Nie zepsujcie tego!
Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski
Zaiste, niezwykły to sezon dla śląskiej – albo też przynależnej do śląskiej centrali futbolowej – piłki nożnej. Górnik – Raków w finale męskiego Pucharu Polski, u pań finałowa rywalizacja katowickich GieKSiarek z Czarnymi Sosnowiec. Te ostatnie być może już w ten weekend świętować będą mistrzostwo Polski. W futsalu w PP triumfował Rekord Bielsko-Biała, a Piast Gliwice już w sobotę rozpocznie walkę w systemie „best of five” o krajowy czempionat.
No i oczywiście nie sposób wykluczyć, że dwie ekipy z województwa śląskiego – Górnik i Raków – staną w sobotni wieczór na podium ekstraklasy (takiej sytuacji jeszcze w XXI wieku nie mieliśmy). I że w europejskich pucharach do tego tandemu dołączy jeszcze jeden reprezentant tej ziemi, czyli GieKSa. Wszystko to dzieje się jakby trochę na przekór ubiegłorocznemu rozdaniu kart we władzach PZPN. „Wycięli nam człowieka ze ścisłych władz związku? No to im pokażemy, który region piłkarsko jest najsilniejszy” – ten przekaz narodził się wyłącznie w mojej głowie. Kto chce, może sobie jednak wyobrazić śląskiego barona (używam tego słowa bez nacechowania emocjonalnego, neutralnie) spoglądającego filuternie na przykład na swego łódzkiego następcę w roli wiceprezesa ds. organizacyjno-finansowych. Zwłaszcza gdyby sobotni mecz Widzew – Piast zakończył się po myśli Gliwiczan...
Obok piszemy o bogatym repertuarze meczowym, jaki – miejmy nadzieję – czeka Nową Bukową w gorącym lecie i wczesnej jesieni. Ekstraklasa i mistrzostwa świata kobiet U-20 to pewniki, może dojdą do tego puchary. Będzie się działo; ba – już się dzieje! To potwierdzenie (wiedzą to w Zabrzu, a z zazdrością obserwują w Częstochowie), że istnieje korelacja między nowoczesnym obiektem a postępem czysto sportowym drużyny. Złośliwi z sąsiedniego tekstu wybiorą sobie kawałki według własnego uznania. „Jak to, rok temu oddany stadion i już trzeba poprawek?” albo „Macie nowy obiekt, a chcecie grać na Śląskim?”.
„No chcemy” – odpowiedziałbym na miejscu GieKSiarzy. Ale też Górnika; bo skoro na finał Pucharu Polski pojechało do Warszawy 35 tysięcy kibiców, to ilu mogłoby przyjechać do „Kotła Czarownic” na mecz fazy ligowej Champions League – albo niechby tylko Europa League – z Hiszpanami, Włochami, Anglikami, Niemcami? Śląski to duży kawał chlubnej przeszłości Górnika (Tottenham, Manchester United, Dynamo Kijów, Roma) i mniejszy kawałek chlubnej przeszłości GKS-u (finał PP'86 z... Górnikiem, kultowa rywalizacja sprzed 56 lat z Barcą). Wiem, wiem: dziś – siłą rzeczy – Śląski to na co dzień dom dla Niebieskich z Chorzowa, których kibice niespecjalnie kochają się (to eufemizm...) z tymi z Zabrza czy z Katowic. Każdy mecz w „Kotle Czarownic” – ligowy czy... championsleague'owy – jest jednak pieczęcią na niepośledniej roli tutejszego futbolu na ogólnokrajowej arenie. Górnicy, Medaliki, GieKSiarze, ale też Piastowcy i Ruchowcy (macie przecież baraże o ekstraklasę na wyciągnięcie ręki) – nie zepsujcie w ostatni weekend ligowy tego pięknego wrażenia i dorobku całego sezonu!
