Nie zasłużyli na porażkę
Trener wicelidera 1. ligi docenił grę Odry, ale opolanom punktów to nie dało.
Trener Jarosław Skrobacz liczył na zwycięstwo w miniony weekend. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Choć minęły już 3 dni od meczu Odry w Pruszkowie z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, to ciągle trudno wytłumaczyć i zrozumieć, dlaczego podopieczni Jarosława Skrobacza wrócili do Opola bez choćby jednego punktu.
- Gratuluję Odrze dobrej postawy – powiedział na konferencji prasowej po poniedziałkowym spotkaniu trener wicelidera tabeli 1. ligi Piotr Stokowiec. – Myślę, że rywale nie zasłużyli na porażkę, ale futbol jest brutalny.
Żeby obraz potyczki zakończonej wynikiem 2:1 był pełny, posłużmy się liczbami. W pierwszej połowie Odra miała 67 procent posiadania piłki, a w całym meczu „wygrała” w tej rubryce 54 do 46 procent. Przeprowadziła 107 ataków, a rywale 72. Klucz jest w statystyce strzałów, bo grodziszczanie oddali 21 uderzeń, a Niebiesko-czerwoni 14, z których tylko 4 były celne – 3 przed przerwą i tylko 1 po zmianie stron. Tu jest więc pies pogrzebany.
Pechowy Cassio
To częstsze strzelanie nic by jednak nie dało gospodarzom, gdyby nie piłkarski pech, który „przykleił się” do Cassio. 26-letni Brazylijczyk 6 dni po tym, jak w pucharowym meczu z Piastem Gliwice pokonał główką swojego bramkarza i przypieczętował zwycięstwo gościom 2:0, dające awans do 1/8 Pucharu Polski, znowu głową skierował piłkę do swojej bramki. W dodatku zrobił to w 2 minucie doliczonego czasu i „rzucił na kolana” swój zespół.
- Stracona bramka w ostatnich sekundach boli – stwierdził szkoleniowiec opolan. – Nie przyjechaliśmy na ten mecz nawet po remis, bo chcieliśmy wygrać i zostaliśmy ukarani za to, że do końca graliśmy bardzo mocno do przodu. Stąd ta sytuacja z kontrataku przerwanego faulem, po którym był rzut wolny dla Pogoni. Oczywiście stały fragment to jeszcze nie bramka, trzeba to było wybronić i skończyłoby się remisem 1:1. Szkoda też – choć również groźnie atakował zespół gospodarzy – niewykorzystanych sytuacji bramkowych, bo trochę ich było.
Aż za bardzo
- Daliśmy się w tych pierwszych 20 minutach zaskoczyć i piłki rzucane za naszą linię obrony, bezpośrednio po odbiorze, bardzo szybkie, szczególnie lewą stroną, sprawiały nam problemy. Nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić i jedna z trzech takich groźnych akcji zakończyła się golem. Potem jednak opanowaliśmy sytuację i wyrównująca bramka dała nam podstawy, żeby w drugiej wyrównanej połowie dążyć do strzelenia zwycięskiego gola. Tak bardzo chcieliśmy wygrać, że aż za bardzo. I za to, że większą liczbą zawodników atakowaliśmy do końca, zostaliśmy niejako ukarani – zakończył Jarosław Skrobacz.
Szczególnie czujni
Ból jest tym większy, że Odra po 15. kolejce spadła na 13. miejsce. Nie ma jednak czasu na płacz nad rozlanym mlekiem, bo już w niedzielę kolejny mecz. Opolanie muszą być przed nim szczególnie czujni, bo podejmą ostatniego w tabeli Górnika Łęczna. Słowa „szczególnie czujni” to nie ironia. Wręcz przeciwnie. Nawiązując do samobójczych goli Cassio, czyli historii, która lubi się powtarzać, przypomnijmy, że gdy w 6. kolejce zespół Jarosława Skrobacza w niewytłumaczalny sposób przegrał w Mielcu 1:2, to w następnym spotkaniu podejmował czerwoną latarnię z Pruszkowa i uległ Zniczowi 0:2. Wprawdzie później zaczęła się seria 7 spotkań bez porażki – przerwana właśnie w poniedziałek w meczu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki – ale nikt z kibiców Niebiesko-czerwonych nie chciałby znowu przeżywać sierpniowego koszmaru.
Jerzy Dusik
