener Trzech Koron, zapowiedział, że po sezonie żegna się ze stanowiskiem. Selekcjoner ma poważne kłopoty kadrowe, bo Szwedzi maja najdłuższą listę kontuzjowanych zawodników. Duże znaki zapytania stawiane są przy Gabrielu Landeskogu, kapitanie Colorado, oraz rosłym obrońcy Vitorze Hedmanie (Florida). Oficjalnych komunikatów nie ma, ale mogą mieć problemy zdrowotne. Hallam bez większego wahania dał nominacje obrońcy St. Louis, Philipowi Brobergowi, który okazjonalnie występował w reprezentacji, ale w klubowym zespole zbiera dobre recenzje.

Skandynawia słynie z rzetelnego szkolenia bramkarzy. Filip Gustavsson, Jesper Wallstedt (Minnesota) i Jacob Markström (New Jersey) dają gwarancję wysokiej jakości. Obrońcy Oliver Ekman-Larsson (Toronto) i Rasmus Dahlin (Buffalo) oraz napastnicy Pontus Holmberg (Tampa Bay) i Alex Wennberg (San Jose) również powinni wnieść wiele do tej drużyny.

Uzasadnione aspiracje

Antti Pennanen, selekcjoner Suomi, skomponował zespół z graczy NHL, z jednym z małym wyjątkiem. W ekipie znalazł się Mikko Lehtonen, kapitan zespołu z ostatnich mistrzostw świata, na co dzień występujący w ZSC Lions Zurych, brat Matiasa Lehtonena, który jeszcze do niedawna grał w GKS-ie Tychy, zaś teraz w JKH GKS-ie Jastrzębie. Wielkim nieobecnym igrzysk będzie Aleksander Barkow, kapitan Floridy, który od początku sezonu zmaga się z kontuzją. Nie ma także innego rekonwalescenta, Patrika Laine'a (Montreal). Niemniej zespół jest solidnie zbudowany i jestem przekonany, że bramkarze Ukko-Pekka Luukkonen (Buffalo) Juse Saros (Nashville), obrońcy Miro Heiskanen i Esa Linddell oraz napastnicy Roope Hintz, Mikko Rantanen (wszyscy Dallas), Sebastian Aho (Carolina) i Joel Armia (Los Angeles) będą centralnymi postaciami tego ambitnego zespołu. Obrońcy złotego medalu mają uzasadnione aspiracje i drużyna jest odpowiednio skomponowana.

Sięgać do gwiazd

Hokeiści Czech, mistrzowie olimpijscy z Nagano (1998) oraz mistrzowie świata z Pragi (2024), mają wszelkie warunki, by nie żyć wspomnieniami, lecz sięgać gwiazd. Selekcjoner Radomir Rulik ma podstawy oczekiwać nie tylko solidnej gry, ale również korzystnych wyników. W drużynie wszystko kręci się wokół Romana Červenki, który 10 grudnia minionego roku skończył 40 lat. Kapitan zespołu ma nić porozumienia z Davidem Pastrnakiem i Pavlem Zachą (obaj Boston) - ta trójka tworzy niezwykle groźny atak. Ofensywa Czech ma wysoką jakość, bo przecież nie możemy zapominać o Martinie Nečasie, Tomasu Hertlu czy Ondreju Palacie, jednak obrońcy i bramkarze, m.in. Karel Vejmelka (Utah) również cieszą się zaufaniem. By myśleć o medalu, Czesi najpierw muszą przejść eliminacje, a graja z Kanadą i Szwajcarią.

Pozostałe zespoły uczestniczące w turnieju mają znacznie mniej zawodników z NHL. Szwajcarzy, trzykrotni wicemistrzowie świata, mają takich dziesięciu, ale mogą liczyć również na wartościowych graczy ze swojej ligi. Niemcy, wicemistrzowie z Pjongczangu (2018), w swoich szeregach mają Leona Draisaitla, który ostatnio grał w reprezentacji przed siedmioma laty. Zespoły Łotwy, Francji, Danii oraz Włoch raczej nie powinny być zagrożeniem dla najlepszych, choć nie wykluczamy pojedynczych niespodzianek.

Włodzimierz Sowiński

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się