Nie wzięli jeńców

Niebiesko-czerwoni urządzili sobie trening strzelecki z rezerwami Miedziowych i bez najmniejszych problemów awansowali do 1/32 finału Pucharu Polski.

Worek z bramkami przy Piłkarskiej rozwiązał wczoraj Oliwier Kwiatkowski (z lewej). Fot. Norbert Barczyk / Press Focus

Jeszcze w poprzednim sezonie obie drużyny spotkały się na poziomie Betclic 2. Ligi. Wtedy dwukrotnie lepsi również okazali się bytomianie, wygrywając 4:2 u siebie i 1:0 w Lubinie. Obecnie oba kluby dzielą aż dwie klasy rozgrywkowe, więc Polonia siłą rzeczy była murowanym faworytem wczorajszej rywalizacji.

Czas zmienników

Rezerwy Zagłębia, mimo zajęcia dopiero trzeciego od końca miejsca w poprzednim sezonie, były niezwykle bramkostrzelną ekipą; 51 zdobytych goli plasowało ich na bardzo wysokiej, 5. pod tym względem pozycji. Dodając do tego niezwykle ofensywne usposobienie drużyny trenera Łukasza Tomczyka, można się było spodziewać wysokiego wyniku. W porównaniu z przegranym (0:5) meczem z ŁKS-em w Łodzi szkoleniowiec bytomian zostawił w podstawowym składzie zaledwie jednego piłkarza. Czy był to wyraz dezaprobaty za ligową wpadkę? – Chciałem dać zagrać zawodnikom, którzy dają z siebie wszystko na treningach, pokazać im, że to nie idzie na marne – wyjaśniał powody takiej decyzji.

Dla prowadzonych przez byłego reprezentanta Polski Arkadiusza Radomskiego gości celem nadrzędnym w tym sezonie jest powrót na trzeci front po dość niespodziewanym spadku, a Puchar Polski był raczej jedynie obowiązkiem do odbębnienia. Dodając do tego fakt, że w 20-osobowej kadrze Zagłębia było aż 16 młodzieżowców, faworyt mógł być tylko jeden.

Kluczowy moment

Jakby tego było mało, spotkanie idealnie ułożyło się dla gospodarzy, którzy już w 6 minucie objęli prowadzenie po trafieniu Oliwiera Kwiatkowskiego. Kluczowe dla losów rywalizacji zdarzenie miało miejsce pół godziny później. Mateusz Bondarenko za faul na wychodzącym na czystą pozycję Jakubie Araku zobaczył czerwoną kartkę, a trzy minuty później Polonia podwyższyła prowadzenie. Kiedy chwilę później piłkę do bramki wpakował wspomniany Arak, bytomianie mogli myśleć już o sobotniej inauguracji Betclic 1. Ligi przed własną publicznością ze Stalą Rzeszów. Po zmianie stron Polonia dokonała dzieła zniszczenia, aplikując rywalom jeszcze cztery trafienia. Konrad Andrzejczak nie potrzebował nawet 60 sekund, by dwukrotnie umieścić piłkę w bramce Mateusza Dubrowskiego. Lubinianie odpowiedzieli jedynie golem Dominika Gregorskiego.

Teraz Legia albo Lech?

– Nie jest to zawsze takie oczywiste, aby wrzucić rywalowi tyle bramek i wygrać spotkanie. Jak jesteś kozak, to po prostu musisz wykorzystać słabość rywala. Zagraliśmy dobrze od samego początku pod kątem ataku, grania za plecy rywala – podsumował spotkanie trener Tomczyk.

- Fajnie, że udało się strzelić tyle goli po blamażu w Łodzi. Na pewno jest to budujące i liczę, że w sobotę będzie tak samo. Cieszę się bardzo, ale zachowujemy chłodną głowę – dodał Kacper Michalski, który w pierwszej połowie asystował przy każdej z bramek.

Kogo chcieliby zobaczyć przy Piłkarskiej w kolejnej rundzie? – Moim marzeniem jest wylosowanie jak najlepszej drużyny – krótko odpowiedział Tomczyk. – Chcę jak najmocniejszego rywala, bo takie mecze zawsze cieszą. Może być Legia albo Lech – wtórował mu Michalski.

Mariusz Rajek

◼  Polonia Bytom - Zagłębie II Lubin 7:1 (3:0)

1:0 - Kwiatkowski, 6 min, 2:0 - Sarmiento, 39 min, 3:0 - Arak, 40 min, 4:0 - Wojtyra, 60 min, 4:1 - Gregorski, 61 min, 5:1 - Kwiatkowski, 62 min, 6:1 - Andrzejczak, 66 min, 7:1 - Andrzejczak, 67 min

POLONIA: Mazur - Michalski (58. Apolinarski), Calavera, Szwiec, Szymański, Zieliński (58. Wołkowicz) - Sarmiento (46. Andrzejczak), Terlecki, Konieczny (58. Gajda), Kwiatkowski - Arak (58. Wojtyra). Trener Łukasz TOMCZYK.

ZAGŁĘBIE II: Dubrowski - Maćkowiak, Bondarenko, Osuch, Bębas - Wcisło (46. Wandachowicz), Droździk (53. Marek), Adamczyk (61. Kaczmarek), Fritzson, Kusztal (70. Sobolewski) - Antkiewicz (46. Gregorski). Trener Arkadiusz RADOMSKI.

Sędziował Aleksander Kozieł (Kielce). Widzów 400.

Czerwona kartka Bondarenko (36, faul taktyczny).